U kogo szukasz pomocy, gdy Twoje oczy przestają działać? Wiem, wiem – głupie pytanie. U okulisty, oczywiście (jak się zapiszesz na wizytę za dwa lata albo od razu, kiedy zapłacisz…).

A kogo prosisz o pomoc, gdy popsują się oczy Twojego kota i psa? Odpowiedź powinna być równie oczywista. Ale nie jest!

Okulista dla Twojego zwierzęcia

Kilka tygodni temu siedziałem sobie z moim psem zabójcą Berosławem (zabija, zalizując swoje ofiary na śmierć…) w Kebab Hut na Bielanach Wrocławskich. Słońce grzało, kawa też, ale woda była przyjemnie chłodna.

A jak jest Bero, zaraz będą też psie rozmowy. Tak stało się i tym razem.

– Jaki ciekawy pies! Co to za rasa? – zagadnął mężczyzna, który z dzieckiem wybrał się na gyros.

– Pies pasterski bergamasco. Włoski pastuch – odpowiedziałem standardowo.

– Też mam psa tej wielkości: białego owczarka szwajcarskiego. Ale strasznie choruje na oczy. Odwiedziłem już czterech czy pięciu weterynarzy, wydałem kupę kasy, ale nic nie pomogło – rozwinął się mój nowo zapoznany psiarz.

– A był pan u psiego okulisty? – zapytałem.

– A są tacy lekarze? Nie miałem o tym pojęcia! – mój rozmówca wyraźnie się zdziwił.

Ja zresztą też, bo wydawało mi się oczywistym, że każdy, kto ma psa czy kota (konia, fretkę, królika, świnkę morską itd.) ma i wiedzę o istnieniu takich specjalistów. Zwłaszcza że żyjemy we Wrocławiu, mieście z uznanym w Polsce Wydziałem Medycyny Weterynaryjnej Uniwersytetu Przyrodniczego i świetnymi prywatnymi klinikami.

Chore oczy psa Berosława

A skoro jest inaczej, nie widzę przeszkód, by powiedzieć niezorientowanym psiarzom i kociarzom, że kłopoty z widzeniem można leczyć. Może nie wszystkie, ale większość. Oczywiście, najłatwiej o specjalistów w dużych ośrodkach akademickich: Wrocław, Warszawa, Olsztyn, Lublin, Poznań, Kraków itd. Ale specjalistów w tej dziedzinie mamy wszędzie coraz więcej.

Sam korzystałem z ich usług dwukrotnie. Może nie ja, a Berosław. No ale byliśmy u specjalisty we dwóch. Za pierwszym razem interwencja była potrzebna, gdy Reset, leniwy kot mojej kuzynki Ewy, postanowił zabić mojego spokojnie leżącego psa. Nie zabił, ale zakrwawione oko pastucha przyprawiło mnie o palpitacje serca. Opatrzyliśmy oko w gabinecie w Jastrzębiu-Zdroju (tam doszło do awantury), a potem popędziłem do gabinetu profesora Zdzisława Kiełbowicza we Wrocławiu.

Szczęśliwie skończyło się na niegroźnej kontuzji. Po podaniu leków wszystko wróciło do normy. Reset, zabójca berkowych oczu, już przeniósł się (bez nijakiej mojej pomocy) do krainy wiecznych łowów… Kolejny raz już nie zaatakuje.

Po raz drugi do odwiedzin weterynaryjnego gabinetu okulistycznego namówił mnie nasz domowy lekarz weterynarii, pan Michał (to zresztą jeden ze wskaźników, że warto leczyć zwierzę u jakiegoś lekarza: nie mówi, że zna się na wszystkim, ale kieruje pacjenta do specjalistów. Pisałem o tym w tekście „Jak wybrać weterynarza dla psa i kota”).

Zapytałem lekarkę, dlaczego oczy Berosława zachodzą dziwną mgłą. Czy to zaćma? Czy będzie potrzebna operacja?

Pani Anna Cisło-Pakuluk, weterynaryjna okulistka dokładnie zbadała psie oczy. Okazało się, że to nie zaćma, a starcza nukleoskleroza – zmiany, jakie są udziałem również starszych ludzi. Będzie się pogłębiało. Na szczęście Bero nie ma prawa jazdy 🙂

Nie widzę przeszkód, by porozmawiać. I posłuchać…

Po badaniach poprosiłem panią okulistkę o rozmowę na temat tego: jak zauważyć, że nasze zwierzaki mają kłopoty ze wzrokiem, jak się takie choroby diagnozuje i które z nich można skutecznie leczyć. Ku memu zadowoleniu zgodziła się bez chwili wahania. Rozmawialiśmy długo, z mojej winy chwilami chaotycznie (za dużo naraz chciałem wiedzieć), ale warto było: to cenna, praktyczna wiedza!

Zresztą, sama/sam posłuchaj, przeczytaj – jak kto woli:

Jak diagnozować i leczyć choroby oczu u kota i psa

utworzone przez Zwierzdobry.pl:" Maciej Sas i Anna Cisło-Pakuluk

Przeczytaj transkrypcję

Psy mocno różnią się pod względem tego, co widzą, od nas, ludzi?
Tak, jest różnica pomiędzy psami a ludźmi – trzeba sobie zdawać sprawę, że głowa psa jest na zupełnie innej wysokości niż nasza. Z tego nie do końca zdajemy sobie sprawę – inna jest perspektywa. Z tego zdajemy sobie sprawę dopiero wtedy, gdy zobaczymy zdjęcia z lasu, gdzie psy polujące muszą biec za zwierzyną, widząc tylko trawę, a nasza perspektywa jest szersza. To pierwsza różnica.
Druga dotyczy widzenia barw: zwierzęta widzą kolory – ich świat nie jest czarno-biały. Nie wdając się w szczegóły, można powiedzieć, że paleta barw u nich jest uboższa. One widzą kolory od zielonego do żółtego, plus odcienie tych kolorów. Ale nie rozróżniają tylu barw, co ludzie, a szczególnie co kobiety.
Jest jeszcze trzecia rzecz: trochę inaczej zbudowana jest siatkówka psów i kotów – inny jest u nich stosunek komórek światłoczułych w porównaniu z takimi komórkami w oku człowieka.

Na co się to przekłada? Co to oznacza?
W praktyce oznacza to, że zwierzęta nie widzą tak bardzo dokładnie szczegółów, ale ich oko jest znacznie bardziej wyczulone na detekcję ruchu. A po drugie mają w oku coś, co się nazywa błoną odblaskową (to makata). Dlatego gdy wieczorem zaświecimy psu czy kotu w oczy, wygląda to, jak byśmy świecili w lustro. To ma znaczenie podczas widzenia nocnego: światło odbija się od tej makaty i drugi raz trafia na siatkówkę, więc dochodzi do wzmocnienia tego sygnału świetlnego. Dlatego właśnie psy i koty widzą lepiej wieczorem i o zmierzchu niż my.

Dlatego pies widzi na spacerze więcej niż my (z kotem raczej nie chodzimy na spacery, choć i takie przypadki znam…)?
Tak. Teraz zaczyna się też mówić o wadach refrakcji u zwierząt – czyli słynne „plusy” i „minusy” u ludzi.

Powinny nosić okulary?
To może brzmi zabawnie, ale jesteśmy w stanie za pomocą badania, które nazywa się retinoskopia, określić wadę wzroku zwierzęcia, a więc stwierdzić, że w jednym oku ma plus 3 dioptrie, a w drugim – minus 2. I wcale nie wykonuje się tego badania, każąc zwierzęciu czytać litery i cyfry z tablicy (śmiech).

Właśnie próbowałem to sobie wyobrazić… Jak to zrobić?
To się bada w czasie zupełnie obiektywnego badania zwanego retinoskopią – specjalnym urządzeniem świeci się w oczy, przykładając jednocześnie odpowiednie zestawy soczewek. Dzięki temu jesteśmy w stanie określić błąd refrakcji od wielu lat, ale od całkiem niedawna próbujemy to korygować.

Teraz mnie Pani bardzo zaintrygowała: korygować okularami? Soczewkami kontaktowymi? Robiąc operację?
Soczewki kontaktowe, czyli najprostsze rozwiązanie. Bo wiadomo, że zwierzę nie będzie chodziło w okularach, aczkolwiek są okulary dla zwierząt – podobne do tych do pływania – nazywają się doggles. Używamy ich przede wszystkim u psów, które cierpią na taką chorobę rogówki zależną od promieni ultrafioletowych. Mamy całą grupę owczarków niemieckich (bo to schorzenie najczęściej występuje u nich), które chodzą w takich okularach przeciwsłonecznych. I mają się świetnie. Te okulary wyglądają tak, jak te do pływania.

Wyglądają szpanersko i zawadiacko – jak z kalifornijskiej plaży…
Tu na zdjęciu w gabinecie jest pies sportowy, który trenuje agility. On miał niedorozwój źrenicy – one były rozszerzone, więc raziło go słońce. On w tych okularach wygrał zawody – stąd jego zdjęcie.

Można skutecznie korygować. Czemu to służy? Jakie są z tego korzyści?
Wady, o których mówiłam, korygujemy najczęściej soczewkami kontaktowymi. Ale nie jest to w powszechnym użyciu. W tej chwili przodują w tym Amerykanie, ale w Europie też zaczynamy to robić. Dość trudne jest dopasowanie soczewki: żeby się dobrze trzymała, żeby nie spadała z oka, żeby zwierzę czuło się komfortowo. Dlaczego to robimy? Badania były robione na grupie psów pracujących. Dzięki nim udowodniono, że duża różnica w dioptriach między jednym a drugim okiem nie pozwala im efektywnie pracować. Dowiedziono też, że korekcja wady pozwala im wrócić do pracy. A trzeba sobie zdać sprawę, że trening takiego psa jest czasochłonny i kosztowny. Dlatego tym się zajmujemy. Pytanie, czy nasz kanapowiec potrzebuje takiej korekcji… ? Ciężko to zaobserwować, ciężko to stwierdzić.

Jakie są objawy tej wady?
Pies jest zdezorientowany, mniej pewnie porusza się w otoczeniu, w którym pracuje, nie wykonuje swoich zadań. Łatwiej zaobserwować to u psa, z którym wykonujemy różne ćwiczenia, pracujemy z nim stale i znamy go. Na pewno trudniej zaobserwować to u kanapowca.

Zamknijmy ten wątek: powiedziała Pani, że takie kłopoty ze wzrokiem często dotyczą owczarków niemieckich.
Jeśli chodzi o owczarki niemieckie, to mówiłam o chorobie, która nazywa się „przewlekłe, powierzchowne zapalenie rogówki”. A jeżeli chodzi o wadę refrakcji, to nie ma predyspozycji rasowych. One się zdarzają się u różnych ras psów i… koni.

A czy wiek zwierzęcia ma znaczenie?
Na ogół wady refrakcji są wrodzone, więc nie jest to jak u nas, że na starość stajemy się dalekowidzami.

Są inne wady wzroku, które często się powtarzają, statystycznie częściej nękają nasze zwierzaki? Kiedy patrzę na mojego psa, przypominam sobie, że podejrzewałem zaćmę u niego. Potem skonsultowałem to z Panią i okazało się, że nie mam racji.
To trudne pytanie. Dlatego że nie ma czegoś takiego, jak zespół najczęstszych chorób – przekrój przypadków jest bardzo szeroki. Jak porównuję prace naszych ludzkich kolegów, u nas jest bardziej różnorodnie, bo więcej jest gatunków pacjentów: pies, kot, leczymy również wyjazdowo konie. Czasem przychodzi świnka morska, fretka, królik, a czasem i lew. Miałam okazję badać oko lwa (choć to nie zwierzę domowe).

Lew zgodził się na to badanie? Nie opierał się?
To były małe lwy, które nie miały w tej sprawie nic do gadania (śmiech). Z drugiej strony tych jednostek chorobowych jest bardzo dużo. Mamy o wiele większą różnorodność niż w przypadku okulistyki ludzkiej.

No bo też u okulisty ludzkiego pacjentami są kobieta albo mężczyzna. Mogą być starzy albo młodzi. A u Pani pojawia się 7 różnych zwierzaków, w różnym wieku, z różnymi chorobami. Proste obliczenie matematyczne pokazuje, że możliwości jest o wiele więcej…
Są psy, które mają problemy przednim odcinkiem gałki ocznej, czyli z rogówką (to są rozmaite urazy), z suchym okiem, które nie jest u psów spowodowane (jak można by podejrzewać…) oglądaniem telewizji. To u psów częste i może prowadzić do poważnych konsekwencji, łącznie z utratą wzroku.

To ciekawe… A z czym się wiąże to niebezpieczeństwo?
Przy suchym oku u psów rogówka zaczyna się pokrywać grubym filmem pigmentu. W efekcie, mimo wewnętrzne struktury oka działają prawidłowo, pies nie będzie widzieć, bo przejrzysta rogówka zaczyna być pokryta nieprzezroczystą błoną, przez którą promienie świetlne nie są w stanie przenikać.

To sytuacja jak z luksferem w domu: światło przechodzi, ale nie widzimy kształtów?
Nie, światło w ogóle nie przedostaje się przez tę błonę! Wynika z tego, że gruczoł łzowy nie produkuje odpowiedniej ilości łez, a poza tym czasem są to łzy niewłaściwej jakości. Ważny jest skład chemiczny łez…

Strasznie skomplikowane rzeczy Pani opowiada… Ale proszę mówić dalej, bo chcę, żebyśmy powiedzieli o tym, że kłopoty z oczami można diagnozować i w większości przypadków leczyć albo przeciwdziałać rozwojowi choroby.
Przy suchym zapaleniu rogówki i spojówek (bo tak się nazywa to, co zwyczajowo nazywamy „suchym okiem”) u zwierząt, wymaga w większości przypadków dożywotniego podania kropli. Ale dzięki temu możemy zapanować nad tym. Warunek: musimy to zdiagnozować we wczesnym stadium. Jeśli natomiast pojawia się u nas zwierzę z ciężkim, długo trwającym zapaleniem rogówki na skutek suchego oka, może mieć wtórne uszkodzenia tej rogówki, które mogą grozić nawet utratą oka. Natomiast jeśli przychodzi pacjent z zaawansowanym suchym zapaleniem rogówki, gdzie ta rogówka pokryta jest grubą warstwą pigmentu, czasami, żeby zwierze mogło odzyskać wzrok, trzeba ten pigment ściągnąć operacyjnie. A znowu operowanie na oku, które nie ma odpowiedniej ilości i jakości łez jest ciężkie, bo ciężko się goi taka rogówka.

To, o czym Pani mówi, prowadzi mnie do jednoznacznych wniosków: zdiagnozować i leczyć będzie okulista. Ale to właściciel musi wiedzieć, że trzeba sięgnąć po jego pomoc. Jak więc stwierdzić, że pies ma kłopoty ze wzrokiem. Kiedy do lekarza?
Trzeba się zgłosić do lekarza, jeśli właściciel zaobserwuje niepokojące objawy: przymrużanie oka, łzawienie, pojawianie się zbyt dużej ilości dziwnej wydzieliny z oczu, tarcie oczu, objawy dyskomfortu. Jeśli nie mamy dostępu do lekarza okulisty, powinniśmy się zgłosić do lekarza pierwszego kontaktu.

Trzeba się zgłosić do lekarza, jeśli właściciel zaobserwuje niepokojące objawy: przymrużanie oka, łzawienie, pojawianie się zbyt dużej ilości dziwnej wydzieliny z oczu, tarcie oczu, objawy dyskomfortu. Jeśli nie mamy dostępu do lekarza okulisty, powinniśmy się zgłosić do lekarza pierwszego kontaktu.

Każdy lekarz weterynarii może stwierdzić, że jest kłopot z oczami?
Tak. Czasami to zwykłe zapalenie spojówek, czasem (zwłaszcza w porze jesienno-letniej) wpadnie kłos pod trzecią powiekę. Trzeba go wyjąć, bo to bardzo niebezpieczna sytuacja. W części przypadków lekarz pierwszego kontaktu sobie poradzi, a w innych odeśle pacjenta do specjalisty.

Specjalistów jest coraz więcej – szczególnie w dużych ośrodkach. Dostęp nie jest tak trudny jak jeszcze 5-10 lat temu?
Jest coraz więcej lekarzy specjalistów (różnych specjalności). Myślę, że jest tylko kwestią czasu, że w każdym dużym mieście będą się pojawiali specjaliści w dziedzinie medycyny weterynaryjnej, również okuliści, ale też dermatologiczne, neurologiczne itd. Bardzo bym sobie tego życzyła, bo to oznacza większy komfort pracy.
Druga grupa objawów okulistycznych związanych z pogorszeniem widzenia, to objawy podstępne – zwierzę czuje się mniej pewnie, gorzej wchodzi po schodach zwłaszcza ażurowych), mniej chętnie bawi się zabawkami.

Niepewnie czuje się, gdy zapada ciemność?
Tak, choć nie zawsze tak jest. Ale w większości przypadków degeneracji siatkówki jest pogorszenie widzenia wieczorem. Jeżeli pies na wieczornych spacerach czuje się mniej pewnie niż w ciągu dnia, to sygnał, że powinniśmy te oczy sprawdzić.

Jak samemu sprawdzić, czy pies ma kłopoty ze wzrokiem? Nawet na stronie Waszej kliniki widziałem takie podpowiedzi.
Wystarczy psu ustawić labirynt – w pokoju przewracamy krzesła, ustawiamy przeszkody, których wcześniej tam nie było. Potem stawiamy zwierzaka na drugim końcu pokoju, a sami stajemy pod drugiej stronie ze smakołykiem w rękach i wołamy go. Potem obserwujemy, czy jest w stanie ominąć przeszkody. Możemy taką próbę zrobić w ciągu dnia i o zmierzchu, czyli przy różnym natężeniu światła.

To pokaże, czy jest jakiś problem?
Tak, czasami nawet my robimy takie próby, bo nie możemy zapytać pacjenta, czy nie dowidzi.

Muszę zapytać jeszcze o zaćmę, o która podejrzewałem mojego psa Berosława. To chyba najbardziej spektakularna choroba, porównywana z ludzkimi kłopotami. Podobne są zasady jej diagnozowania i leczenia?
Potrzebne jest odpowiednie rozpoznanie – przede wszystkim nie należy mylić zaćmy ze starczą nukleosklerozą. Jeśli mamy do czynienia z zaćmą, mamy możliwość zrobienia zabiegu polegającego na wymianie mętnej soczewki na sztuczną.

Tak samo jak u człowieka…
To jest robione dokładnie na takim samym sprzęcie, jak w przypadku człowieka, taka sama jest procedura. Wymaga to znieczulenia, bo nasz pacjent w czasie zabiegu musi być nieruchomy. U człowieka wystarcza znieczulenie miejscowe. Nasz pacjent musi być w pełnej narkozie, ma odłączoną świadomość. Reszta jest taka sama: my też wstawiamy sztuczne soczewki – jak u ludzi. Trzeba tylko zdawać sobie sprawę z jednej rzeczy – u zwierząt ten zabieg jest bardziej skomplikowany. Wymaga większej opieki przed- i pooperacyjnej.

To oznacza kilka trudnych tygodni?
Pierwszy miesiąc jest naprawdę ciężki, ponieważ pies musi chodzi w kołnierzu, a na dodatek są dwa rodzaje kropli, które trzeba mu podawać nawet 6 razy dziennie.

Właściciel musi wiedzieć wcześniej, że podoła temu wyzwaniu…
Zawsze przed kwalifikacją pacjenta do „fako” (czyli do fakoemulsyfikacji) omawiamy, jak to będzie wyglądać. Zdarza się i tak, że ktoś rezygnuje, bo ma np. agresywnego psa albo pracuje długo i nie będzie w stanie podawać kropli tak często. A po tym zabiegu nie może być tak, że pies przez 12 godzin nie dostanie kropli, bo właściciel jest w pracy. Także zdarzają się takie przypadki, że ktoś rezygnuje z powodów logistycznych.

Słyszałem, że wystarczy zoperować psu jedno oko, nie trzeba dwojga. To prawda?
Podczas jednego zabiegu nigdy nie operujemy obu oczu, zawsze operujemy jedno (podobnie robi część okulistów ludzkich). Czy wystarczy zoperować jedno oko? Jest tak, ze wystarczy przywrócić wzrok w jednym oku, żeby to zwierzę funkcjonowało. I większość właścicieli psów, u których robimy ten zabieg, po wymianie jednej soczewki, gdy zwierzę tak naprawdę odzyskuje życie, raczej nie decyduje się na zabieg w drugim oku, bo komfort życia po zoperowaniu jednego oka jest przeważnie zupełnie wystarczający.

Muszę zapytać: cena jest taka u ludzi?
Nasze fako kosztuje dokładnie tyle samo co u ludzi.

A jak jest z jaskrą u zwierząt. To choroba podstępna i niebezpieczna. Cierpią na nią i ludzie, i zwierzęta.
To ciężki temat, jeżeli chodzi o medycynę weterynaryjną, dlatego że 99 procent pacjentów, którzy przychodzą, cierpią na jaskrę zaawansowaną. Dzieje się tak dlatego, że pierwsze objawy tej choroby, czyli migrenowy ból głowy, niedowidzenie, tracenie pola widzenia, to tak subiektywne rzeczy, że są one po prostu nie do zauważenia nawet dla bardzo uważnego właściciela. Dlatego zwykle właściciele przychodzą z psami, które mają zaawansowaną jaskrę, czyli mają w oku tak wysokie ciśnienie, ze gałka oczna jest po prostu duża. Wtedy ciśnienie wynosi 50-60 mmHg (milimetrów słupa rtęci).

99 procent pacjentów, którzy przychodzą, cierpią na jaskrę zaawansowaną. Dzieje się tak dlatego, że pierwsze objawy tej choroby, czyli migrenowy ból głowy, niedowidzenie, tracenie pola widzenia, to tak subiektywne rzeczy, że są one po prostu nie do zauważenia nawet dla bardzo uważnego właściciela.

Jaka jest norma?
Do 20 mmHg. I to nie jest tak, że ten człowiek coś zaniedbał. On przychodzi po prostu wtedy, gdy widzi problem. Ale w tak zaawansowanych przypadkach nie możemy wiele zrobić, nie mówiąc już o przywróceniu wzroku. Jaskra mogłaby być w niektórych przypadkach wcześniej diagnozowana, gdyby były przesiewowe badania kąta przesączania…

…i znowu używa Pani trudnych zwrotów. Wiem, o co chodzi, ale temat jest bardzo trudny…
To prawda, jest trudny. U większości psów rasowych jest tak, że przed kryciem muszą mieć certyfikat badania oczu. W ramach tego badamy m.in. kąt przesączania, a więc miejsce, w którym płyn z oka ma odpływać. Psy rasowe są przebadane, wiemy więc, u których ras problemy z kątem przesączania pojawiają się najczęściej.

Proszę więc powiedzieć, które to rasy.
Jest kilkadziesiąt ras podatnych na jaskrę ze względu na wąski kąt przesączania. Natomiast gonioskopia (czyli właśnie badanie kąta przesączania) jest elementem każdego certyfikowanego badania oczu. Każdy pies, który pojawia się u nas w tym celu, ma ten kąt przesączania dokładnie zbadany.

O psach było dużo, a co z kotami, których jest podobno w Polsce więcej – one mają podobne problemy z oczami, czy dokuczają im inne kłopoty?
Była kiedyś taka konferencja naukowa pod tytułem: „Kot to nie jest mały pies”. Bardzo mi się to podoba, więc zawsze, kiedy myślę o kotach, to właśnie w takich kategoriach. Powiem tak: są pewne rzeczy wspólne dla tych dwóch gatunków i są niektóre zupełnie różne. Można by dużo mówić na ten temat…

Chodzi mi o to, na co zwrócić uwagę. Koty mają lepszy wzrok od psa. Inne też więc będą ich problemy, co zresztą już Pani zaznaczyła.
Musiałabym powiedzieć o kocim katarze, bo to schorzenie występujące u prawie wszystkich kociąt, zwłaszcza tych mieszkających na podwórkach. To schorzenie powszechne, w niektórych przypadkach jest banalne – kończy się tylko zapaleniem spojówek. Ale w części przypadków dochodzi do bardzo poważnych zmian, które w konsekwencji mogą prowadzić nawet do utraty gałek ocznych.

Kocięta z zewnątrz powinny więc być dokładnie zbadane pod tym względem?
Tak. Zresztą bardzo często stowarzyszenia, które zajmują się takimi kotami, przywożą kocięta do nas na konsultacje, żeby wiedzieć, z czym mają do czynienia: co z tym robić, jakie są rokowania itd. Bo to są ważne informacje dla ludzi, którzy adoptują te zwierzęta.

Jakie symptomy, które powinny zaniepokoić właściciela kota?
Pierwsza rzecz to (jak u psów) patologiczne wypływy z oczu, łzawienia, widoczny dyskomfort, tarcie oczu – tak jak u psa. Koty to zwierzęta nieco bardziej skryte od psów i nie do końca tak jak pies pokazują ból, to, że mogą mieć problemy ze wzrokiem, bo są to indywidualiści.

Ale na przykład mogą się częściej chować gdzieś w ustronnym miejscu.
Tak może się dziać: chowają się, są bardziej osowiałe, mniej chętne do zabawy, rzadziej wskakują na parapet. Zresztą, często, gdy rozmawiał z właścicielami kota, który niedowidzi, to w trakcie rozmowy słyszę: „No tak, ma pani rację: od jakiegoś czasu nasz kot nie wskakuje na parapet”. Właśnie to zdanie często pojawia się w rozmowach z właścicielami chorego kota.

(Koty) chowają się, są bardziej osowiałe, mniej chętne do zabawy, rzadziej wskakują na parapet. Zresztą, często, gdy rozmawiał z właścicielami kota, który niedowidzi, to w trakcie rozmowy słyszę: „No tak, ma pani rację: od jakiegoś czasu nasz kot nie wskakuje na parapet”

Dlaczego to jest takie ważne?
Chodzi o właściwą ocenę odległości. To może być pierwszym objawem kłopotów ze wzrokiem.

I jest pani w stanie zbadać oczy stworzeniu, które usiłuje zabić człowieka przy próbie podania pigułki do paszczy, a co dopiero wtedy, gdy ktoś świeci po oczach?
Przeważnie nie mam z tym problemów – zwykle koty są u mnie w gabinecie chyba mocno przestraszone. W większości przypadków raczej nie reagują agresją, ale unieruchomieniem.

Może na początku wizyty mówi im Pani coś przykrego?
Nie – przeważnie jest „kici, kici”, potem drapanie za uchem i u nasady ogona.

Wspomniała Pani przed chwilą o kocich chorobach oczu, które prowadzą do ślepoty. Ale są i takie, jak mniemam, które można skutecznie leczyć?
Oczywiście! Tylko zaznaczę, że nasz ośrodek jest w trakcie badań nad regeneracją siatkówki – one są prowadzone na psach, a nie na kotach. To są badania zupełnie pionierskie. W pracy naszego ośrodka medycyna regeneracyjna jest bardzo ważna. Ostatnio przeczytałam w gazecie o innowacyjnym przeszczepie komórek macierzystych u człowieka do oka. Chodzi o komórki macierzyste, które mają regenerować rogówkę. Robimy takie rzeczy już od dawna – używamy różnych czynników regeneracyjnych do odbudowy zarówno struktur zewnętrznych, jak i pracujemy nad regeneracją siatkówki.

Rewolucyjna sprawa – mam nadzieję, że się Wam to udaje!
Owszem, to jest rewolucyjna sprawa. Mamy bardzo dobre efekty. Na zdjęciu widzi pan psa policyjnego, mamy od niego podziękowania. On dzięki naszej terapii nadal jest w stanie wykonywać swoje zadania, z którymi zaczął mieć problemy, ponieważ gorzej widział. Dzięki eksperymentalnej (w tym momencie) terapii, którą prowadzimy, ten pies ma się świetnie.

A skąd wziął się ten pacjent u Was?
To pies policyjny z Wrocławia. Jego przewodnik zauważył, że pies ma problemy z wykonywaniem zadań. Podczas badania okazało się, że zwierzę ma zmiany degeneracyjne siatkówki. To oznacza, że są to zmiany, które zawsze mają charakter postępujący i nieodwracalny.

A to jest zapewne młody zwierz?
Tak i może jeszcze wiele lat pracować. Dzięki terapii, którą zastosowaliśmy, jego wzrok się poprawił. Widzi znowu lepiej, dzięki czemu może wykonywać zadania, z którymi wcześniej miał problem. Wrocławska komenda policji jest bardzo wdzięczna, że terapia się udała.

Podobnie pewnie, jak Wy, bo to oznacza, że zastosowaliście skuteczną metodę terapeutyczną…
Jesteśmy bardzo zadowoleni z efektów i mamy ten eksperyment skończony, ponieważ pewna grupa psów, która była potrzebna z takiego naukowego punktu widzenia do tego, żeby ten eksperyment zamknąć, jest już skończona. U 90 procent tych pacjentów mamy potwierdzenie w badaniu ERG (czyli elektroretinograficznym), że jest lepiej z funkcjonowaniem siatkówki po terapii. Wiemy to więc zupełnie obiektywnie. Ale z subiektywnych ocen właścicieli wynika też, że te zwierzęta widzą teraz lepiej, poruszają się pewniej.

Proszę jeszcze powiedzieć, jak wygląda diagnostyka u zwierząt? Sprzęt, jak widzę, jest bardzo podobny do tego, który się wykorzystuje w leczeniu ludzkich oczu…
Sprzęt jest bardzo podobny, aczkolwiek my bardzo często używamy sprzętu przenośnego – lampa szczelinowa, którą tutaj mam, musi być taka, którą jestem w stanie trzymać w ręce. Ponieważ ciężko byłoby prosić psa o nieruchome oparcie brody w stacjonarnej lampie szczelinowej…

I utrzymanie tej pozycji przez trzy minuty…
Na przykład. Trudno byłoby też zmierzyć ciśnienie w oku takim „pufem”, jakim mierzy się u człowieka, bo nie wyobrażam sobie, żeby pies znowu oparł brodę i spokojnie czekał, aż coś mu znowu wystrzeli w oko.

To mogłoby się źle skończyć.
Tak, dlatego u nas ten tonometr, czyli urządzenie do mierzenia ciśnienia w oku, wygląda jak długopis, którym delikatnie pukamy w znieczulone wcześniej oko i odczyt mamy po chwili na tym „długopisie”.

Skontaktowałem się też z panią Agnieszką Bartnik, właścicielką wspomnianej przed panią okulistkę suczki, której w uprawianiu sportu pomagają… okulary (psia okularnica to 7-letnia suczka rasy pumi, Veresi Akacos EJFEL, czyli po prostu… Efcia). Pani Agnieszka dokładnie opowiedziała, jak to było z oczami jej ulubienicy:

„Zawsze była walka o to, żeby było szybciej, lepiej, żeby Efcia nie omijała niczego. Pomyłki zrzucało się na mnie, na przewodnika: że to ja coś źle robię, źle psem kieruję, że za wolno biegnę itd. (śmiech) W czerwcu byliśmy na zawodach na Słowacji. One odbywały się przy bardzo słonecznej pogodzie – temperatura przekraczała 30 stopni. Stwierdziliśmy, że Efcia bardzo mruży oczy – miała takie szparki, że nie mogła biegać. Obejrzeliśmy okoliczne psy i żaden tak nie robił. A to znaczyło, że z naszym psem coś jest nie tak, jak powinno.

Kiedy wróciliśmy do domu, skontaktowałam się z panią okulistką. Wkrótce pojechałyśmy na wizytę. Pani doktor spojrzała i powiedziała: „No przecież, wszystko wiadomo!”. Od razu znalazła przyczynę kłopotów: atrofia mięśni zwężających źrenice. A więc źrenice nie zwężają się jej pod wpływem światła (jak to być powinno). Dlatego przy słońcu jest ślepawa. I stąd te kłopoty na zawodach. No bo kto by biegał świetnie, gdy jest ślepy?

Pani doktor zaleciła okulary. Dobra, dlaczego nie spróbować… Kupiliśmy więc odpowiednie: różowe we fioletowe kwiatuszki. Bo przecież dziewczynka nie może mieć innych.

Biegaliśmy potem w zawodach. Ona szybko przyzwyczaiła się do okularów – na zasadzie: „Każą, to będę chodzić”. Czy to bardzo pomogło? Szczerze mówiąc, nie do końca wiem: skończyło się lato i ostre słońce. Na pewno było jej z tym wygodniej. Teraz (z okularami czy bez nich) w ogrodzie rozwija prędkości ponaddźwiękowe… Czuje się pewnie. Dwa razy na zawody pojechaliśmy w okularach. W jednych udało się Efci zdobyć pierwsze miejsce.

Pies normalnie ma kąt widzenia 105-107 stopni, a okulary ograniczają trochę pole widzenia z boków. Przy niektórych przeszkodach Efcia miała więc problemy.

Jak ludzie reagują na różowe, psie okulary? Wielu myśli, że to „dla jaj”, że trochę odbiło właścicielom psa. Kiwają ze zrozumieniem głowami, gdy usłyszą, że to dla zdrowia”.

Na koniec przytoczę opowieść, którą usłyszałem kilka lat temu od wrocławianki, właścicielki brązowego labradora. Psiak był niewidomy od urodzenia. Nie pamiętam już dokładnie, co mu dolegało. Na pewno chodziło o defekt soczewek w obu oczach.

Właścicielka dowiedziała się, że pies może widzieć, ale potrzebna jest operacja, Szybko zebrała potrzebne pieniądze. Operację przeprowadził pan doktor Jacek Garncarz z Warszawy. Przebiegła znakomicie. Po okresie rekonwalescencji pies zaczął oglądać świat, w którym się wychował. Dotąd jednak poznawał go tylko węchem i słuchem. Teraz miał do dyspozycji jeszcze wzrok.

Kobieta była niezwykle zaskoczona, gdy w czasie spaceru do parku Szczytnickiego, nagle zaczął szczekać na drzewo, które od lat systematycznie obsikiwał. Co się stało? Chwilę się zastanawiała. Po kilku minutach uświadomiła sobie, o co chodzi: może i drzewko pachniało, jak trzeba, może szumiało znajomo, ale te wielkie, rozłożyste gałęzie przeraziły psa, gdy zobaczył je po raz pierwszy w życiu!

Jak myślicie – co powiedziała, gdy zapytałem, czy warto było wydać kilka tysięcy na operację i podróże na konsultacje okulistyczne… ?) 🙂

Zdjęcia: Archiwum Agnieszki Bartnik

t

Objawy, które mogą świadczyć o chorobie oczu u psa i kota

Pies i kot:

  • Patologiczne wypływy z oczu.
  • Nadmierne łzawienie niewiadomego pochodzenia.
  • Widoczny dyskomfort.
  • Częste tarcie oczu.
  • Obrzęk powiek, zaczerwienienie spojówek.
  • Mrużenie oczu.

Pies:

  • Stał się nagle zdezorientowany.
  • Mniej pewnie porusza się w otoczeniu, w którym pracuje.
  • Nagle nie wykonuje zadań, które do tej pory nie sprawiały mu trudności.
  • Boi się wychodzić na spacer, gdy zapada zmrok.
  • Jest apatyczny i smutny.

Kot:

  • Boi się wskakiwać na parapet, choć do tej pory robił to.
  • Jest wycofany albo drażliwy.