Jest miejsce na świecie, w którym czas płynie znacznie wolniej niż gdzie indziej. To żadna metafora – sama dosłowność! Takim miejscem jest… poczekalnia w lecznicy weterynaryjnej. Dwie godziny znaczy tutaj „krótko”.

Ale bez nerwów – nie o narzekanie na lekarza mi chodzi. Nasz „doktor Michał” to złoty człowiek. Czyni cuda: Berosław za nic na świecie nie chce do niego wejść (to wspomnienie obcinania połamanych pazurów…), ale jak go już wciągnę, niczym worek ziemniaków, za Chiny nie zamierza wyjść. Tu jest przecież ubrany na biało człowiek, który w puszce na oknie ma pyszne chrupki! I na pewno się podzieli…

No chyba, że przyczyna wizyty jest rzadka, czyli… biegunka. Tak było tym razem. Ale coś za bardzo święta nastrajają mnie do zbaczania z tematu, a „zbaczeńcy” są niemile widziani…

Dobra – koniec dygresji: miało być mówione o czasie. Czas w kolejce płynie więc wolno. Ale zwalnia jeszcze bardziej (jak niegdyś pociąg z Kłodzka do Kudowy w okolicach Dusznik-Zdroju), gdy w kolejce pojawi się maltańczyk. Albo inny hawańczyk. Tym razem były dwa. Oba kompletnie niewychowane.

„On tak strasznie szczeka na wszystkich, bo on jest malutki. Nic nie zrobię…” – tłumaczyła przez dwie godziny (zegarowe – realnie to na pewno było dwa razy więcej…) jego właścicielka.

Nie zrobię, nie zrobię… A próbowałaś, kobieto?! Najlepiej powiedzieć: „Jest malutki, nic nie zrobię”. To normalny pies, trzeba go uczyć! I pewnie powiedziałbym o tym właścicielce hałaśliwego maltańczyka, ale w porę ugryzłem się w język. A może one są inne? Może jak mały to musi się drzeć? Może się nie da go wychować? Pora na „telefon do przyjaciela”…

Zaprzyjaźniony zoopsycholog, psi szkoleniowiec (koci zresztą też) Marcin Wierzba zgodził się wyjaśnić mi wątpliwości. Dał też zgodę na opublikowanie swoich spostrzeżeń. „Słuchajcie więc (i czytajcie), a się dowiecie” – głoszę, parafrazując święte słowa:

Czy małe psy też trzeba szkolić?

utworzone przez Zwierzdobry.pl: Maciej Sas i Marcin Wierzba

Rozwiń transkrypcję rozmowy

Czy małe psy: maltańczyki, yorki, hawańczyki to zwierzaki inne niż kaukazy czy owczarki niemieckie? Tak są traktowane: „ich nie trzeba uczyć, one już takie są, bardziej hałaśliwe…”. Takie psiaki robią różne rzeczy, które nie uchodzą większemu zwierzęciu.
Z wyglądu znacząco się różnią od owczarków kaukaskich (uśmiech), natomiast trzeba pamiętać, że też są psami…

Genetycznie niewiele się różnią.
To prawda. Oczywiście każda z ras ma swoje cechy szczególne, dla których została wyhodowana – tutaj różnice w zachowaniu kaukaza i maltańczyka będą ewidentne. Natomiast trzeba pamiętać, że są psami, mają potrzeby takie, jak każdy inny pies, czyli potrzebują ruchu, potrzebują chodzenia na spacery, potrzebują kontaktów z innymi psami i z innymi ludźmi. Bo jak tego kontaktu nie mają, to stają się psami problemowymi.

One też potrzebują szkolenia, podobnie jak wszystkie inne psy?
Tak, jak najbardziej. Nie muszą być szkolone profesjonalnie, ale powinny być uczone prawidłowych zachowań i wychowywane tak, żeby nie stanowić problemów w przestrzeni publicznej.

A stanowią?
Często tak się dzieje. To wynika z błędów popełnianych przez właścicieli, a nie z charakterystyki rasy jako takiej.

Na czym te błędy polegają? Skoro mówisz „wynika z błędów”, to jest taki spory zestaw, który mają na koncie właściciele takich zwierzaków, na przykład yorków (bo to poważny terier ukryty w małym ciele, ale z ambicjami wielkimi).
Ja bym tutaj oddzielił trochę yorki od biszonów. Te ostatnie zawsze były psami do towarzystwa, a yorki były wyhodowane po to, by tępić gryzonie, a wcale nie będą szczęśliwe, jeżeli zrobi się z nich psa torebkowego bądź kanapowego. To są psy, które wymagają pracy, lubią tę pracę i trzeba im dać taką możliwości. Natomiast biszony (bo maltańczyk, bichon frise, hawańczyk) należą do grupy psów do towarzystwa, psów ozdobnych. Były hodowane po to, aby towarzyszyć ludziom i często zastępować im dziecko, czyli wypełniać puste gniazdo. I dobrze – niech one taką funkcję spełniają (każdy pies taką funkcję spełnić może). Ale jeżeli się uczłowieczanie maltańczyka, traktuje go jako własne dziecko, a nie psa, to się zaczynają problemy…

Słuchając tego, co mówisz dochodzę do wniosku, że to są częste przypadki?
Tak, to są częste przypadki. Ludzie są dosyć ograniczeni w tym swoim myśleniu o małych psach. Bardzo często pozwalają im na wszystko albo nie uczą ich niczego, ponieważ pies jest mały i łatwiej jest nad nim sprawować kontrolę, niż nad wspomnianym owczarkiem kaukaskim. To się zaczyna od takich prostych reguł domowych: „Co z tego, że skacze? Przecież nic nie zrobi! Taki jest malutki i tak się cieszy na powitanie…”. Kolejne bardzo częste błędy polegają na tym, że ten wypieszczony, śnieżnobiały zwierzaczek jest brany na ręce za każdym razem, kiedy z przeciwka nadchodzi ktoś z psem.

To błąd?
To duży błąd, bo człowiek to robi z lęku przed tym, że ten maluch zostanie w jakiś zły sposób potraktowany przez drugiego psa, zaatakowany bądź przygnieciony. No bo różnica masy może być duża… Izoluje się wtedy psa od kontaktu z innymi zwierzętami, zwłaszcza tymi większymi. Na dodatek, podnosząc go na ręce, ten człowiek jest podenerwowany, odczuwa niepokój. Pies też go odczuwa, ale się uczy, że ten niepokój się pojawia wtedy, kiedy na horyzoncie pojawia się inny pies. Czyli „inny pies staje się zagrożeniem”. Zagrożenia trzeba unikać! A unikać można na dwa sposoby: uciekać albo atakować. Często bywa tak, że właśnie te małe psy należące do ras ozdobnych z tego powodu, o którym mówiłem (postępowania właścicieli) atakują inne psy. Wpadają więc w tarapaty, bo są psy cierpliwe, które nie dadzą się sprowokować, ale są takie, które na prowokacje odpowiedzą agresją. Jeżeli tak zrobią, to właściciel malucha ma potwierdzenie samospełniającej się przepowiedni: „A nie mówiłem?! Na pewno mój pies zostanie pogryziony”. To jest samonapędzająca się spiralka. Miałem raz do czynienia z maltańczykiem, który z racji tego, że nie sprawdzał się jako reproduktor, został odsprzedany komuś, kto postanowił pokazać temu zwierzakowi, że można być psem, a nie tylko obiektem wystawowym lub reproduktorem. Był to zwierzak, który nie chodził po trawie – nigdy.

Niebywałe! Naprawdę są takie?
Oczywiście. Tak, jak mówię, to skrajny przypadek hodowli, gdzie jeden wielki pokój był przeznaczony dla maltańczyków, które były odwiedzane regularnie, zakładano im papiloty, ubranka, były noszone w specjalnych torbach.

Psy-ludzie…
Tak. Były wożone na wystany, a nie mogły biegać po trawie, spacerować po parku czy robić tego wszystkiego, co inne psy. Wszystko z obawy, że struktura ich sierści i jej kolor na tym ucierpi.

Jaki był tego efekt? Tego psa, o którym mówiłeś, udało się zmienić?
Udało się, ale to był długi proces – pies musiał przejść terapię behawioralną. Uważam, że traktowanie psa jako człowieka, jeszcze do tego przesuwanie tego do tak skrajnych działań, jak w przypadku tego maltańczyka, jest znęcaniem się nad zwierzętami i powinno to być karane!

Dzisiaj, kiedy się spotkaliśmy na koniec Twoich zajęć, wychodziła z nich pani (chyba z maltańczykiem), która mi się poskarżyła, że już nie wie, co robić, bo sąsiedzi nie dają jej spokoju. Jej maltańczyk jest strasznie hałaśliwy, a ma 10 lat. W ogóle rzadko na Twoich zajęciach się zdarzają te psy małe, ozdobne, ale ten się pojawił. Jak rozumiem, to duży kłopot?
One się zdarzają wtedy, kiedy ten problem już jest.

Czyli nie na zasadzie zapobiegania, eliminowania skutków ludzkich błędów?
Tak. Rzadko na szkoleniu pojawiają się psy w wieku szczenięcym z tej grupy ras. A to na takich zajęciach się je uczy od zera nowych reguł, komend czy zachowań. Zazwyczaj jeżeli trafia na szkolenie maltańczyk, to po to, żeby rozwiązać istniejący problem i zazwyczaj jest to agresja do psów bądź brak radzenia sobie z samotnością, czyli hałaśliwość pod nieobecność właściciela. Temu wszystkiemu można by było zapobiec wcześniej, gdyby sensowną, przemyślaną pracę treningową i wychowawczą rozpoczęło się z tymi psami, gdy są w wieku szczenięcym.

A jednak mogłem Pani Maltańczykowej powiedzieć, żeby szkoliła swojego psa-zabójcę 🙂 Nic to, pewnie się jeszcze zobaczymy…

Co zapamiętamy z dzisiejszej lekcji, drodzy Słuchacze (i Czytacze)? Że maltańczyk, hawańczyk i inne biszony to też psy. A jako psy wcale nie muszą drzeć małych paszczy. Tylko zacznij, człowieku, traktować psa jak psa. A nie jak durną zabawkę podobną (o zgrozo!) do człowieka. Każdego psa trzeba szkolić – dla jego i naszego dobra 🙂

Fot. Piotr Wąsikowski