Była sobie raz fretka – miła całkiem i wesoła. I strasznie ją dziwiło, że jej człowiek jakiś nerwowy przed świętami: biega z kata w kąt, macha łapami, krzyczy na inne człowieki i ciągle potrąca swoją fretkę.

Schowała się więc w miejscu spokojnym i zacisznym – w bębnie pralki. Ciepło było, bo człowiek włożył do zimnego, stalowego bębna kilka puchatych ręczników. Pewnie po to, żeby fretowi nie było zimno w kosmaty zadek!

Spało więc sobie frecisko spokojnie, aż tu świat zawirował, nastąpił potop i koniec freciego świata. I przeniosło się biedne zwierzę do krainy wiecznych łowów, a człowiek znienawidził świąteczne porządki…

Czy aby Zwierz Dobry nie zwariował na dobre, że wymyśla takie bzdury? Niestety, nie… To sytuacja z zycia wzięta. Przypomniał mi ją właśnie zaprzyjaźniony Dogtor, czyli lekarz weterynarii Jakub Perzyński ze Szczecinka. To, co opisałem, wydarzyło się w jego stronach. Właścicielka fraciszona wpadła do gabinetu ze zwierzakiem. Niestety, na ratunek było za późno… Co ważniejsze, lekarz mówi, że był świadkiem już 6 takich przypadków – 4 fretów i 2 kotów.

– Ile z nich przeżyło? – zapytacie teraz. Odpowiadam: jeden kot.

– I to tylko dlatego, że właściciele szybko zauważyli, co się stało. Szybko wyłączyli pralkę i przyjechali z kotem do mnie – mówi szczeciniecki weterynarz. – Do takich wypadków dochodzi zwykle właśnie w czasie gorączki przedświątecznej: sprzątamy, spieszymy się, łatwo coś przeoczyć. A zwierzak ma swoje instynktowne zachowania – schowa się w spokojnej jego zdaniem pralce i śpi. My wciskamy „START” i zapominamy o sprawie. Po kilku minutach prania zwykle nie ma czego ratować… – dodaje lekarz.

Do takich wypadków dochodzi zwykle właśnie w czasie gorączki przedświątecznej: sprzątamy, spieszymy się, łatwo coś przeoczyć. A zwierzak ma swoje instynktowne zachowania – schowa się w spokojnej jego zdaniem pralce i śpi. My wciskamy „START” i zapominamy o sprawie. Po kilku minutach prania zwykle nie ma czego ratować…

Czy jest szansa na ratunek? Napisałem przed chwilą, że jeden kot przeżył, ale statystyka jest kiepska – to był jeden na sześć takich przypadków. Co więc zrobić, gdy zauważymy, że zwierz jest zalany w środku?

– Kiedy go wyciągniemy, można nim trochę pobujać, żeby wodę z niego wylać. Wiem, że to dziwnie brzmi, ale trochę może pomóc – wyjaśnia Dogtor. Potem ile sił w kołach samochodu pędzimy do gabinetu lekarskiego!

Lekarz działa w takich sytuacjach tak, jak przy zachłystowym zapaleniu płuc. Szczegóły nie są nam potrzebne – od tego jest lekarz.

Ale lepszym rozwiązaniem jest zapobieganie takim horrorom. – Miałam 3 fretki: Zaraza, Momenta i Chwilę. One z radością chowały się w pralce. Dlatego zawsze przed jej urochomieniem wyciągałam wszystko ze środka i dokładnie przeglądałam rzeczy, sprawdzając, czy nie ma tam fretki – mówi moja koleżanka, Beata Nawrotkiewicz. – Robiłam tak nawet wtedy, gdy choćby na chwilę wyszłam z łazienki, zostawiając otwarty bębęn – dodaje.

Fretka, szczur, chomik uwielbiają schować się w rękawie koszuli czy nogawkach spodni – kontrola musi więc być staranna.

– Najlepiej gdzieś przy pralce powiesić kartkę: „Zanim włączysz pranie, sprawdź, czy w środku nie ma zwierzaka!” – podpowiada Jakub Perzyński.

Najlepiej gdzieś przy pralce powiesić kartkę: „Zanim włączysz pranie, sprawdź, czy w środku nie ma zwierzaka!” – podpowiada Jakub Perzyński.

Sprawa wydaje się więc prosta. Tym bardziej że bez wypranej firanki da się żyć. Bez ukochanego kota, tchórzofretki, szczura czy chomika – nie za bardzo…

Zdjęcia: Beata Nawrotkiewicz (1), Maciej Sas (1)