Wilk nauczy innego osobnika, jak zdobywać pożywienie. Pies zrobi to niechętnie (a zwykle wcale). Nasz drapieżnik domowy ma chęć na amory dwa razy do roku, a jego przodek – tylko raz (w okolicach naszych walentynek). Wilcze szczenięta dojrzewają błyskawicznie. Psie – znacznie wolniej, bo wspiera je człowiek. Przeczytaj, czym różnią się psy i ich leśni kuzyni. Mówi o tym dr Sabina Pierużek-Nowak, która od 20 lat zajmuje się badaniem i ochroną wilczych stad

 

Przodek naszych psów ma znacznie gorszy piar od nich, choć instynkty i zachowania mają podobne. Pani doskonale wie, które z opinii o tych niezwykłych zwierzętach są dla nich krzywdzące. Które z nich najbardziej Panią drażnią?

Zdecydowanie ta, że wilki są niebezpieczne dla ludzi. Nie mamy w Polsce, nie stwierdzono też we współczesnej Europie ataków wilków na ludzi. Każdego roku natomiast notuje się takie wypadki związane z psami, które potrafią dotkliwie pogryźć, a nawet zabić właściciela czy inne osoby. Jak z tego wynika, nasze przekonanie o tym, że dla człowieka wilk jest groźniejszy od psa, nie ma uzasadnienia.

Ludzie opowiadają sobie rozmaite legendy o strasznych wilkach, ale te niewiele mają wspólnego z rzeczywistością. Bo wilki chyba najchętniej unikają spotkania z ludźmi?

Tak, one boją się ludzi. Szczególnie, gdy wybierają miejsce do rozrodu i wychowywania swoich szczeniąt, starają się znaleźć zakątki jak najbardziej oddalone od osad oraz dróg, z których człowiek ma swobodny dostęp do lasu. I ma to głębokie uzasadnienie: człowiek może być dużym zagrożeniem dla wilczych szczeniąt. Nawet dzisiaj, gdy wilki są od lat chronione w całej Polsce, co roku zdarzają się nielegalne, barbarzyńskie przypadki zabierania młodych z lasu i podejmowania prób ich wychowania, a potem sprzedaży. Jakiś czas temu taki los spotkał kilkutygodniowego szczeniaczka z Lasów Napiwodzko-Ramuckich. Dzięki naszej interwencji czteromiesięczny Dymek trafił do rezerwatu pokazowego w Białowieskim Parku Narodowym. Pozostanie tam do końca życia. Poprzedniego lata leśnicy z Puszczy Drawskiej zaalarmowali nas o znalezieniu w lesie koło ogrodzonej uprawy martwego szczeniaka. Trzymiesięczny maluch był w doskonałej kondycji, nakarmiony, miał rozbitą czaszkę, obok leżał skrwawiony kij. Zabił go w biały dzień jakiś przechodzący drogą zwyrodnialec, korzystając z faktu, że wilczek, uciekając przed nim, w panice zaplątał się pechowo w oka siatki leśnej. Podczas badań odnajdujemy też wilcze nory celowo zadeptane i zatarasowane kłodami przez ludzi. Znajdowane są też szczenięta przejechane na lokalnych drogach przechodzących przez las. Generalnie wilki starają się nas omijać szerokim łukiem. Nie zawsze jest to jednak możliwe. W związku z tym, że obszary chronione, takie jak parki narodowe i rezerwaty, mają za małą powierzchnię na wilcze terytoria. Te drapieżniki są zmuszone żyć głównie w lasach gospodarczych, czyli w środowisku intensywnie użytkowanym przez ludzi. Dlatego musiały wypracować swoje techniki unikania spotkań z człowiekiem.

Na czym one polegają ?

Na różnej aktywności dobowej. Po prostu drapieżniki, jak wiele innych dzikich zwierząt, użytkują środowisko naturalne w tych częściach doby, kiedy nas tam nie ma.

To jak „gorące koje” na łodzi podwodnej, czyli jedno łóżko, w którym na zmianę śpią różni ludzie. Podobnie my i wilki o rozmaitych porach użytkujemy te same tereny?

Można tak to ująć (uśmiech). One o świcie, zmierzchu i w nocy wykorzystują te same obszary leśne, które my (leśnicy, robotnicy leśni, badacze, turyści, grzybiarze itd.) eksplorujemy za dnia. Wilki na przykład regularnie wędrują drogami leśnymi – leśnicy pokazują nam czasami zdjęcia z fotopułapek, gdzie widać wilki przechodzące drogami, po których za dnia jeżdżą ogromne ciężarówki z drewnem. Przy okazji starają się nas przekonywać, że to coś niezwykłego i że drapieżniki stają się coraz bardziej zuchwałe. Tymczasem wilki nie kojarzą przejeżdżających drogami pojazdów z zagrożeniem – często im się ze spokojem przyglądają, bo nie mają bladego pojęcia, że w autach siedzą ludzie! Wskazujemy też, że zwierzęta zwykle nie chodzą tymi drogami w środku dnia – wykorzystują je wcześnie rano, późnym wieczorem czy w nocy, a więc wtedy, gdy raczej nie ma tam ludzi. Oczywiście, zdarza się czasami zaskoczyć wilki o zmierzchu lub poranku , gdy właśnie idą lub wracają z polowania, ale generalnie mają one różne od naszych „godziny urzędowania”.

Ciekawe to niewchodzenie sobie w drogę, zwłaszcza gdy wspomnimy, jak często ludzie wskazują na cechy wspólne swoje i wilków: stałość partnerów (wilkom chyba lepiej to wychodzi…), podobno nawet walentynki obchodzą w tym samym czasie, co my itd. Szukając staranniej, sporo znaleźlibyśmy tych podobieństw.

Oczywiście że tak, bo wilki to gatunek socjalny. Podobnie jak ludzie żyją w grupach rodzinnych, a w każdej jest stała (ta sama przez wiele lat) para rodzicielska. Oczywiście, różne perturbacje życiowe sprawiają, że taka para w końcu się rozpada, choćby wskutek śmierci jednego z partnerów czy choroby. Jednak stałość trwania takiej rodziny zależy od tego, na co warunki pozwalają – para pary o długim stażu, doświadczone, znające dobrze dany las i znajdujące się tam zasoby pokarmowe, mają zwykle większy sukces rozrodczy, potrafią wychować i wyprowadzić w dorosłe życie więcej potomstwa. Bardzo istotne w tym wszystkim jest doświadczenie samicy, bo do niej należy wiele kluczowych decyzji i aktywności ważnych dla przetrwania grupy rodzinnej. To, co wyróżnia wilki wśród innych naszych dużych drapieżników, to partnerstwo.

Większy, silniejszy samiec nie rządzi rodziną?

Nie, samiec i samica znakomicie się uzupełniają w roli przywódców grupy rodzinnej. Samica ma głos decydujący w wyborze miejsca na norę czy chwili, w której grupa wyrusza na polowanie. Jest też bardzo skutecznym łowcą. Natomiast gdy jeszcze karmi szczenięta mlekiem i nie może ich opuścić, „wysyła” partnera, a czasami starsze potomstwo na polowanie. Naukowcy obserwowali takie sytuacje, gdy samica odchodziła od nory, mobilizując całą odpoczywającą w pobliżu rodzinę do wstania, a gdy łowcy oddalali się w końcu na polowanie, spokojnie wracała do szczeniąt.

Samiec i samica znakomicie uzupełniają się w roli przywódców grupy rodzinnej. Samica ma głos decydujący w wyborze miejsca na norę czy chwili, w której grupa wyrusza na polowanie. Ona też jest bardzo skutecznym łowcą. Natomiast, gdy jeszcze karmi szczenięta mlekiem i nie może ich opuścić, „wysyła” partnera, a czasami starsze potomstwo na polowanie.

Wygoniła towarzystwo do pracy…

Trochę je „podpuściła i wydała dyspozycje”. Przyzna pan, że są to działania wskazujące na inteligencję i spryt. Można w tym znaleźć sporo analogii z działaniami kobiety w ludzkiej rodzinie (śmiech). U wilków nie ma wielkich różnic w wyglądzie pomiędzy płciami, ale jednak samiec jest większy. Chociaż samica jest znakomitym myśliwym, to o ochronę rodziny dba samiec razem z wyrośniętymi synami – on jest najsilniejszy, więc w razie ataku innej grupy rodzinnej i próby przejęcia terytorium to on i synowie bronią rodziny. Coś nam to przypomina, nieprawdaż?

Wilcza rodzina oznacza zawsze ścisłe związki krwi czy obcy osobnik też może do niej dołączyć?

Zwykle to są bliscy krewniacy, obce osobniki przyłączają się rzadko. Bywa, że w rodzinie są bracia lub siostry któregoś wilka z pary rodzicielskiej, bo młode osobniki, które odchodzą z grupy rodzinnej, wędrują często we dwójkę, np. dwóch braci razem idzie w świat albo brat i siostra. Kiedy spotykają innego, niespokrewnionego wilka, tworzy się para, a brat lub siostra zostaje z nimi, pełniąc rolę podobną do ludzkich ciotek lub wujów, pomaga wychowywać ich potomstwo, broni grupy i korzysta z dobrodziejstw wspólnego stołu. Kiedy w pobliżu pojawi się kolejna obca samica lub samiec, wuj lub ciotka mogą założyć własną rodzinę w sąsiedztwie lub powędrować z partnerem w siną dal. Zdarzało się nam obserwować takie sytuacje w zachodniej Polsce, gdzie od kilkunastu lat badamy wilki. Znamy grupy rodzinne żyjące po sąsiedzku, w których ojcami są bracia.

Dlaczego wilkom łatwiej żyć w rodzinie?

Bo w grupie łatwiej polować na wiele większą zdobycz i dzielić się pokarmem. Duża zdobycz jest wówczas szybciej zjadana i dla padlinożerców zostaje niewiele. One bardzo chętnie się dzielą. Obserwacje polujących wilków w Yellowstone pokazały, że czwórka to najbardziej optymalny zespół łowiecki przy polowaniu na jelenie.

Stereotyp jest taki, że dopóki nie naje się para rodzicielska, inne osobniki nie mogą jeść.

To nieprawda – może bierze się to stąd, że najczęściej to para rodzicielska poluje i zabija, wspomagana przez najstarszych potomków, więc one są pierwsze przy zdobyczy. Trochę zjadają (muszą przecież uzupełnić olbrzymie wydatki energii, jakie poniosły), po czym starają się zaopatrzyć najmłodszą część rodziny. Bo nawet mocno podrośnięte szczenięta raczej przeszkadzają, niż pomagają w polowaniu. One głównie siedzą w bezpiecznym miejscu i niecierpliwie czekają na pojawienie się dorosłych. Zwykle jest tak, że jedno z rodziców i starsza siostra lub brat noszą pokarm młodym w żołądkach, ewentualnie w zębach, a reszta pilnuje zdobyczy, na którą czyha już cała masa padlinożerców. Kiedy młode są bardziej podrośnięte, są przyprowadzane do ofiary. Ten system powoduje, że dorosłe wilki w okresie wychowywania szczeniąt (od maja do późnej jesieni) są potwornie chude, mają wyleniałe ogony, sterczą im żebra i kości bioder, w niczym nie przypominają imponujących, pięknych drapieżników z zimowych fotografii. Natomiast szczenięta mają okrąglutkie brzuszki i nieustający zapał do zabawy.

Co jest ulubionym przysmakiem wilków?

To są trzy podstawowe gatunki naszych dzikich zwierząt kopytnych: jeleń, sarna i dzik. Przewaga jednego z gatunków w wilczym menu zależy od tego, ile tych zwierząt jest w środowisku naturalnym. Zwykle w nizinnych lasach gospodarczych więcej jest saren i dzików niż jeleni. Chociaż wilki bardzo lubią te ostatnie, bo jeden taki upolowany (najczęściej jest to cielak lub łania) to solidny posiłek – coś, co wystarczy na kilka dni dla całej rodziny. Często para rodzicielska zostawia szczenięta przy takiej ofierze, żeby się najadły do woli i czymś zajęły– trochę jak my zostawiamy dzieci z kanapką przy grze komputerowej (śmiech) – i idzie na kolejne polowanie (jak my do pracy lub na zakupy do hipermarketu). U wilków wyjątkowe jest właśnie to, że one się chętnie dzielą pokarmem z krewnymi. Psy, które jak wykazały badania genetyczne są najprawdziwszymi potomkami wilków, a nie szakali czy innych dzikich psowatych, tego nie robią. Mówiliśmy na początku, że psy różnią się od wilków – dla psów charakterystyczne jest to, że one zatrzymują się w rozwoju na etapie nastolatka. Tak naprawdę nigdy emocjonalnie nie dojrzewają – ciągle są niejako młodocianą częścią grupy rodzinnej.

Bo dla nich dorosłą, polującą częścią watahy jest człowiek – ich właściciel…

Tak, to my jesteśmy dla nich dorosłymi osobnikami, a one uważają się za nasze potomstwo. Psy liczą więc ciągle na nas i starają się z nami komunikować we wszystkich działaniach. Tak zostały przez nas ukształtowane, takie cechy zostały u nich utrwalone przez dziesiątki tysięcy lat hodowli. Niedawno w Austrii przeprowadzono ciekawe badania, które porównywały umiejętność uczenia się od osobników tego samego gatunku u podrośniętych wilczych i psich szczeniąt w wieku 6 miesięcy. Miały one rozwiązać problem polegający na otwarciu skrzynki, w której ukryto smaczny kąsek. I szczenięciu wilka, i psa, którym towarzyszyli opiekunowie, inny, wyszkolony pies pokazywał, jak otworzyć pudełko, w którym jest mięsna nagroda. Potem, kiedy szczenięta same miały wykonać to zadanie, wilczek podchodził i, następując na odpowiednią dźwignię, natychmiast otwierał pudełko, wydobywając pożywienie. Natomiast szczeniak psa podchodził do skrzynki, obchodził ją dookoła, obwąchiwał, merdał ogonem i… gapił się znacząco na człowieka opiekuna, oczekując, że ten mu pokaże, jak to otworzyć albo sam mu otworzy pudło. To świetnie pokazuje, jak bardzo nasze psy w procesie udomowienia zatraciły wilczą umiejętność uczenia się od krewniaków i jak uzależniliśmy je od siebie w rozwiązywaniu problemów. Inny eksperyment miał pokazać, jaka jest gotowość psów i wilków do dzielenia się pokarmem – polegał na tym, by pokazywać innym członkom swojej grupy, jak się dostać do jedzenia. Psy w ogóle nie chciały ze sobą współpracować i dzielić się z innymi osobnikami ani pokarmem, ani swoimi doświadczeniami w zdobywaniu go. A wilki robiły to bardzo chętnie – pomagając członkom swojej grupy dotrzeć do jedzenia.

Pewnie znowu bierze się to stąd, że to my – ludzie, stanowimy dla psów grupę rodzinną.

No tak, chociaż oczywiście są takie grupy psów na wsi, które po uwolnieniu wieczorem z wolier, kojców i łańcuchów spotykają się i regularnie wspólnie polują na zwierzęta w lasach i na polach. I chociaż współpraca jest u nich znacznie słabsza niż u wilków, potrafią narobić wiele szkód w środowisku naturalnym. Zrealizowaliśmy film dokumentalny o tym groźnym zjawisku, w ramach przyrodniczej serii „Las story”.

Wilki różnią się od psów w jeszcze jednej sprawie: psy „zakochują się” dwa razy w roku, a wilki – tylko raz.

Właściwy okres zaczyna się u wilków mniej więcej na początku lutego, trwa 3-4 tygodnie, a w okolicach ludzkich walentynek jest najbardziej gorący. Ale para rodzicielska wyznaje sobie uczucia już znacznie wcześniej: przez całą zimę odpoczywają blisko siebie, kładą sobie wzajemnie pyski na grzbietach lub szyi, delikatnie zębami pielęgnują sobie sierść, wyjmują pasożyty. Samiec nie odstępuje swojej partnerki na krok – razem znakują najważniejsze punkty w obrębie terytorium. To naprawdę inspirujący, świadczący o głębokim przywiązaniu rytuał. Obserwujemy jego fragmenty na nagraniach z naszych wideopułapek zainstalowanych w lasach zachodniej Polski i w Karpatach.

Wilcze szczenięta w lesie pod Przemkowem. Fot. Robert Mysłajek

Mówiła Pani o polowaniu – podobno wilki nie są demonami prędkości, a raczej zamęczają swoją zdobycz dzięki wytrzymałości.

Są wytrzymałe, chociaż nie tak bardzo, jak nam się czasem wydaje. Ale są też zaskakująco rozsądne w wydatkowaniu energii – wielokrotnie podejmują próby polowania i na pierwszych kilkunastu-kilkudziesięciu metrach pogoni potrafią ocenić, czy w przypadku danego zwierzęcia mają szansę, czy nie. Analizują sposób zachowania swojej potencjalnej ofiary. Badano, ile takich prób ataków kończy się powodzeniem. Okazało się, że udanych jest od 10 do maksymalnie 50 procent pościgów.

Badano, ile prób ataków kończy się powodzeniem. Okazało się, że udanych jest od 10 do maksymalnie 50 procent wilczych pościgów.

Wszystko zależy od doświadczenia myśliwego?

Tak, ale też od tego, na co polują – większe zdobycze są znacznie większym i niebezpiecznym wyzwaniem. Łosie i dorosłe dziki aktywnie się bronią i szarżują, a racice galopującego jelenia to śmiertelne zagrożenie dla o połowę niższych wilków. W przypadku polowania na łosia udaje się raptem jedna próba na 10. W przypadku sarny czy cielaka jelenia udanych jest od dwóch do pięciu prób na 10 podjętych. Zawsze przy okazji można dostać racicą w czaszkę lub grzbiet, można też złamać nogę lub, co gorsze, wyłamać zęby. Trzeba pamiętać, że wilk dysponuje tylko jedną bronią – zębami, którymi musi złapać i zatrzymać pędzące z prędkością kilkudziesięciu kilometrów na godzinę wielkie, spanikowane zwierzę. Kościec dorosłego wilka nosi ślady wielu urazów i złamań, niektóre kontuzje kończą się śmiercią.

Wilki żywią się głównie młodocianymi, starszymi lub chorymi osobnikami. To nie przypadek

Oczywiście, bo zdrowy, dorosły jeleń lub sarna są w stanie szybko uciec i wilki nawet nie kontynuują pogoni, żeby nie tracić cennej energii. Kiedy jednak widzą, że zwierzę biegnie wolniej, utyka albo nieroztropnie oddziela się od grupy, wiedzą, że perspektywa posiłku jest bliższa. I właśnie poprzez próby pościgu wilki najlepiej oceniają swoje szanse na sukces.

Mówiła Pani, że starsze podrostki w pewnej chwili odchodzą, bo pewnie rodzice im mówią po swojemu: „Pora, synku, iść na swoje”. Stąd pewnie bierze się wilcza skłonność do dalekich wędrówek?

Ten sygnał niekoniecznie muszą dostać od rodziców – on wynika z faktu, że zbliża się dojrzałość płciowa. To hormony dochodzą do głosu. Ludzka młodzież też zwykle nie słyszy od rodziców, że powinna iść w świat, nastolatkowie sami opuszczają dom rodzinny. A wilcza skłonność do wędrówek nie do końca bierze się z tego, że one z natury są wędrowcami, ale często stąd, że w sąsiedztwie ich rodzinnego terytorium żyją inne terytorialne grupy broniące dostępu do swoich zasobów. Żeby więc znaleźć nowy, odpowiedni i niezasiedlony teren, trzeba się solidnie naszukać, szczególnie że wilki nie mają dostępu do mapy rozmieszczenia lasów w Polsce. Umiejętność wytrwałego chodzenia wynika z ich szczupłej, żylastej sylwetki długodystansowca oraz codziennego treningu. Bo jak się ma terytorium rodzinne o powierzchni 300 kilometrów kwadratowych (tyle, co Wrocław lub Kraków), to trzeba się po nim dużo nachodzić, żeby go upilnować przed intruzami i odnaleźć zdobycz, którą da się upolować. Terytoria wilków po to tak rozległe, by w ich obrębie żyło dostatecznie dużo dzikich zwierząt roślinożernych, na które można polować cyklicznie. Czyli po kilku udanych polowaniach w jednym zakątku terytorium, gdy reszta lokalnych zwierząt kopytnych ma się już na baczności, przenieść się do przeciwległej części i wykorzystać moment zaskoczenia u niespodziewających się ataku jeleni, saren i dzików.

Wędrują i samce, i samice?

Badania genetyczne, telemetria GPS GSM, czy też obdukcja martwych wilków, ofiar kolizji drogowych na krańcach lub poza stałym zasięgiem populacji tych drapieżników wskazują na to, że jest tam znacznie więcej samców – one mają większe skłonności do dalekich wędrówek. To zjawisko typowe dla wielu innych gatunków ssaków – podobnie jest np. u rysi, niedźwiedzi, żubrów czy łosi. Młode samce wędrują daleko, a młode samice wolą się osiedlać bliżej matek.

Znowu jak u ludzi…

Rzeczywiście – są takie kobiety, które gnają gdzieś na koniec świata, ale najczęściej wolą mieszkać blisko mamy. Ten mechanizm gwarantuje większą różnorodność genetyczną lokalnej populacji i zapobiega kojarzeniu się w bliskim pokrewieństwie – bo w obszarze, gdzie mieszkają spokrewnione ze sobą samice, pojawiają się samce z odleglejszych stron.

Jak daleko może zawędrować samiec?

W Europe są potwierdzone naukowo przypadki wędrówek na ponad 1500 kilometrów. Przez całą Polskę taką wędrówkę odbył roczny samiec z pogranicza polsko-niemieckiego. Został odłowiony i zaopatrzony w obroże z nadajnikiem GPS GSM na Łużycach przez nasze koleżanki badaczki z Niemiec. Niedługo po zaobrożowaniu zdecydował się wyruszyć do Polski, przebył całą zachodnią Polskę aż pod Gdańsk, przeszedł przejściem dla zwierząt przez autostradę A1, przepłynął Wisłę, zszedł pod Warszawę, zawrócił, przebrnął przez Bagna Biebrzańskie i Puszczę Augustowską, dotarł na Litwę, a wreszcie zaginął gdzieś na Białorusi. Miał za sobą ponad 1400 kilometrów wędrówki. Tragicznie skończyła się też w zeszłym roku wędrówka młodego wilka oznakowanego nadajnikiem na Poligonie Drawskim. Powędrował ponad 200 km w rejon Puszczy Bydgoskiej, tam wielokrotnie przechodził dużymi górnymi przejściami nad A1 na Wisłę w rejonie Ciechocinka, by w końcu trafić na krajową jedynkę, gdzie został rozjechany przez tira. Kilka lat temu inny wilk z nadajnikiem, przewędrował ze Słowenii aż do Włoch. Po drodze spotkał młodą wilczycę i ruszyli dalej razem, by w końcu osiąść w okolicach Werony. Ich wędrówką, dzięki internetowi, emocjonowało się wielu ludzi. Oczywiście nadano im imiona Romeo i Julia. A historia zakończyła się urodzeniem szczeniąt.

Kilka lat temu wilk z nadajnikiem przewędrował ze Słowenii aż do Włoch. Po drodze spotkał młodą wilczycę i ruszyli dalej razem, by w końcu osiąść w okolicach Werony. Ich wędrówką, dzięki internetowi, emocjonowało się wielu ludzi. Oczywiście nadano im imiona Romeo i Julia. A historia zakończyła się urodzeniem szczeniąt.

Żyli długo, szczęśliwie i mieli dużo szczeniąt… Z Państwa badań wynika, że niemieckie wilki to w większości osadnicy z Polski.

No bo skąd one miałyby przyjść? Wówczas w Europie Zachodniej wilki żyły głównie we Włoszech i Hiszpanii, czyli bardzo daleko. Najbliżej miały z Polski, chociaż to i tak oznaczało kilkusetkilometrową wędrówkę – analizy genetyczne wykazały, że przywędrowały z Polski północno-wschodniej, gdzieś z Puszczy Augustowskiej, Piskiej, Knyszyńskiej czy Białowieskiej. Bo w tym czasie, kiedy one się osiedlały w Niemczech, to właśnie w tych miejscach (oprócz Karpat) nasza populacja była najbardziej stabilna. I to stamtąd drapieżniki wędrowały najpierw do Polski zachodniej, a potem do Niemiec. Pierwsze narodziny szczeniąt polskich osadników w Saksonii miały miejsce w 2000 roku.

Przy okazji, po latach posuchy, w Polsce zachodniej, np. w Borach Dolnośląskich, pojawiły się wilcze rodziny. I w dużej mierze są to potomkowie polskich wilków z Niemiec?

One są i z Niemiec, i z Polski północno-wchodniej. Na bezpośrednie pokrewieństwo pomiędzy wilkami w Polsce północno-wschodniej i w zachodniej (czyli w Borach Dolnośląskich, Puszczy Rzepińskiej, Noteckiej, Drawskiej, Bydgoskiej, w Borach Tucholskich i w Lasach Wałeckich) wskazują prowadzone przez nas badania genetyczne. Od kilku lat obserwujemy, że w ten ruch osiedleńczy na zachodzie Polski włączyli się też wychowankowie wilczych grup z Saksonii. Wszystkie te osobniki spotykają się w Polsce zachodniej.

Najliczniejsze populacje były w Polsce wschodniej. Dlaczego zachodnia część kraju była do niedawna takim złym siedliskiem dla wilków?

Wprost przeciwnie: te siedliska zawsze były bardzo dobre – tam jest nawet znacznie więcej obszarów idealnie nadających się na domy dla wilków. Dlaczego ich więc tam nie było? Bo je tam wyjątkowo skutecznie tępiono!!! Zarówno podczas trwającej dwadzieścia lat (do 1972 roku) akcji tępienia wilków, jak i później (do połowy lat 90.), gdy wilk był ponad 20 lat gatunkiem łownym i polowano na niego bez umiaru w całej Polsce. W Polsce północno-wschodniej sąsiadującej z Białorusią, Rosją i Ukrainą, wilki pomimo zwalczania i intensywnych polowań były w stanie przetrwać. Przyczyniła się do tego większa różnorodność tamtejszych lasów. Ale w tamtych lasach poddanych znacznie krócej gospodarce leśnej. Gleby są tam żyźniejsze, drzewostany mają bardziej skomplikowaną, urozmaiconą strukturę gatunkową i wiekową. Tam wilki były w stanie lepiej się ukryć przed myśliwymi i przeżyć. Bo dla nich bardzo niebezpieczna jest uproszczona struktura lasu – w takich jednolitych sosnowych monokulturach, popularnych w Polsce zachodniej, zbyt dobrze je widać. Odnalezienie nory i wybranie szczeniąt, czy dostrzeżenie i zastrzelenie wilka jest tam znacznie łatwiejsze niż choćby w Puszczy Białowieskiej, gdzie jest to trudniejsze. Tam, w północno-wschodniej Polsce, wilki były w stanie przeczekać różne formy zabijania. Kiedy po zakończeniu akcji zwalczania wilk w 1975 roku uzyskał status gatunku łownego i nastąpił okres tzw. użytkowania łowieckiego, niektóre pary w Polsce wschodniej były w stanie odchować potomstwa. Nieliczne z tych młodych docierały w końcu do Polski zachodniej. Ale tam każdy wilk, który się pojawił, bardzo szybko był lokalizowany i odstrzeliwany, bo trofea z nich stały się bardzo cenne i podnosiły prestiż myśliwych. Zdarzało się często, że wpisywano te zwierzęta do planów łowieckich, mimo że w danym obwodzie łowieckim nie było żadnego wilka! Tak na wszelki wypadek, gdyby przypadkowo przywędrował podczas trwania sezonu polowań. W rezultacie zabijano całe watahy, łącznie ze szczeniętami. Okres polowań był bardzo długi – zaczynał się na początku sierpniu, kończył ostatniego dnia marca. Szczenięta nie miały czasu na podrośnięcie i usamodzielnienie się. Nie ma się zatem co dziwić, że wilki nie miały szans na przeżycie w Polsce zachodniej.

Kiedy po zakończeniu akcji zwalczania wilk w 1975 roku uzyskał status gatunku łownego i nastąpił okres tzw. użytkowania łowieckiego, niektóre pary w Polsce wschodniej były w stanie odchować potomstwa. Nieliczne z tych młodych docierały w końcu do Polski zachodniej. Ale tam każdy wilk, który się pojawił, bardzo szybko był lokalizowany i odstrzeliwany, bo trofea z nich stały się bardzo cenne i podnosiły prestiż myśliwych.

Ile wilków żyje dzisiaj w Polsce?

Podobnie jak dla większości dzikich zwierząt, bardzo trudno to ocenić. Szacuje się z grubsza, że to około 1200-1300 osobników. Liczba wilków zależy od pory roku, dla której robimy ocenę, w lecie liczebność znacząco rośnie, bo rodzą się szczenięta (średnio 6 w miocie), do zimy maleje, bo wiele młodych w międzyczasie umiera, podrostki udają się na dalekie wędrówki, część wilków ginie od chorób i pasożytów, na ruchliwych drogach, od kul nieuczciwych myśliwych lub we wnykach kłusowników. Pewniejsza jest liczba liczby grup rodzinnych, tak właśnie oceniają wielkość swoich populacji Niemcy czy Francuzi. Wymaga to jednak intensywnego tropienia, odszukiwania centrów aktywności poszczególnych wilczych grup rodzinnych w obszarach ich bytowania i potwierdzania rozrodu. Nie da się tego zrobić bez ogromnego nakładu pracy wielu osób, no i środków finansowych. Co roku staramy się oceniać liczbę grup rodzinnych w Polsce zachodniej i w Beskidach (Śląskim, Żywieckim i Małym). Ale w Polsce wschodniej i w Karpatach robi się to tylko na niewielu obszarach.

Jak duża część szczeniąt z miotu ma szansę dożyć wieku dorosłego?

To zależy od warunków – tam, gdzie populacje są ustabilizowane i jest wzajemna presja sąsiadów na siebie, a w związku z tym terytoria nie mogą być dowolnie duże, przeżywalność szczeniąt jest mniejsza. Ocenia się, że z miotu, w którym jest 6 maluchów, do zimy przeżywają niespełna dwa. W obszarach dopiero rekolonizowanych, gdzie osiedlające się pary mogą wybrać najlepsze siedliska, gdzie baza pokarmowa jest obfita przeżywalność młodych jest większa. W Polsce zachodniej sięga przeciętnie 2,5-3 szczeniąt. Ale są watahy, w których jest jeszcze wyższa. To też zależy od tego, na jakim etapie rozwoju jest grupa rodzinna – czy mamy do czynienia z młodą parą rodzicielską, czy z już doświadczoną. Szereg czynników naturalnych może też mieć wpływ na przeżywalność potomstwa na przykład choroby lub pasożyty. Ogromnym zagrożeniem jest świerzbowiec – pasożyt skóry, który wywołuje utratę sierści, nieznośne swędzenie, prowadzące do rozległych ran na całym ciele. W norze, do której wcześniej zajrzał lis czy jenot ze świerzbem, bardzo szybko pasożyt przenosi się na wszystkie szczenięta i jest dla nich zabójcza. Mamy dramatyczne nagrania z wideopułapek młodych wilków ze świerzbem, które umierały w cierpieniach na naszych oczach.

I nic nie można zrobić…

No nie! Psu można pomóc, podając lekarstwo. Ale jak to zrobić z dzikim wilkiem? Ten środek w formie płynu musi być aplikowany bezpośrednio na skórę. Jest też wiele innych groźnych, a nawet śmiertelnych chorób, które dziesiątkują młode wilki, w tym te znane wszystkim właścicielom psów, jak nosówka i parwowiroza, czy choroby odkleszczowe:babeszjoza, borelioza, anaplazmoza. Wilków dotyka to w znacznie większym stopniu, bo chore psy jesteśmy w stanie natychmiast zawieźć do weterynarza, a wilki nie mają na to szans.

Znowu tak, jak nasze psy – te nieszczepione!

Naturalnie, bo przecież wilki i psy są blisko z sobą spokrewnione, dowodem jest to, że mogą się krzyżować i wydawać płodne potomstwo. Odległość genetyczna między psami i wilkami jest bardzo niewielka.

Wspominaliśmy o rozmaitych stereotypach na temat wilków. Mówi się np. o ich świetnym wzroku. To wydaje się dziwne, skoro nasze psy wzrok mają nietęgi…

Wilki wcale nie mają świetnego wzroku – w nocy faktycznie widzą lepiej niż ludzie, natomiast w dzień raczej kiepsko… Obrazowo można powiedzieć, że za dnia wilki są zaawansowanymi krótkowidzami i daltonistami. Czyli widzą bardzo nieostro, na dodatek kolor czerwony i zielony postrzegają jako szary. Podczas spotkania w lesie to my widzimy znacznie lepiej wilka niż on nas. Dopiero gdy wiatr przywieje mu nasz zapach, drapieżnik orientuje się lepiej, z czym ma do czynienia.

Czyli: najpierw węch, potem słuch, a na końcu wzrok?

Tak, oczywiście – podobnie jak u naszych psów. Wilki mają nawet lepszy węch niż większość psów. Słyszą też rewelacyjnie, są w stanie usłyszeć wycie innego wilka z odległości 10 km. Bardzo ciekawe jest porównanie rozwoju szczeniąt wilków i psów. Poszczególne zmysły zaczynają u nich działać dokładnie w tym samym czasie: węch po tygodniu od urodzenia, słuch po 20 dniach, a wzrok po co najmniej czterech tygodniach, ale dopiero po 6 ostatecznie się rozwija. Jednak szczenięta wilków zaczynają znacznie szybciej niż te psie eksplorować otoczenie. Mając zaledwie dwa tygodnie, gramolą się z nory, nie widząc i nie słysząc jeszcze świata, poznają najbliższe otoczenie wyłącznie węchem. Są wówczas przez krótki czas bardzo ufne, by już tydzień później zacząć odczuwać strach. To sprawia, że nawiązują kontakt i więź z wyłącznie z przedstawicielami własnego gatunku. Gdy włączają się kolejne zmysły (słuch i wzrok), okres ufności się kończy.

Jeśli więc coś nie pachnie wilkiem, jest niedobre?

Jest obce, wywołuje strach, dlatego wilki tak się boją ludzi. Natomiast psy zaczynają eksplorować świat w wieku 6 tygodni, gdy wszystkie ich zmysły już działają, jeszcze długo zachowują ufność, brak strachu są otwarte na kontakty międzygatunkowe – spotykają różne istoty: koty, zwierzęta gospodarskie, a przede wszystkim ludzi. To powoduje, że psy są znacznie bardziej podatne na nawiązanie mocnej więzi z innymi gatunkami, w tym z człowiekiem.

Wilki wcale nie mają świetnego wzroku – w nocy faktycznie widzą lepiej niż ludzie, natomiast w dzień raczej kiepsko… Obrazowo można powiedzieć, że za dnia wilki są zaawansowanymi krótkowidzami i daltonistami.

A jak jest z wilczą komunikacją ? Poza głosem podobno wiele „mówią” przy pomocy ułożenia ciała.

Na krótką odległość używają głównie mowy ciała. Badania prowadzone na różnych gatunkach psowatych pokazują istotność wyrazistych oczu (jaśniejsza tęczówka, ciemna źrenica) i kontrastowego rysunku wokół oczu dla gatunków socjalnych. Wilki potrafią podążać za wzrokiem innych wilków, wskazywać sobie spojrzeniem różne odległe obiekty, potrafią też patrzeć sobie głęboko w oczy, przekazując istotne informacje. Psy też wykazują te umiejętności, ale…. w kontakcie z człowiekiem. Stwierdzono też, że u ludzi patrzących w oczy swoich psów wydziela się oksytocyna, hormon więzi i zaufania. To dlatego tak bezwarunkowo kochamy nasze psy! Wilki mają bardzo wyrazisty rysunek pyska, co też służy porozumiewaniu się – są w stanie układem warg, uszu i nosa wyrazić całą masę różnych emocji. Ale też komunikują się przy pomocy wielu rozmaitych dźwięków. Właściwie nie szczekają, a może raczej szczekają bardzo rzadko. Pojedyncze, niskie szczeknięcie służy jako sygnał ostrzegawczy. Typowe szczekanie, wręcz ujadanie, jakie jest typowe dla psów, to już wytwór ludzkiej selekcji. Chodziło o to, by psy ostrzegały nas przed niebezpieczeństwem. Wilki komunikują się też rozmaitymi cichymi skomleniami, piskami – zasób tych dźwięków jest ogromny. W języku polskim, w odróżnieniu do angielskiego, jest niestety bardzo mało słów, które by to nazywały. Natomiast na odległość wilki używają wycia. Nasze badania sprzed 10 lat udowodniły (na przekór temu, co dawniej uważano), że wilki wyją najczęściej nie po to, by nastraszyć sąsiadów lub intruzów, lecz by w tym swoim wielkim terytorium, wracając z polowania, zlokalizować własne potomstwo, rozproszonych członków grupy, zaprosić rodzinę na posiłek lub celebrować sukces łowiecki.

A co może oznaczać spotkanie naszego psa z wilkiem w lesie? To pewnie mogą być dramatyczne chwile.

Nie byłam świadkiem takich zdarzeń, natomiast w odchodach wilków znajdowaliśmy resztki psów i kotów… Często docierają do nas też informacje, że znikają we wsiach psy łańcuchowe albo zostają po nich same głowy, a ślady wskazują na to, że padły ofiarą wilków. Niedawno w internecie na YouTubie pojawił się szwedzki filmik: pies myśliwski z kamerką na obroży, włócząc się po lesie natrafił na dwa wilki. Wszystko było rejestrowane. Byłam zaskoczona tym, jak bardzo niezdecydowana była początkowo interakcja między psem a drapieżnikami. Nie było tak, że one automatycznie rzuciły się na psa i go pożarły. To raczej pies zaczepiał je, po czym się wycofywał, potem wilki robiły to samo. One się testowały nawzajem, choć w końcu pies nieźle oberwał. Ostatecznie był przecież intruzem w terytorium tej grupy. My mamy ciekawe doświadczenia z owczarkami podhalańskimi, które pilnują w Beskidach stad owiec. Dwa podhalany są w stanie ganiać wilki przez całą noc, by wreszcie je przegonić. Widziałam ostatnio takiego wielkiego owczarka pilnującego stada owiec, jak przegonił niedźwiedzia (śmiech). Oczywiście, dla dobra psa, powinno się go w lesie prowadzić na smyczy. Pies biegający luzem po lesie może łatwo popaść w tarapaty. Wcale nie musi zostać zagryziony przez wilki, wystarczy, że pobiegnie za dzikiem i zostanie poturbowany, a nawet zabity. Dziki są bardzo niebezpieczne, szczególnie większe samce lub lochy broniące warchlaków. Często ludzie nie zdają sobie z tego sprawy. Trzeba też pamiętać, że w psie może odezwać się instynkt łowiecki i może zagryźć zająca, warchlaka czy sarnę. Natrafiliśmy kilka lat temu w Puszczy Noteckiej na włóczącego się wielkiego labradora, który dopadł wilcze szczenięta bawiące się na leśnej drodze. Ruszyliśmy im na ratunek i odciągnęliśmy siłą intruza. Odnalezieni przez nas właściciele psa niezbyt się tym przejęli.

Na początku rozmowy wspomniała Pani, że wilk człowiekowi niestraszny. Pani chodzi za nimi po kniei już około 20 lat. Miała Pani jakieś spotkanie z nimi, które mogło się zakończyć tragicznie?

Nie, nigdy. Zwykle takie bliskie spotkania nie trwają długo – oczywiście podnosi się poziom adrenaliny, ale to z powodu radości, że udało się zobaczyć wilka. Czasami jestem skonfundowana, bo to przecież ON się mnie boi! Niedawno przeżyłam takie zdarzenie w sąsiedztwie Drawieńskiego Parku Narodowego – tropiłam późnym popołudniem znaną mi od lat wilczą grupę (najczęściej tropię sama): cichutko szłam po piaszczystej drodze, gdzie były dwudniowe tropy wilków. Nagle zauważyłam przecinające ją bardzo świeże tropy dorosłego osobnika. Skręciłam na najbliższym skrzyżowaniu i usłyszałam szelest kroków wilka idącego między drzewami. Kierował się skosem na drogę, na której stałam. Zorientowałam się, że lezie prosto na mnie, bo nieopatrznie zatrzymałam się tuż przy zwierzęcej ścieżce, na którą on zwykle wychodził. Szedł zaaferowany i dopiero kilka metrów przede mną zauważył, że stoję naprzeciwko. Bałam się ruszyć, żeby go nie wystraszyć. Kiedy mnie zobaczył, stanął jak wryty. Podskoczył, zaczął biegać, bo nie wiedział, jak mnie ominąć. Widziałam z bliska jego bursztynowe przerażone oczy. Wreszcie zawrócił i zwiał między drzewa. A mi było tak głupio, że go przestraszyłam! Czułam się winna, że tak wielkiego stracha wilkowi napędziłam. To są więc raczej takie emocje niż strach, że wilk mi zrobi coś złego.

Wilki pokazywane są często jako szkodniki, co to zjadają ludziom owce. Ale to właśnie te drapieżniki stabilizują sytuację w lesie.

Każdy element środowiska naturalnego jest potrzebny dla prawidłowego funkcjonowania układu, jakim jest przyroda. To my, ludzie poklasyfikowaliśmy wszystkie zwierzęta, rośliny i inne organizmy na dobre, złe, szkodliwe, pożyteczne, niepotrzebne. Często mówimy: to jest fajne, a to – nie, to możemy zjeść, a tego się nie da… W przyrodzie wszystko jest ze sobą powiązane i wzajemnie zależne, a zatem jest potrzebne.

Ale dzięki wilkom populacje ich ofiar są zdrowsze?

Tak, efekt jest – powiedziałabym nawet – kaskadowy. To jest nie tylko wpływ na kondycję populacji zwierząt, którymi się żywią, ale przez to, że zmniejszają liczbę dzikich roślinożerców, bo muszą coś zjeść (grupa rodzinna wilków zjada jedną ofiarę 2-3 razy na tydzień), sprawiają, że zmniejsza się presja roślinożerców na las. Bo jeśli wilki są drapieżnikami zwierząt, to jelenie i sarny są najprawdziwszymi drapieżnikami roślin. Dzikie zwierzęta kopytne, gdy jest ich zbyt wiele, potrafią istotnie zahamować procesy naturalnych odnowień drzew w lasach (zjadają pojawiające się w podszycie młode drzewka), skutecznie niszczą też młodniki sadzone przez leśników. Na dodatek pożerają i zadeptują z kretesem roślinność zielną, w tym wiele rzadkich roślin runa. Badania potwierdziły, że różnorodność biologiczna w lasach, w których żyje zbyt wiele dużych ssaków roślinożernych, znacząco się zmniejsza. Dlatego duże drapieżniki, takie jak wilki czy rysie są w przyrodzie potrzebne, by ograniczać te populacje i chronić las. Oczywiście, my ludzie często uważamy, że nie potrzebujemy pomocy drapieżników, że sami możemy zabić odpowiednią liczbę jeleni czy saren. Ale tak naprawdę trudno to zrobić. Jesteśmy w lesie od czasu do czasu, a wilki, rysie i niedźwiedzie żyją tam przez cały rok. Doskonale wiedzą, gdzie szukać i czego. Ponadto ludzie, strzelając z oddali, najczęściej z ukrycia, poza zawodną oceną wzrokową nie mają odpowiednich narzędzi do stwierdzenia, czy zabijane zwierzę jest w złej czy w dobrej kondycji. A drapieżniki podczas polowania doświadczają tego na własnej skórze i, chcąc nie chcąc, eliminują głównie słabsze osobniki, pozostawiając zwierzęta najsilniejsze, które wydają na świat najzdrowsze, „najlepszej jakości” potomstwo.

 

Doktor Sabina Pierużek-Nowak

Doktor Sabina Pierużek-Nowak

Jest biologiem, specjalizuje się w ekologii i ochronie ssaków drapieżnych. Od 20 lat prowadzi badania nad wilkami w Beskidach i w zachodniej Polsce. Jest prezeską Stowarzyszenia dla Natury „Wilk”, które istnieje od 1996 roku i zajmuje się ochroną przyrody, a szczególnie działaniami na rzecz ochrony dużych ssaków drapieżnych: wilków, rysi i niedźwiedzi.

Więcej informacji o wilkach w Polsce można znaleźć na stronie Stowarzyszenia dla Natury „Wilk”: http://www.polskiwilk.org.pl/ oraz na profilu na Facebooku.

Filmy z wilkami z wideopułapek Stowarzyszenia dla Natury „Wilk” są do obejrzenia w kanale YouTube: https://www.youtube.com/user/SDNWILK