– O mój Boże, szybko wytrzyj dziecku buzię! Pies go polizał! – młoda matka wydała szybki rozkaz swojemu mężowi. Obydwoje są moimi znajomymi, a działo się to kilka ładnych lat temu. Spotkaliśmy się towarzysko, ich mały wtedy synek miał może dwa lata. Chłopiec głaskał Berosława, a ten, odwdzięczając się za to, polizał dziecko po buzi.

Rodzice malca prawie oszaleli. Dodajmy, że obydwoje są naukowo mocno rozgarnięci, więc ich panika mocno mnie zdziwiła. Wiedzieli, że Bero jest systematycznie odrobaczany, badany i że jest zdrowy. Na pewno czytali doniesienia o tym, że dzieci wychowujące się ze zwierzętami są odporniejsze, mniej podatne na alergie. Oczywiście po kontakcie z kotem czy psem, trzeba myć ręce, ale żeby aż tak histeryzować? Ewidentnie przesadzali.

Podsunęli mi jednak pewną myśl: muszę sprawdzić, czym realnie możemy się zarazić od domowego kota czy psa. I w jakich warunkach takie niebezpieczeństwo jest najpoważniejsze.

Szerzej opowiem o tym niebawem. Na razie proponuję prywatne, ekskluzywne konsultacje dotyczące… giardii. Że co? Co to za cudo? To dziwne stworzenie: może się przenosić z kota na człowieka, z człowieka na psa, a z psa na kota… Parafrazując stare powiedzenie: wszystkie giardie nasze są! A najbardziej mogą szkodzić dzieciom – i tym ludzkim, i zwierzęcym.

Co to za stwór, jak może nam szkodzić i jak się go pozbyć? Skoro ma być ekskluzywnie, to będzie: w imieniu wszystkich psiarzy i kociarzy wybrałem się na wizytę do prof. Andrzeja Gładysza, eksperta w tej dziedzinie, byłego już wieloletniego kierownika Katedry i Kliniki Chorób Zakaźnych, Chorób Wątroby i Nabytych Niedoborów Odpornościowych Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, wieloletniego konsultanta krajowego w dziedzinie chorób zakaźnych.

Wizyta nie była standardowa, czyli taka, jak zwykle na NFZ: jakieś 96 sekund i „następny!”. Była znacznie dłuższa, a pan profesor wszystko dokładnie, cierpliwie wyjaśnił. Co więcej, do znakomitego, ludzkiego lekarza zabrałem też mojego psiego przyjaciela, Berosława. Przyłączycie się?

Giardia o psa, kota, człowieka

utworzone przez Maciej Sas i prof. Andrzej Gładysz

Nieleczona giardioza może sprawić, że dzieci – zarówno ludzkie, jak i zwierzęce, będą się rozwijały wolniej niż powinny. A jak już stwierdzimy giardię u jednego z domowników (nie ma znaczenia czy to człowiek, czy pies, czy kot), leczeni powinni być wszyscy.

Trzeba też starannie zdezynfekować legowisko zwierząt i koniecznie kocią kuwetę. I jeszcze coś, co możecie uznać za nudziarstwo: po zabawie ze zwierzakami trzeba myć ręce. Nudne to takie, proste też, ale jakie skuteczne!

t

Objawy giardii są niespecyficzne (bywają podobne, jak w przypadku innych chorób):

– dolegliwości gastryczne sugerujące kłopoty z wątrobą;

– badania krwi wskazują na anemię;

– dziecko jest od jakiegoś czasu ciągle blade;

– nagła utrata apetytu albo wyostrzył się apetyt na jakiś jeden rodzaj pożywienia, np. na bardzo słodkie napoje;

– zgrzytanie zębami w czasie snu;

– częste pocieranie czubka nosa.

Żeby uspokoić wszystkich rodziców, dodam, że giardia nie jest śmiertelnym zagrożeniem. Może osłabiać organizm, ale łatwo ją wykryć i się jej pozbyć.

A o innych „stworach”, które mogą się przenieść ze zwierząt na ich domowych ludzi opowiem za kilka dni…