Odciąłbyś sobie rękę, kiedy wbiłeś sobie drzazgę w palec? A może nogę, gdy wszedłeś w pokrzywy?

Durnota pytania? Oczywiście. I takimi miałby być. Bo kompletnym kretyństwem i absolutnym zwyrodnieniem jest to, o czym chcę opowiedzieć…

Kilka dni temu, tuż przed świętami zaprzyjaźniony ze Zwierzem Dobrym Dogtor, czyli szczeciniecki lekarz weterynarii Jakub Perzyński opowiedział mi o czymś, co kompletnie mnie zdumiało, a zaraz potem skrajnie rozjuszyło.

Święta (i Boże Narodzenie, i Wielkanoc) to trudny czas w wielu gabinetach weterynaryjnych: a to ktoś wypierze fretkę albo kota w pralce (sierściuchy lubią się chować w bębnie, a jak właściciel nie sprawdzi jej zawartości, kłopoty są pewne…), a to ktoś w świątecznym szale własnym samochodem potrąci własnego psa, a to nakarmi zwierzaki ościstą rybą. Takie to „standardowe” przypadki świąteczne. Trudno przejść nad nimi do porządku dziennego, ale ciężko też stanowczo kogoś winić za to. Ale wśród nich było coś znacznie gorszego.

– Zdarza się, wcale nie rzadko, że przychodzi człowiek ze starym psem i każe go uśpić. Tak w ramach świątecznych porządków… – mówi pan Jakub Perzyński.

– Jak to: „uśpić w ramach porządków”?! A nie można leczyć? Pomóc? W końcu i Boże Narodzenie, i Wielkanoc są radosnym czasem zwiastującym nowe, lepsze życie… – pytam „Dogtora”.

– Wie pan, niektóre z tych psów są rzeczywiście bardzo schorowane: cierpią na przewlekłe choroby w zaawansowanym stadium, np. zaawansowane nowotwory. I rzeczywiście należałoby uśpić. Ale dlaczego czekać aż do świąt?! To można było zrobić znacznie wcześniej. Pewnie refleksja pojawia się niektórym przed świętami. Może to trochę takie posprzątanie domu i duszy za jednym zamachem? – zastawia się lekarz.

Niektóre z tych psów są rzeczywiście bardzo schorowane: cierpią na przewlekłe choroby w zaawansowanym stadium, np. zaawansowane nowotwory. I rzeczywiście należałoby uśpić. Ale dlaczego czekać aż do świąt?! To można było zrobić znacznie wcześniej. Pewnie refleksja pojawia się niektórym przed świętami. Może to trochę takie posprzątanie domu i duszy za jednym zamachem?

Wiele z takim psów można by, jak twierdzi weterynarz ze Szczecinka, wyprowadzić na prostą. Chociażby sukę, która niedawno przyprowadził jej właściciel, bo po zabiegu sterylizacji miała problem z nietrzymaniem moczu. Albo pies, który miał być uśpiony, bo mu „śmierdziało z pyska”. A jak tu z takim zapachem urządzić miłą, rodzinną wigilię…?

– W tym ostatnim przypadku leczenie było proste – wystarczyło wyleczyć psu zęby – wyjaśnia Jakub Perzyński. – Proponuję, że można zbadać zwierzę, zdiagnozować i spróbować rozwiązać problem. Mówię, że jeśli właściciel nie ma pieniędzy, może ktoś z jego rodziny czy znajomych ma fundusze i zechce pomóc. Ale niestety, wielu z takich właścicieli zwierząt już podjęło decyzję. Nie chcą słuchać moich podpowiedzi albo wskazówek…

Co zrobić w takiej sytuacji? Nie chciałbym się znaleźć na miejscu lekarza – albo sam uśmiercę zwierzę, które mogłoby jeszcze długo żyć, albo skażę je na okrutną śmierć, bo właściciel porzuci psa w lesie czy, nie lecząc go, skaże na cierpienia.

Jest jeszcze co najmniej jedno dobre rozwiązanie, które samo się narzuca: uśpić właściciela, zająć się psem…

Kiedyś znajomy lekarz tak zareagował na prośbę pewnego starszego pana, który przyszedł uśpić swojego starego psa.

– Pies jest chory? – zapytał wrocławski weterynarz.

– Nie – odpowiedział właściciel.

– To dlaczego chce go pan uśpić? – drążył dalej lekarz.

– A bo jest już stary – odpowiedział klient.

– To znakomicie pan trafił: dziś mamy promocję – w jednej cenie jest uśpienie starego psa i jego starego właściciela! – zaoferował z entuzjazmem psi doktor.

Po tych słowach człowiek z psem błyskawicznie zniknął za drzwiami.

– Ale wie pan, to sprawy nie rozwiązało – mówił mi potem weterynarz. – Wcale nie jestem pewien, czy ten człowiek nie porzucił psa w lesie…

Żeby była jasność: nie chcę powiedzieć, że znalazłem rozwiązanie tego dylematu. Nawet nie zamierzam próbować! W ten sposób złamałbym stare, mądre przykazanie: „Nie walcz z idiotą: sprowadzi cię do swojego poziomu, potem pokona doświadczeniem”.

Nie chcę powiedzieć, że znalazłem rozwiązanie tego dylematu. Nawet nie zamierzam próbować! W ten sposób złamałbym stare, mądre przykazanie: „Nie walcz z idiotą: sprowadzi cię do swojego poziomu, potem pokona doświadczeniem”.

Zamiast tego przytoczę jeszcze jedną historię. Kilka lat temu rozmawiałem z lekarzem z dużego, wrocławskiego szpitala. Opowiadał, jak to przed świętami „kochane” dzieci przywożą dziadka albo babcię do szpitala tuż przed świętami. Nie dlatego, że staruszek jest chory. On (ona) zawsze trafia do szpitala przed Bożym Narodzeniem albo Wielkanocą. Rodzina chce mieć „miłe święta bez śmierdzących staruszków”. Podrzuca więc dziadków do szpitala. To łatwiejsze, niż (jak w przypadku psa) wywiezienie do lasu. No bo człowiekiem w lesie ktoś by się zainteresował. A na pewno znaleziono by jego „kochane dzieci”.

A gdzie tu pointa – zapytasz zirytowany Czytelniku Zwierza Dobrego? Już ją podaję: mam nadzieję, że zwyrodnialcy, którzy pozbywają się zwierzaków przed świętami, sami kiedyś doświadczą takiego losu. I niech nie domagają się miłosierdzia! Zero litości…

Ps. Swoją drogą dziwne, że na jazdę samochodem trzeba mieć czasochłonne i drogie uprawnienia, a na to, by mieć zwierzaka czy (co jeszcze gorsze!) dziecko nie ma takiej konieczności…