Zwierz budzi się pełen energii. Niestety, jego człowiek ma czas tylko na krótki spacer – musi przecież pędzić do pracy. Przed wyjściem jeszcze go wygłaszcze i da zapas zabawek na cały dzień. Czy to pomoże? Zdaniem trenera psów, Łukasza Wacławskiego może być wprost przeciwnie… Jak więc sprawić, że po naszym powrocie mieszkanie nie zostanie zdemolowane?

Pies zostaje w domu i niszczy wszystko, co popadnie. Z takim problemem boryka wiele osób. Cudownych metod pewnie (niestety) nie ma, ale może jakoś można nad tym zapanować? Jak?
Jeśli pies robi coś takiego w domu podczas naszej nieobecności, dzieje się tak dlatego, że ma taką możliwość…

Sugeruje Pan, że dom przed wyjściem trzeba tak zorganizować, by pies nie miał czego gryźć?
Trzeba w ten sposób przygotować dom czy mieszkanie, żeby miejsce, w którym pies zostaje, było dla niego bezpieczne.

Nie takie to proste – co zrobić z nogami stołu czy krzesła? Przecież to też może się nadawać do gryzienia.
Owszem, ale są też np. kojce, w które możemy się zaopatrzyć. Nie mówię tutaj o małej klatce, ale o kojcu, który nieco ogranicza psu powierzchnię, po której może się poruszać, gdy jest sam w domu. I w czymś takim możliwości niszczenia już mieć nie będzie.

Musimy więc, myśląc po psiemu, sami zadbać o to, by ta przestrzeń była bezpieczna. To sprawi, że w zasięgu psich zębów będzie jak najmniej niebezpiecznych rzeczy.
To takie podstawowe, techniczne rozwiązanie. Nawiązując do naszej poprzedniej rozmowy o tym, żeby pies nie zjadł czegoś szkodliwego w czasie spaceru, również możemy sięgnąć po analogię do opiekowania się dziećmi: nie wyobrażam sobie, żeby ktoś 2-letnie dziecko zostawił choćby na chwilę w otwartym pomieszczeniu. Tam wszystko jest dostępne, coś może spaść na głowę, dziecko może sobie zrobić krzywdę. Nikt go samego nie zostawia (w przeciwieństwie do psa): naszą pociechę wkładamy do łóżeczka i tam jest bezpieczna. Natomiast miłość do psów wyrażamy przez dawanie im swobody aż zanadto. Pozwalamy im na to, by czasami wpakowały się w tarapaty. A bywają to sytuacje bardzo niebezpieczne, np. kiedy pies zje coś, czego absolutnie nie powinien. A domu też mamy sporo takich rzeczy.

Okazja czyni złodzieja…
No tak, oczywiście. To pierwszy punkt zasad bezpieczeństwa, a jest ich więcej. Przyczyny tego, że pies niszczy coś w domu, są różne: może to wynikać z nudy, pies może być czymś sfrustrowany albo właśnie wymienia zęby i musi coś gryźć w tym okresie.

Przyczyny tego, że pies niszczy coś w domu, są różne: może to wynikać z nudy, pies może być czymś sfrustrowany albo właśnie wymienia zęby i musi coś gryźć w tym okresie.

Ale wtedy chyba lepiej mu podsunąć specjalną zabawkę, niż pozwolić, by sam znalazł sobie gryzak?
To jeden ze sposobów, naturalnie. Ale, rozmawiając o tym, musimy spojrzeć na całą codzienność naszego psa – na to, jak z nim współpracujemy, co mamy mu do zaoferowania. Często bowiem wygląda to tak, że rano wychodzimy z nim na 10-minutowy spacer. Dzieje się tak w chwili, gdy zwierzę po całej nocy ma w sobie mnóstwo energii, a człowiek spieszy się do pracy, więc chce to mieć za sobą jak najszybciej: szybkie siusiu, szybka kupa i… wracamy do domu. Potem właściciel się zbiera, mówi: „Cześć Reksiu!”. I znika. A pies musi z tą swoją poranną energią coś zrobić. Sprawę pogarsza fakt, że wielu właścicieli do tego pożegnania dodaje dużą porcję emocji: „Ojejku, już idę do pracy! Papa, zostań grzecznie, piesku kochany!”. A to psa bardzo nakręca. I z tym wysokim poziomem emocji zwierzaka zostawiamy. Drzwi się zamykają i co biedny pies ma zrobić z tymi emocjami?! No to może sam się czymś zajmie! Najczęściej nie są to najlepsze na świecie rozrywki… (śmiech). Jak z tego wynika, to kwestia znacznie głębsza, niż tylko problem gryzienia różnych przedmiotów w mieszkaniu. Mamy tendencję do szukania prostych rozwiązań: pies coś gryzie? To co mam zrobić, żeby nie gryzł? I na przykład pryskamy przed wyjściem wszystko jakimś środkiem, który jest nieprzyjemny dla psa – żeby go zniechęcić do niszczenia sprzętów w domu.

Albo przed wyjściem urządzimy po pogadankę: „Tylko, piesku, bądź grzeczny, nie gryź, bo tak nie można…” Sam coś takiego słyszałem kiedyś. Właściciel nie dopuszczał do siebie myśli, że pies nie ma pojęcia, co jego człowiek mówi i po co.
Rzeczywiście, tak też bywa. Jest też inny częsty błąd: wracamy do domu po kilku godzinach, coś jest zniszczone, pogryzione i pies dostaje za to burę. Właściciel tłumaczy: „On wie, że coś źle zrobił, bo jak tylko wszedłem, od razu położył uszy po sobie i miał minę winowajcy”. Ale to nieprawda! Pies nie wie, że coś źle zrobił, a jedynie kojarzy sobie wejście właściciela, jego złe emocje temu towarzyszące, więc reaguje, jak mu natura podpowiada: okazuje uległość, wycofanie. A właściciel interpretuje to tak, że właśnie dał psu słuszną burę (i zrozumiałą dla niego) za to, że on coś zniszczył. Ale to tak nie działa, naprawdę!

Twierdzi Pan, że pies nie ma pojęcia, za co ta bura?
On nie ma bladego pojęcia! Nie jest to nawet żaden ubytek, żadna słabość psa. Te zwierzęta funkcjonują – tak jak i my powinniśmy – „tu i teraz”. To jest piękna rzecz, której możemy się do nich uczyć. Pies kojarzy reakcje człowieka tylko z tym, co się dzieje w danym momencie. Nie cofnie się myślami do chwili sprzed trzech godzin, gdy starannie pogryzł nogę od nowego stołu i stwierdzi, że właściciel karci go właśnie za to. On myśli inaczej: „Jestem ja, przyszedł właściciel i jest niezadowolony. Lepiej się więc wycofam!” Ale z jego punktu widzenia nie będzie to miało żadnego znaczenia dla tego, by wiedział, jakie jego zachowanie jest złe, a jakie właściwe.

Podkreślmy to: karcenie psa po powrocie do domu za to, co zrobił wiele godzin temu, jest głupie, irracjonalne.
Oczywiście, to zupełnie bezsensowne. W takim momencie trzeba się ugryźć w język i nie robić nic, co mogłoby wyglądać na karcenie, korygowanie zachowania zwierzęcia. Trzeba spokojnie posprzątać szkody, wyjść z psem na spacer i dobrze się bawić. A po powrocie warto się zastanowić, dlaczego tak się stało, skąd te szkody i co z tym zrobić na przyszłość: czy mój pies nie jest za bardzo sfrustrowany? Czy odpowiednio zadbałem o to, żeby jego energia przed moim wyjściem z domu została odpowiednio spożytkowana? Czy nie naładowałem go za bardzo emocjami? Mogłaby powstać taka lista kontrolna. I jeszcze jedno: czy dałem psu coś takiego, z czym mógłby spokojnie zostać i przynajmniej przez jakiś czas tym się zająć?

Na przykład zabawkę pełną smakowitości, żeby leżał, próbując wydobyć te smakołyki?
Tak, ale z tym zostawianiem psu czegoś do gryzienia jest tak, że najczęściej są to rzeczy, które bardzo krótko przykuwają jego uwagę. Napchamy więc czegoś smacznego do zabawki, ale zajmowanie się tym zajmie zwierzakowi 10 minut, a potem wraca do normalnego trybu: zaczyna sam wymyślać sobie rozrywki. Poza tym, kiedy wprowadzamy taki system, że wychodząc z domu, dajemy psu coś atrakcyjnego, jakąś nagrodę, to samo w sobie wywołuje pewną niepotrzebną w tym momencie ekscytację. Możemy więc mieć do czynienia z taką sytuacją, że mamy psa o umiarkowanym poziomie energii, ale w pewnym momencie wprowadzamy takie rozwiązanie, że, wychodząc z domu, dajemy mu coś ekstra. I nagle się okazuje, że gdy tylko zaczynamy się zbierać do pracy, pies się bardzo nakręca, spodziewa się, że zaraz wydarzy się coś fantastycznego. To sprawia, że podnosi mu się poziom energii, co może w efekcie wywołać kłopoty.
Rzecz w tym, że nie ma jednego rozwiązania tego problemu dla wszystkich psów i przypadków (podobnie jak w innych sprawach). Trzeba więc dobrze znać swojego zwierzaka i starać się dobrze zrozumieć, z czego wynikają jego zachowania. Wtedy można szukać skutecznych rozwiązań dopasowanych do tej konkretnej sprawy. Bo są psy, na które zostawianie im czegoś do zabawy działa świetnie, bo je uspokoi i wyciszy, ale są i takie, które zareagują w odwrotny sposób – to będzie je pobudzać i ekscytować, a to nie zakończy się dobrze…

Rzecz w tym, że nie ma jednego rozwiązania tego problemu dla wszystkich psów i przypadków (podobnie jak w innych sprawach). Trzeba więc dobrze znać swojego zwierzaka i starać się dobrze zrozumieć, z czego wynikają jego zachowania. Wtedy można szukać skutecznych rozwiązań dopasowanych do tej konkretnej sprawy.

Z Pana krótkiego wykładu wynika, że błąd tkwi w założeniu: traktujemy psa jak małego człowieka, zamiast wczuć się w jego sposób myślenia i zastanowić się, jak może się zachować z konkretnej sytuacji.
Jesteśmy odpowiedzialni za tego zwierza na każdym etapie jego życia i w każdej sytuacji. Kiedy jesteśmy na spacerze, też musimy podjąć decyzję, czy psa puścimy ze smyczy, czy nie, czy podejdziemy do innego psa, czy nie.

Czyli w przypadku psów gryzących sprzęty domowe nie ma prostego rozwiązania, a więc: kupujemy pigułkę, dajemy, pies czeka na nas spokojnie. Trzeba poznać zwierza dokładnie, zorganizować w domu wszystko tak, żeby nie kusiło, pomyśleć za niego, zanim wyjdziemy z domu i odpowiednio zorganizować przestrzeń. O czymś zapomniałem?
Po prostu, zanim zaczniemy od niego czegoś konkretnego oczekiwać, trzeba zadbać o jego dobre samopoczucie, odpowiednio spełniać jego potrzeby.

Fot. Pixabay.com.pl