Jaki wpływ ma higiena jamy ustnej naszych braci mniejszych na ich kondycję? Czy można je nauczyć mycia zębów? Czy naprawdę zdrowe zęby kota i psa to zdrowe całe zwierzę? O tym wszystkim mówi Jakub Perzyński, lekarz weterynarii zaprzyjaźniony ze Zwierzem Dobrym

Podobno zdrowe zęby kota i psa to zdrowy cały zwierz. Pan też wyznaje tę zasadę. Dlaczego to takie ważne?
Bo jeśli nie dbamy o jamę ustną naszego zwierzęcia (czy to psa, czy kota), to skazujemy je na poważniejsze problemy. Po pierwsze są to kłopoty właśnie w jamie ustnej, związane z kamieniem nazębnym – on odkłada się nie tylko na tej części zęba, która my widzimy, czyli na części koronowej, ale też w kieszonkach poddziąsłowych.

A to dużo gorsza wiadomość… Może Pan wyjaśnić, co właściwie oznacza kamień nazębny?
Przede wszystkim wywołuje chorobę przyzębia. Z tym wiąże się taki mit krążący wśród właścicieli zwierząt, że to wskutek czyszczenia zębów u weterynarza one wypadają naszym psom i kotom. To nieprawda – zęby wypadają, bo kamień mechanicznie luzuje ich więzadła, a po drugie – jest siedliskiem bakterii. Te zaś, wytwarzając enzymy, które rozpuszczają tkankę łączną (więzadła zęba są zbudowane właśnie z takiej tkanki), powodują to, że zęby tkwią w zębodołach bardzo luźno. Są coraz bardziej osłabione, coraz bardziej bolą, bo zaczynają się ruszać. Zdarzają się zwierzaki, które nie chcą przyjmować suchego pokarmu. Dlaczego? Właśnie ze względu na bolące zęby.

A właściciel nawet nie wie, że tak się dzieje, nie podejrzewa, że jego psa czy kota bolą zęby!
Tak się często dzieje. Kolejnym stadium tego problemu jest tworzenie się ropni okołowierzchołkowych…

…czyli?
Jeżeli mamy kamień nazębny, mamy też bakterie. W momencie, kiedy one przewędrują w kierunku korzenia zęba (ten korzeń kończy się anatomicznie w części zwanej wierzchołkiem – tam wnikają nerwy i naczynia krwionośne, które ząb zaopatrują), tworzy się w tym miejscu ropień. Jest on o tyle niebezpieczny, że jeżeli są to zęby szczęki, czyli górnej części, to bardzo blisko jest od tego wierzchołka zęba do jamy nosowej. Przykładem jest kieł – on sięga praktycznie do samej jamy nosowej. Jeśli więc pod nim wytworzy się ropień, może się stworzyć przetoka, czyli dziura między jamą ustna a jamą nosową. Może więc dojść do tego, że do jamy nosowej będzie się dostawał pokarm i tam będzie wywoływał stany zapalne.

No a poza tym korzenie zębów znajdują się blisko innych ważnych narządów: oczu, mózgu.
To prawda. A ropień wierzchołkowy ma to do siebie, że będzie szukał możliwości opróżnienia się – jeśli w środku wzrośnie ciśnienie, ropa znajdująca się tam będzie próbowała znaleźć ujście i wskutek tego tworzą się wspomniane wcześniej przetoki. Często, jeśli to są ropnie zębów trzonowych, tworzą się przetoki w okolicy oka, czasami sięgające samego oczodołu. To dramatyczna sprawa, bo oprócz leczenia stomatologicznego czeka nas jeszcze leczenie okulistyczne. Możliwe, że potrzebna będzie nawet operacja umożliwiająca usunięcie ropy z oczodołu, a nawet, że zwierzak straci oko… To są rzeczy potwornie bolesne i potwornie męczące. Miałem przypadek kota, u którego ze względu na nieleczoną chorobę zębów i dwie przetoki między jamą ustną a nosową, powstał ropień będący pod skórą – sięgał od lusterka nosowego aż za małżowiny uszne. Tak więc praktycznie cała głowa kota była w ropie! Takie nieleczone dolegliwości mogą prowadzić do bardzo poważnych powikłań. Poza tym jeżeli już kamień nazębny jest i bakterie sobie tam urzędują, to taki kamień uszkadza dziąsła, one podkrwawiają i bakterie mają możliwość wysiania się do krwiobiegu.

Miałem przypadek kota, u którego ze względu na nieleczoną chorobę zębów i dwie przetoki między jamą ustną a nosową, powstał ropień będący pod skórą – sięgał od lusterka nosowego aż za małżowiny uszne. Tak więc praktycznie cała głowa kota była w ropie! Takie nieleczone dolegliwości mogą prowadzić do bardzo poważnych powikłań.

Co znaczy, że cały organizm jest potencjalnie zagrożony.
Tak. Jest nawet teoria mówiąca o tym, że zwyrodnienia na zastawkach serca u psów o wiele częściej występują u osobników, które mają przewlekłe problemy związane z higieną jamy ustnej. A poza tym, jeżeli trzeba wykonać jakąś operację, choćby najprostsze rzeczy, jak kastracja, nie jesteśmy w stanie tego zrobić, jeśli mamy czynne źródło zakażenia w organizmie, a więc kamień nazębny z bakteriami.

Zwierz na fotelu dentystycznym

Najpierw więc trzeba się tego pozbyć, wyleczyć, a to nie musi się okazać prostą sprawą…
To nie jest sprawa bardzo trudna, ale zawsze, kiedy powinniśmy robić coś innego, taki problem kradnie nam niezbędny czas: najpierw musimy wyleczyć zęby, przez co tracimy cenne dni. Nie wyobrażam sobie np. przeprowadzenia operacji okulistycznej bez czystej jamy ustnej – to byłoby proszenie się o kłopoty.
Bo, co bardzo ważne, dbanie o higienę jamy ustnej u zwierzęcia wcale nie jest trudne!

Co w takim razie powinien robić właściciel psa czy kota dla zębów swojego ulubieńca? Szczoteczka do zębów dla zwierzaka? To brzmi dziwnie. Może są jakieś inne rozwiązania równie skuteczne?
Szczoteczka i mechaniczne czyszczenia zębów są złotym standardem. Co prawda kamienia, który już tam jest, nie usuniemy, bo to trzeba zrobić skalerem ultradźwiękowym (specjalistyczne, stomatologiczne urządzenie – przyp. Zwierz Dobry), ale jesteśmy w stanie odsunąć w czasie odkładanie się tego kamienia nazębnego. No i kolejną wizytę u lekarza związaną z czyszczeniem zębów.

Wyjaśnijmy więc po kolei, jak dbać o zęby – najpierw psie, a potem kocie, bo podejrzewam, że technika się różni.
Różnice są niewielkie – z kotami jest o tyle trudniej, że one o wiele gorzej tolerują wszelkie szczoteczki do zębów, ale i dla nich jest alternatywa. Rozwiązaniem najbliższym szczoteczce do zębów są nakładki na palec z mikrofibry.

Jak uczyć kota i psa „mycia zębów”

Proszę powiedzieć najpierw, jak kota czy psa przyzwyczaić do robienia czegokolwiek w okolicy zębów.
Oczywiście najłatwiej to zrobić, gdy zaczynamy naukę od szczeniaka czy kociaka. Nie musimy zaczynać od szczoteczki czy wspomnianej przed chwilą nakładki na palec z mikrofibry (zaraz do niej wrócimy), bo w ten sposób nie uda się działać od początku. Jeśli do psa wystartujemy od razu ze szczoteczką, musimy się liczyć z tym, że to będzie wielkie niepowodzenie. Najlepiej najpierw użyć suchego gazika – nie nakładać na niego żadnych past czy żeli. Musimy nauczyć zwierzaka, że tym suchym gazikiem raz czy dwa razy w tygodniu czyścimy mu zęby. Jeśli już uda nam się przyzwyczaić zwierza do tego, warto dodatkowo wprowadzić środek, który będzie te zęby czyścił, a więc specjalne pasty dla zwierząt o zmniejszonej ilości fluoru, a najlepiej w ogóle bez niego.

Najlepiej najpierw użyć suchego gazika – nie nakładać na niego żadnych past czy żeli. Musimy nauczyć zwierzaka, że tym suchym gazikiem raz czy dwa razy w tygodniu czyścimy mu zęby. Jeśli już uda nam się przyzwyczaić zwierza do tego, warto dodatkowo wprowadzić środek, który będzie te zęby czyścił, a więc specjalne pasty dla zwierząt o zmniejszonej ilości fluoru, a najlepiej w ogóle bez niego.

Dlaczego?
Zwierzęta są na niego wrażliwe – może dojść w czasie takiego czyszczenia zębów do zatrucia fluorem. Używamy pasty weterynaryjnej. Jeśli to się nam uda, możemy pójść o krok dalej i użyć albo nasadki na palec, albo szczoteczki. Te ostatnie są o tyle fajne, że zazwyczaj są to urządzenia z dwoma głowicami pozwalającymi myć za jednym razem zęby i od wewnątrz, i od zewnątrz. Bo musimy sobie uświadomić, że zęby mają dwie strony – policzkową i językową. I obydwie trzeba umyć. Bo jeżeli przetrzemy tylko część policzkową, to ledwie połowa sukcesu – druga połowa została z drugiej strony nieoczyszczona.

Bakterie mogą więc od razu zacząć wesoło hasać.
Płytka nazębna zaczyna się odkładać właściwie już w kilka godzin po czyszczeniu. Tak naprawdę powinniśmy raz dziennie wyczyścić zęby naszego zwierzęcia. Jeżeli nie uda się nauczyć psa czy kota czyszczenia zębów szczoteczką (a czasem może się w ogóle nie udać!) z pomocą przychodzą nam inne środki. Mogą być dodawane do pokarmu w postaci proszków – to są zazwyczaj wyciągi z alg. Klinicznie sprawdzają się całkiem nieźle. Z badań wynika, że 60 procent populacji testowej miało o kilka miesięcy dłuższe okresy między sanacjami w gabinecie, czyli między zabiegami czyszczenia zębów z kamienia. Są jeszcze płyny, których dolewa się do wody pitnej dla zwierząt. Tutaj, niestety, niektóre zwierzaki tych środków nie tolerują.

Zapewne szczególnie koty nie będą chciały tego pić.
To prawda. Można jeszcze używać past adhezyjnych, czy enzymatycznych – nakłada się je dwa razy w tygodniu na zęby. Ta metoda na pewno nie będzie tak skuteczna, jak czyszczenie szczoteczką, natomiast z pewnością pomoże oczyścić psie czy kocie zęby. Mamy jeszcze wszelkiego rodzaju gryzaki i to nie tylko snacki do zjedzenia (bo przecież takie są). Chodzi mi o gryzaki specjalnie przystosowane do tego, żeby czyścić zwierzęce zęby. One są grzebieniaste, okalające zęby, ocierające się o nie z każdej strony – to działa trochę jak szczoteczka. Ale przy tym wszystkim musimy zwrócić uwagę na jedną rzecz – takie gryzaki nie mogą być ani za twarde, ani za miękkie. Jest taki bardzo popularny gryzak (w formie snacka – można go kupić prawie w każdym sklepie), który w ogóle nie działa, bo… jest za miękki. To są pieniądze wyrzucone w błoto, bo pies go zjada błyskawicznie – praktycznie bez konieczności gryzienia.
Jeżeli chodzi o koty, sprawa jest o tyle trudniejsza, że one zwykle nie tolerują jakichkolwiek dodatków – ani do wody, ani do pokarmów. Warto więc kota przekupić.

Ba, ale jak to zrobić?
To łatwe, bo one są bardzo przekupne (śmiech). Oczywiście, okazują miłość, ale najchętniej przy misce pełnej żarcia. Na przykład mój kot ma regularnie czyszczone zęby (miał 7 lat, gdy zaczęliśmy go tego uczyć). Szczoteczka się nie sprawdzi, bo nie widziałem kota, który pozwoliłby sobie na wsadzenie szczoteczki do zębów.

I żeby to właściciel przeżył…
No właśnie. Lepsza jest ta nakładka z mikrofibry. Robimy to w taki sposób, że po każdym czyszczeniu zwierz dostaje albo smaczki normalne, albo dentystyczny snack. Można mu go dać jeszcze w trakcie czyszczenia: robimy kilka przerw, żeby podać taki smakołyk. Koty bardzo szybko się nudzą, dlatego takie czyszczenie nie może trwać dłużej niż minutę – potem trzeba zrobić przerwę.
W przypadku tych zwierząt są typowe dla nich choroby jamy ustnej, o których warto wspomnieć, np. plazmocytarne zapalenie jamy ustnej. Jak by to wyjaśnić… Jest to coś na zasadzie panicznej reakcji organizmu, uczulenia na bakteryjną płytkę nazębną.

Co się dzieje w takiej sytuacji?
Powstają silne stany zapalny, nawet wrzodziejące – i na dziąsłach, i na łukach podniebienno-gardłowych, czyli w miejscu, gdzie kończą się zęby szczęki i żuchwy. Tam tworzą się takie bardzo bolesne, czerwone, wrzodziejące zmiany. Terapia w tym przypadku jest bardzo złożona. Jedną z jej części jest regularne dbanie o czystość jamy ustnej zwierzaka.

Kiedy pora na lekarza?

Powiedział Pan, jak dbać o zwierzęce zęby. Ale kilka razy wspominał Pan też, że na tym nie koniec, bo raz na jakiś czas powinniśmy iść do lekarza, by on ultradźwiękami zlikwidował płytkę nazębną. Jak często trzeba to robić – nawet wtedy, gdy czyścimy zęby psu czy kotu regularnie.
Tu sprawa jest już zmienna osobniczo – częściej na pewno trzeba się wybierać na taką wizytę z psami miniaturowymi. Pewnie jest tak też ze względu na styl życia tych zwierzaków – one zazwyczaj jedzą raczej karmę mokrą niż suchą, co też ma znaczenie: karma sucha częściowo czyści zęby w czasie, gdy pies rozgryza granulki. Nie odkłada się poza tym w zakamarkach jamy ustnej jak ta mokra.
Są zwierzaki, które wymagają takiego zabiegu raz na pół roku. Ale na pewno raz na rok, przy okazji szczepienia, warto stan jamy ustnej dokładnie sprawdzić i wtedy zdecydować, czy trzeba czyścić, czy nie. Średnio ten zabieg sanacji jamy ustnej przeprowadza się u psów raz na rok. U kotów robi się to rzadziej – również ze względu na styl życia, bo one raczej jedzą karmy suche, nie wybrzydzają. A jeśli są wychodzące, to na dodatek polują, a jedzenie takiego pożywienia pomaga pozbywać się kamienia nazębnego.
Czasami są zwierzęta, które nie pozwalają obejrzeć sobie dokładnie zębów. Poza tym nie wszystkie badania jesteśmy w stanie zrobić, gdy zwierzak jest przytomny z tego względu, że nie każdy pies pozwoli sobie na badanie sondą periodontyczną w momencie, gdy jest świadomy. A to jedno z ważniejszych badań, które mówi nam o głębokości kieszonek dziąsłowych, a także potrafi wskazać na chorobę rozwidlenia korzeni (zaawansowana postać choroby przyzębia). Bo w momencie, gdy mamy do czynienia z zębem wielokorzeniowym i dochodzi do obniżenia przyczepu tego zęba, my tę sondę jesteśmy w stanie przełożyć ze strony językowej zęba na policzkową. I to też wskazaniem do ekstrakcji, czyli usunięcia zęba. Bo on i tak kiedyś sam się obluzuje, co tylko przysporzy problemów. Lepiej więc zrobić wszystko pod kontrolą niż czekać na to, aż się wydarzy coś złego. Przy okazji trzeba sobie uświadomić, że to, czy lekarz podejmie się ekstrakcji, czy nie, to się okazuje zazwyczaj w trakcie sanacji albo w trakcie robienia zdjęć rtg jamy ustnej.
Standardem weterynaryjnym na razie są ekstrakcje zębów chorobowo zmienionych (czyli wyrwanie). Zaczynają się też pojawiać lekarze (raczej w dużych miastach), którzy zajmują się stomatologią zachowawczą, czyli leczeniem kanałowym, a nawet robieniem aparatów na zęby.

Standardem weterynaryjnym na razie są ekstrakcje zębów chorobowo zmienionych (czyli wyrwanie). Zaczynają się też pojawiać lekarze (raczej w dużych miastach), którzy zajmują się stomatologią zachowawczą, czyli leczeniem kanałowym, a nawet robieniem aparatów na zęby.

Takie rzeczy są możliwe u zwierząt?
Tak, to się robi głównie wtedy, gdy dojdzie do zwichnięcia zęba w zębodole albo w momencie, gdy widzimy, że rosną w sposób patologiczny, uszkadzając inne zęby lub dziąsła. Z rzeczy stomatologicznych warto jeszcze wspomnieć o czymś specyficznym dla małych ras psów – tam często dochodzi do problemu takiego, że pozostają zęby mleczne. Jeśli w okolicach 6. czy 7. miesiąca życia okaże się, że pies ma w jednym miejscu dwa kły, to trzeba podejrzewać, że jeden z nich jest mleczny. Wtedy pokażmy to lekarzowi. Taki ząb zostanie usunięty, bo jeżeli tego nie zrobimy, to prosimy się o kłopoty – te przylegające do siebie zęby są miejscem, w którym na pewno będzie się odkładał kamień. Po drugie, taki ząb mleczny może uszkodzić korzenie zębów stałych. Zdarzają się przypadki, że te szczeniaki wyglądają jak rekiny – miałem pieska, pinczera miniaturowego, który miał zęby w dwóch rzędach! Miał praktycznie dwa komplety zębów – jeden stały, drugi mleczny.

Aż dziw bierze, jakim cudem to się wszystko zmieściło w tak małym pyszczku.
Niestety, utrzymało się i sprawiało wielkie problemy, bo te wszystkie zęby mocno raniły dziąsła. Jak widać z tego, o czym mówimy, problemów stomatologicznych jest sporo. Najlepiej więc dbać o psie czy kocie zęby od samego początku, przyzwyczajając zwierzaka, że coś robimy przy jego zębach, zaglądamy do pyska, do nosa, do uszu. Bo później, w trakcie jego życia, na pewno zdarzą się przynajmniej 2-3 przypadki, gdy będziemy musieli podawać albo leki do uszu, albo manipulować przy zębach. Dlatego nauczenie go tego jest koniecznością, by ten zwierz wiedział, że to nic strasznego.

Nie ma zabiegu bez badania stanu zdrowia

Musimy powiedzieć jeszcze o jednym: usuwanie kamienia nazębnego nie może być zrobione „na żywo”, potrzebne są środki, które na jakiś czas uśpią zwierzę. Czy i jakie to może mieć znaczenie dla zdrowia – dla serca, czy dla nerek (szczególnie u kotów)?
Na pewno takich zabiegów nie można wykonywać bez przygotowania. Ja w przypadku każdego zwierzęcia, które ma więcej niż trzy lata, zalecam koniecznie badania biochemiczne krwi i morfologię, żebyśmy mieli jakiś przegląd stanu zdrowia takiego pacjenta. Jeśli podejrzewamy niewydolność krążenia, najpierw zajmujemy się tym – wysyłamy pacjenta na badanie kardiologiczne. Kardiolog przepisuje odpowiednie leki i jeśli ten pacjent jest stabilny, możemy się podjąć sanacji (czyli oczyszczenia) jamy ustnej. Natomiast sama sedacja przy tym zabiegu (czyli uśpienie) nie jest jakoś szczególnie obciążająca – zazwyczaj lekarze stosują raczej środki o działaniu nasennym niż silnie przeciwbólowym. Oczywiście te ostatnie podajemy też, jeśli musimy usunąć ząb. Natomiast każdy lekarz doskonale wie, że przy każdej sedacji, żeby osłonić narządy takie jak wątroba czy nerki przed spadkiem ciśnienia krwi, należy podawać płyny. Płynoterapia (czyli kroplówka) jest wskazana podczas każdego takiego zabiegu. To standard. No i każdego pacjenta przed każdym zabiegiem należy zbadać – po pierwsze klinicznie, a po drugie, jeśli to pacjent trochę starszy (czyli po 3. roku życia) potrzebne są badania krwi. W niektórych przypadkach pacjentów młodszych krew też wysyłamy do badań, bo zdarzają się choroby wrodzone – takie, jak zespolenia wrotno-oboczne, czy dysplazje mikronaczyniowe wątroby. U kotów natomiast, częściej u tych naszych europejskich krótkowłosych, czyli tzw. dachowców występuje choroba nazywana torbielowatością nerek. Ona też występuje u zwierząt w młodym wieku. Dlatego warto wydać na takie badania kilka złotych, żeby lekarz, który tego zwierzaka prowadzi, mógł dowiedzieć się czegoś więcej na temat zdrowia zwierzęcia. Bo to nie jest tak, że my dotykamy zwierzaka i w magiczny sposób wiemy wszystko o stanie jego zdrowia. Jeśli ktoś nie wykonuje takich badań przed zabiegami, jest hazardzistą. Ja nie jestem – wolę być pewny tego, co robię.

Dużo tych zębowych problemów mają nasze zwierzaki…
Rzeczywiście. Na koniec powiem o jeszcze jednej, ważnej rzeczy u kotów. Zdarza się, że naszemu kocisku, wielkiemu łowcy, nie wyjdzie skok i uderzy w coś zębami. Efekt? Połamany kieł. To trzeba szybko pokazać lekarzowi, bo złamany ząb bardzo boli – przez to zwierzaki nie jedzą. Po drugie jest to otwarta droga dla drobnoustrojów – otwarta jama zęba to idealne siedlisko dla bakterii.

Zdarza się, że naszemu kocisku, wielkiemu łowcy, nie wyjdzie skok i uderzy w coś zębami. Efekt? Połamany kieł. To trzeba szybko pokazać lekarzowi, bo złamany ząb bardzo boli – przez to zwierzaki nie jedzą. Po drugie jest to otwarta droga dla drobnoustrojów – otwarta jama zęba to idealne siedlisko dla bakterii.

Można to jakoś zabezpieczyć?
Możemy to nadbudować – tak, jak się robi u ludzi ze złamanymi zębami. Jeśli nie ma takiej możliwości, robi się ekstrakcję, czyli usuwa ząb. Proszę się nie dziwić, jeśli po takim zabiegu w paszczy kota czy psa znajdują się szwy – to normalna procedura. Żeby nie doszło do przetoki między jamą ustną a jama nosową (o której mówiliśmy przed chwilą), przesuwamy dziąsła w taki sposób, żeby zamykały zębodół. Wszystko po to, by utrzymać skrzep krwi powstający podczas zabiegu, żeby tam utworzyła się tkanka bliznowata i żeby nie została pusta przestrzeń. Miałem ostatnio takiego pacjenta – kotkę, która polując na ptaki, spadła z drzewa i strasznie pogruchotała sobie kieł. W ogóle nie przychodziła do właścicieli, nic nie chciała jeść. Po ekstrakcji zęba (bo u nas nie ma jeszcze takich możliwości technicznych, by nadbudowywać te ubytki) kot od razu wrócił do normy: zaczął jeść, bawić się, pewnie też polować… O dziwo kły, które są jednymi z najbardziej potężnych zębów u zwierząt, ze względu na to, że wystają, zwykle najbardziej cierpią w takich przypadkach.

Z tego, co Pan mówi, to nie oznacza końca świata, bo po zabiegu zwierzę wraca do normalnego życia.
I to bez najmniejszego problemu! Są koty, które chorują na wspomniane wcześniej plazmocytarne zapalenie jamy ustnej. Tam radykalną częścią terapii jest czasami usunięcie wszystkich zębów. Te koty radzą sobie z jedzenie i to niekoniecznie z tym mokrym. Jedyny minus jest taki, że po usunięciu kła kotu czy psu wypada z jednej strony język – no bo on się na zębach opiera. Ale zwierzęta żyją normalnie i nie przeszkadza im to w niczym. Warto wspomnieć, że u psów rasą najbardziej predysponowaną do wszelkich chorób zębów są yorki. Tacy pacjenci stomatologiczni pojawiają się w gabinecie 2-3 razy do roku. Dzieje się tak właśnie ze względu na odkładanie się kamienia nazębnego i choroby przyzębia. Są osobniki, którym trzeba usunąć wszystkie siekacze, bo są to zęby, które maja najmniejszy przyczep. To są zęby jednokorzeniowe, dość króciutkie. Yorki często je tracą. Ale bez nich radzą sobie świetnie.

Na pewno lepiej bez zęba niż z bolącym.
Sami wiemy po sobie, jak to jest: przekładajmy trochę to, czego sami doświadczamy na problemy naszych zwierząt. Chociaż psy i koty to w porównaniu z nami twardziele – one nie pokazują bólu tak jak my. Ale wyobraźmy sobie, jak by nas bolało, gdyby stan naszej jamy ustnej był taki, jak u niektórych naszych zwierząt. A czasem to prawdziwa tragedia, proszę mi wierzyć…