Mamy starego psa, a chcemy adoptować małego kota. Powiedz, jak to zrobić, żeby nic złego się nie stało? Jak pogodzić kota i psa? – prośba moich znajomych o podpowiedź w życiowo-zwierzowej sprawie przypomniała mi, że nie zawsze jest z tym łatwo.

U mnie najpierw był Bero. Po 3 latach pojawiła się mała Blue. Coś tam wiedziałem, coś intuicyjnie przygotowałem, ale nie było w tym wielkiego profesjonalizmu. Szczęśliwie nasza „wielka zwierzęca improwizacja” powiodła się znakomicie: po dwóch dniach kotka i pies byli przyjaciółmi. Owszem – ze swojej michy Bero nie pozwalał jej jeść (tak jest do dzisiaj), ale poza tym żyją w najlepszej komitywie.

Dla odmiany, kiedy urodziły się kocięta, mogły z moim bergamskim pastuchem robić, co tylko chciały – wyżerały mu rybę z michy, dla rozrywki ciągnęły za dredy, spały w jego misce. Czuł się ich opiekunem (swoją drogą: pies pasący owce to owczarek, a czy ten dbający o koty to kociarek?).

Żeby więc ze spokojem ducha pomóc przyjaciołom, zasięgnąłem języka – o sposób na bezpieczne włączenie do stada nowego osobnika zapytałem zaprzyjaźnionego zoopsychologa, Marcina Wierzbę:

Jak bezpiecznie wprowadzić do domu nowego zwierza

utworzone przez Zwierzdobry.pl: Maciej Sas i Marcin Wierzba

Rozwiń transkrypcję rozmowy

Kiedy słucha się ludzi, którzy mówią o tym, wydaje się to arcytrudne. Może Ty podasz prostszą metodę na załatwienie sprawy: mamy w domu jedno zwierzę albo dwoje zwierząt i chcemy nowe wprowadzić. Jak to zrobić, żeby nikomu nic złego się nie stało?
Za każdym razem trzeba przygotować zwierzaki na to pierwsze spotkanie. Technicznie to wygląda różnie, zależnie od tego, jaki zwierzak jest w domu: czy jest to kot, czy pies, czy jakiś inny gatunek.

To ma duże znaczenie, który gatunek jest akurat w domu?
Oczywiście, bo jeżeli na przykład mamy kota, a wprowadzamy psa, mowa ciała jednego i drugiego gatunku jest zupełnie inna!

Co to znaczy? Możesz przykład podać?
Mogę (śmiech). Kot, który merda ogonem jest kotem wkurzonym. Pies, który merda ogonem, jest psem pobudzonym pozytywnie lub negatywnie, ale odczuwa jakieś intensywne emocje. Jeżeli to będzie szczeniak, który merdając ogonem będzie próbował zaprosić kota do zabawy, kot niekoniecznie zinterpretuje to jako zaproszenie do zabawy…

Czyli tak naprawdę one muszą się nauczyć swojej mowy ciała nawzajem?Tak. Po pewnym czasie przyzwyczajają się do siebie. Zresztą dorosły kot szybko uczy szczeniaka, do jakiego momentu on się może posunąć w tych zaproszeniach do zabawy czy w kontakcie bezpośrednim…
Najłatwiej przyzwyczaić do siebie zwierzęta bardzo młode, które są na takim etapie rozwoju, kiedy działa tak zwane wdrukowanie. Jeżeli pies wdrukuje sobie tego domowego kota, jako przedstawiciela własnego gatunku, nie będzie problemów. Podobnie jest z kociakiem.
Więcej problemów zdarza się wtedy, kiedy mamy dorosłego psa albo kota w domu, a wprowadzamy zwierzę zupełnie innego gatunku. Przykładowo mamy dorosłego psa i wprowadzamy kota. Jeżeli to maluch, jest duża szansa, że jego infantylne zachowanie i wygląd zmniejszą agresję u psa, zablokują zachowania agresywne, bo to jest taki mechanizm biologiczny, który działa uniwersalnie.

Ale dwa dorosłe zwierzaki mogą stwarzać problemy?
Dwa dorosłe zwierzaki mogą stwarzać problemy i w związku z tym ogólnie, żeby było dobrze, pracuje się nad tym, by w głowie jednego i drugiego zwierzęcia powstało pozytywne skojarzenie z obecnością tego drugiego. Czyli, inaczej mówiąc, kot ma się dowiedzieć, że wszystkie przyjemne rzeczy, jakie mu się przytrafiają ze strony właściciela, przytrafiają się w obecności psa. I pies musi się dowiedzieć, że tylko wtedy, kiedy w okolicy chodzi sobie kot, on ma to wszystko, czego potrzebuje.

Kumulujemy więc te przyjemności: zabawę, jedzenie, rozmaite inne rzeczy, smakołyki na te chwile, kiedy to drugie zwierzę jest w pobliżu?
Tak jest! W pozostałych momentach najlepiej byłoby ignorować takiego zwierzaka. Mówię oczywiście o pracy w domu, bo z psem trzeba wychodzić na zewnątrz, nie zawsze zabierając kota ze sobą… Ale jeżeli przebywają one na wspólnej przestrzeni, warto popracować nad tym, by każde kojarzyło obecność tego drugiego z czymś przyjemnym. Czyli przykładowo: trenuję z psem, a drugą ręką bawię się z kotem przy pomocy zabawki typu wędka i to już wystarczy, żeby to skojarzenie zaczęło powstawać.

A tak z ciekawości: często ludzie pytają Cię o takie rzeczy jako zoopsychologa?
Bardzo często. Mam też dużo takich przypadków, kiedy ktoś miał dwa koty i kiedy jeden z nich odszedł, drugi popadł w depresję. Ludzie nie zawsze są świadomi tego, że nie każdy kot czy pies zastąpi tę pustkę. Adoptują więc zwierzaki albo kupują na chybił trafił.

Ale przecież z tym jest tak samo, jak z ludźmi: nie każdy obcy człowiek będzie nam odpowiadał?
Rzeczywiście. Działają na pewno w dobrej wierze, ale popełniają sporo błędów.

No dobrze, ale jak to sprawdzić? Jak zapytać kota, czy ten drugi, którego akurat przynosimy do domu, będzie mu pasował, czy nie?
To my decydujemy, którego zwierzaka weźmiemy do domu. Ale jeżeli zlikwidujemy indywidualny zapach jednego i drugiego kota, a następnie podczas odtwarzania tego indywidualnego zapachu będziemy ich zapach mieszać, czyli na przykład po wygłaskaniu jednego kota natychmiast głaszczemy drugiego…

Tą samą ręką?
Tak albo najlepiej tkaniną bawełnianą. W takim przypadku to spotkanie będzie łatwiejsze, dlatego że każdy z nich będzie mniej obcy dla tego drugiego, będzie pachniał trochę sobą, trochę nowym zwierzęciem.

Powstanie więc swego rodzaju koktajl zapachowy?
Zapachowy, feromonalny.

A więc bierzemy tę szmatkę, głaszczemy nią jednego kota, potem drugiego i to wszystko się przenika?
Tak, na etapie odbudowywania indywidualnych zapachów doprowadzamy do powstania takiego feromonu socjalnego, czyli – jak powiedziałeś – koktajlu.

Czy dużo z takich sytuacji w Twojej zoopsychologicznej praktyce kończy się jakimiś drastycznymi scenami, a więc tym, że dwa zwierzaki jednak nie mogą się dogadać?
Mało miałem takich przypadków. Zazwyczaj, jeżeli tylko ludzie są odpowiednio zdeterminowani, by podjąć wysiłek i pracować nad oswojeniem „potworów”…

Mają dużo cierpliwości…
Tak, to reszta to jest kwestią czasu. Dorosły kot jest w stanie zaakceptować małego kota, który wpada na różne dziwne pomysły, średnio po upłynie dwóch tygodni. Można im w tym pomóc, można to przyspieszyć odpowiednimi działaniami.

Przy tej okazji poruszyłeś rzecz „trochę z boku”, ale bardzo ważną. Często mówi się, że lekiem dla depresyjnego kota jest drugi kot, mówiąc krótko, towarzystwo. Właśnie o tym powiedziałeś, że na przykład mamy starego kota, pojawia się młody. To rzeczywiście może być dla niego taki nowy zastrzyk siły, nowy oddech?
Może tak być.To działa tak samo, jak pojawienie się szczeniaka w domu, w którym jest starzejący się pies. Jak najbardziej, to dobry pomysł, bo to jest sposób na dostarczanie bodźców, na wymuszanie aktywności, która w stanach depresyjnych podupada. Zwierzę jest wtedy apatyczne, nie ma ochoty na nic, a wtórnie spada mu sprawność układu odpornościowego, więc jest bardziej podatne na choroby i mamy błędne koło. A ten nowy zwierzak, jeżeli jest odpowiednio dopasowany, będzie na pewno działał terapeutycznie.

Będzie też zmuszał do aktywności tego starszego.
Będzie go zmuszał do aktywności, do ruchu.

Jak słyszę, nie jest to mit. Cieszę się…
Pomysł sam w sobie nie jest zły, ale trzeba pamiętać o tym, że nie każdy zwierzak będzie pasował do tego, którego mamy w domu.

Staranny dobór i przemyślenie sprawy są istotne.
Staranne przemyślenie sprawy, staranny dobór, branie pod uwagę różnic indywidualnych. Bo kot, który całe życie przebywał z innym kotem, nie będzie tak samo zżyty z nowym, który się dopiero pojawi. Dla niego będzie to obce zwierzę – co prawda należące do tego samego gatunku, wysyłające podobne sygnały niewerbalne ,ale będzie ono inne.

To trzeba brać pod uwagę, bo czasami w takich sytuacjach mierzymy zwierzęta swoją ludzką miarą. A to błąd.
Za każdym razem bierzemy pod uwagę różnice indywidualne. Jeżeli chcę adoptować psa ze schroniska, przykładowo mając w domu innego psa, to rzeczą dla mnie oczywistą jest najpierw dokonanie racjonalnego wyboru w schronisku: który pies ewentualnie wchodzi w grę, gdy mamy pomysł na jego adopcję. A potem, jeżeli mamy wybranego psa i wszystko toczy się w dobrym kierunku, w którymś momencie trzeba przyjść z psem stacjonarnym i sprawdzić, czy zwierzaki będą w stanie się ze sobą dogadać. Musimy przetestować sprawę. Trzeba je spotkać ze sobą najlepiej na neutralnym terenie, wziąć na spacer jednego, drugiego i zobaczyć, jak wtedy funkcjonują. Jeżeli pojawią się konflikty, a my dalej upieramy się przy adopcji, to ciągiem dalszym jest praca nad poprawą relacji jednego i drugiego psa. Jak ta praca się uda, to można się zdecydować na adopcję. Jeśli nie, nie powinniśmy go adoptować, dlatego że mamy jakiś kaprys powiększenia sobie rodziny o kolejne zwierzę i ten pies nam się podoba akurat, tylko musimy być odpowiedzialni i za dobrostan jednego, i drugiego osobnika. Ten, który z nami już mieszka, powinien być tak samo ważny jak ten, który ma się pojawić w naszym domu.

Musimy więc dbać o dobre samopoczucie obu zwierzaków.
Tak – o dobrostan obydwu osobników. I o swój własny też, bo wcale nie jest przyjemnie odpoczywać w domu, w którym toczą się bójki na linii pies-pies, albo pies-kot, albo kot-kot…

Oczywiście, do tego dochodzi problem wyboru psa czy kota ze schroniska. O tym, jak to zrobić mądrze, rozmawiałem ostatnio z Dariuszem Ornalem, zoopsychologie ze schroniska w Lublinie. Kto się przygotowuje do takiej operacji, niech koniecznie przeczyta!

A jeśli wprowadzenie nowego członka stada nastręcza nieoczekiwanych problemów, jest zawsze jedno, dobre wyjście: poprosić o pomoc specjalistę od psich i kocich zachowań. No chyba że ktoś wychodzi z założenia, że na wszystkim zna się lepiej i że „nie warto przepłacać…”

PS Skąd się wzięły dziwne odgłosy w tle mojej rozmowy z Marcinem Wierzbą? Nie, to nie oznacza, że tak piszczy bieda! To odgłos zamrażarek. Bo, jak przystało na zimę, na rozmowę umówiliśmy się w mojej ulubionej lodziarni Barton 🙂