Jak przygotować psa do zimy? Też mi pytanie – wbić go w kubraczek, skrócić spacery, założyć buty… Tak byłoby najprościej. Ale, jak się okazuje, wcale nie najmądrzej.

Mój przyjaciel Berosław w różowe wdzianko może i by się dał wbić – cierpliwy z niego Włoch. Ale szczęśliwy by nie był. Bo mimo prawie 12 lat w metryce, lubi pohasać. A w takim kubraczku mało jest wygodnie (że o walorach „artystycznych” nie wspomnę…).

Kiedyś żyłem pod jednym dachem z niezwykłą suką rasy chow-chow, Adarą. Ona była zachwycona temperaturą poniżej minus 10 stopni: wtedy kładła się wtedy w śniegu, a jej mądra mordka uśmiechała się szeroko. Była najszczęśliwszym psem świata!

Jak więc najlepiej przygotować psa do śniegu, mrozu (tego akurat mało było dotąd, ale może się zmienić…), wiatru i soli (to polski symbol zimy, niestety…). O to zapytałem zaprzyjaźnionego ze zwierzem Dobrym eksperta, internistę weterynaryjnego dr n. wet. Wojciecha Hildebranda:

Jak przygotować psa do zimy

utworzone przez Zwierzdobry.pl: Maciej Sas i dr Wojciech Hildebrand

Rozwiń transkrypcję rozmowy

Zima, choć w tym roku niełaskawa, to jednak zaczyna się pojawiać i wypadałoby swojego psa przygotować na zetknięcie ze śniegiem, mrozem i z tym, czym zwalczamy śnieg na ulicach. Co trzeba zrobić, żeby pies lepiej przetrwał mroźne warunki?
Można by to podsumować jednym zdaniem: zdrowy pies lepiej przetrwa zimę niż pies, który jest schorowany, który jest słaby, który jest szczeniakiem, który jest psem starszym. Ale zacznijmy od tego, z czym się kojarzy zima: przede wszystkim śnieg, mróz, wiatr no i ogólne takie odczucie nieprzyjemne, że patrzymy przez swój pryzmat, jest nam nieprzyjemnie.

Jest nam zimno, czyli to znaczy, że na przykład spacery z psem powinny być krótsze?
No więc właśnie, jest kwestia: czy jak nam jest zimno, to naszemu psu też jest zimno? To zależy od tego, jak on jest przygotowany przez naturę, ewolucję: czy ma bogaty podszerstek, czy ma krótki włos, do czego ta rasa psa została tak naprawdę stworzona. Jeżeli to jest pies długowłosy, typu owczarek niemiecki…

…albo wszelkie psy północy, jak husky…
…dokładnie tak, to takie psy wreszcie odżywają w czasie zimy. One się cieszą, są pełne energii. To jest dla nich odpowiedni klimat. Natomiast są pieski drobniutkie typu pinczer miniaturowy (jakieś wydelikacone, wychuchane) to faktycznie – takiemu psu może być zimno.

Z tego wynika, że ubranie dla takiego psa nie będzie jakąś fanaberią?
Na pewno nie. Ale też trzeba pomyśleć, jak my tego psa na dworze użytkujemy. Czy jest to pies, którego my nosimy na rękach i on żadnego wysiłku nie wykonuje, czy ciągle biega, skacze. Jeżeli to jest pies, który rusza się, sam się rozgrzewa, żadne ubranie nie jest mu potrzebne. Ale jeżeli to jest pies, którego trzymamy na rączkach, przez lata przyzwyczailiśmy go do tego, że był zawsze ubierany mniej lub bardziej modnie, to w takim wypadku faktycznie trzeba by pomyśleć o jakimś wierzchnim odzieniu dla niego.

I z całą pewnością, jeżeli będzie minus 10 czy minus 15 stopni, można mu coś takiego włożyć, bo on też nie ma odpowiedniej masy, żeby zapewnić sobie ciepło?
Śmiem twierdzić, że jeśli jest sucho na dworze, to temperatura minus 2, minus 3 stopnie krzywdy psom nie zrobi. Czasami ubierając, je przy temperaturach powyżej zera, np. gdy mamy plus 5-10 stopni, trzeba się zastanowić, czy my tych psów nie przegrzewamy. Bo taki york, który biega w takiej czapce, to on może być przegrzany, w czapce, kubraczku. Czasami są to kombinezony a’la narciarskie.

A jeszcze pobiega, właściciel spotka się z jakimś innym psiarzem, zagadają się kilka minut i kłopoty gotowe…
I wtedy taki przegrzany pies się hiperwentyluje, chce mu się pić, napije się zimnej, lodowatej wody i może mieć zapalenie gardła czy zapalenie górnych dróg oddechowych z powodu przegrzania właśnie z powodu tego, że jest ubrany.

A więc za każdym razem trzeba dopasować zabezpieczenia zimowe do charakteru psa, do jego fizjologii: czy zakłądamy mu ubranie, jak z nim postępujemy na zewnątrz?
Właśnie tak. I patrzymy, czy ten pies nie marznie, bo faktycznie, są takie zwierzaki, które marzną. Ja sam mam Amstaffa i pamiętam kilka lat temu była taka zima, gdzie było minus kilkanaście stopni i mój pies bardzo marzł. Musiałem z nim wychodzić na spacery dosłownie 3-, 4 minutowe, bo ubrania dla niego nie miałem, a on nie miał radości ze spaceru.

Po czym Pan rozpoznał, że pies marznie?
Przede wszystkim się trząsł i momentalnie chciał wracać do domu. Miał też zaczerwienione końcówki uszu, zaczerwienione sutki – po tym widać, że pies marznie. Ale nie tylko mróz jest istotny. Ważne jest to, po czym wierzę chodzi. Jeżeli chodzimy po ulicach, które są odśnieżane, a w naszej strefie klimatycznej odśnieża się, sypiąc sól na drogi. To jest przeważnie chlorek wapnia albo chlorek sodu. Są to substancje, które drażnią przestrzenie pomiędzy opuszkami łap u psów.

Można je jakoś zabezpieczyć?
Można: są preparaty ochronne głównie na bazie wazeliny, którym smaruje się łapki przed wyjściem na spacer. Po przyjściu do domu trzeba ten tłuszcz, w którym sól jest usunąć, a więc trzeba łapki osuszyć, wytrzeć. Można też, jeżeli się nie stosuje czegoś tłustego, po prostu umyć psu łapy w misce z wodą żeby sól z nieczystościami tam nie zostawała, bo to może doprowadzić do zapalenia łap.

Mówi Pan o tym, że są preparaty, ale można chyba też też domowymi sposobami sobie radzić, byle to była rzecz tłusta. Czasami ludzie też mówią o czymś nawilżającym, ale to chyba błąd, bo to rozpulchnia łapy?
Raczej powinny to być tłuste substancje, żeby zabezpieczyły skórę, naskórek przed wnikaniem szkodliwych drobin głębiej.

Jeszcze jedna sprawa to z punktu widzenia prawa w ogóle jest zabronione, no ale… zostawiamy psa gdzieś przed sklepem, wyszliśmy po bułki. Pańskim zdaniem wobec tego, o czym wcześniej mówiliśmy, można w ogóle zostawić zwierza na mrozie czy nie bardzo?
Wszystko zależy od tego, jaki to pies: jeżeli to husky albo malamut czy kaukaz, to w zimie te psy się zakopują w śniegu i śpią tam sobie. I im nic nie będzie. Jeżeli to jest pinczer miniaturowy czy inny zwierz krótko ostrzyżony, jakiś sznaucer bądź shih tzu, to na pewno ten pies będzie marzł. Zwłaszcza że nam, robiącym zakupy, ten czas inaczej mija, niż psu, który czeka przywiązany do barierki przed sklepem.

W bezruchu i na betonie…
Właśnie – albo na jakiś metalowym podłożu, na jakiejś kracie. Jestem więc absolutnym przeciwnikiem przywiązywania psów przed sklepami. Poza tym taki pies może być zagrożeniem: może kogoś ugryźć, może się czegoś wystraszyć.

I jemu może się coś stać.
Może go ktoś ukraść po prostu, bo takie rzeczy też się zdarzały.

Właściciele psów pewnie o takich rzeczach panu opowiadają?
Tak. Kiedyś uczestniczyłem nawet w poszukiwaniu psa skradzionego sprzed sklepu. Później pani, która go zabrała, się tłumaczyła, że ona w dobrej wierze chciała odwiązać tego psa, bo wydawało jej się że marzł.

Co to był za pies?
Buldożek francuski.

Modny (uśmiech).
No właśnie (uśmiech).

Czyli generalnie zima potrzeba dużo zdrowego rozsądku. Wobec tego, co Pan powiedział, można wyciągnąć wniosek, że z naszymi psami trzeba postępować trochę jak z dziećmi?
Dokładnie tak! I trzeba też pamiętać, żeby je troszeczkę lepiej żywić. Jeżeli pies dużo przebywa na świeżym powietrzu, marznie, to trzeba mu zapewnić posiłek o wyższej kaloryczności. Nie mówię tutaj o psach, które otyłe. Mówię o takich, które się ruszają, biegają i są prawidłowej konstytucji, budowy ciała nie są otyłe. U takich psów powinniśmy troszeczkę wzbogacić pokarm o białko albo po prostu kupować pokarmy bogatsze w to białko – i to białko dobrej jakości. Można suplementować dietę preparatami, które stymulują odporność, zwłaszcza jeżeli zima jest taka, jak teraz, czyli w zasadzie jej nie ma. No bo nie jest to typowa zima dla naszego klimatu, dla naszej strefy klimatycznej, gdzie jest wilgotno, mokro, temperatura oscyluje w granicach od minus 2 do plus 5 stopni. W takiej scenerii, w takich warunkach możliwość przetrwania różnego rodzaju wirusów jest dużo większa, niż przy mrozach rzędu minus 15, czy minus 20 stopni przy słonecznej pogodzie.
Pamiętajmy jeszcze o jednym: przy temperaturze po wyżej plus 6-7 stopni budzą się i aktywizują się kleszcze. Nie zakładajmy, że przy takiej pogodzie nie trzeba podawać psu preparatprzeciwko pchłom, przeciwko kleszczom. Bo kleszcze są! Powtórzę: jeżeli tylko temperatura wzrośnie powyżej 6-7 stopni powyżej zera, to już te kleszcze są na tyle aktywne, że mogą atakować przechodzących w pobliżu ludzi czy zwierzęta.

Po prostu budzą się, żeby coś zjeść…
Dok
ładnie tak!

Zima i kleszcze? A jednak!

Dodam jeszcze, że u nas w domu tuż za drzwiami zawsze stoi niebieska miseczka. Po każdym spacerze myję w niej łapy mojego bergamasco. On już wie, że bez umycia nie wchodzi się dalej do domu. A kiedy do niego pochodzę, od razu podnosi lewą łapę do mycia (jest mańkutem).

Jest jednak z miską pewien kłopot: kot Bubusław uwielbia pić z niej „wodę mineralną”, czyli bogatą w „mikroelementy” z psich łap. Pojęcia nie mam dlaczego tak robi, skoro obok ma michę z czystą, filtrowaną wodą…

Czasem też odbywają się negocjacje miskowe, bo kocur uznać, że niewiele jest wygodniejszych łóżek, niż niebieska micha do mycia psich łap… 🙂

fot. Pixabay.com, Maciej Sas