Dlaczego łapy Berosława cuchną kocim moczem? Jak znaleźć odpowiedź na to „śmierdzące” pytanie? Trudna sprawa…

Takim problem pojawił się nagle kilka miesięcy temu. Możliwości było niewiele. Postanowiłem dokładniej obserwować koty. Rozwiązanie zagadki okazało się proste. Koty wcale nie zamierzały niczego ukrywać. W przedpokoju stała niebieska miseczka, w której psie łapy są myte po spacerze. Bubusław pomaszerował prosto do niej, przyjął pozycję „na Małysza” i… całą zawartość swojego kociego pęcherza wylał z niebieskiego futerka do niebieskiej miski. Dlaczego tam, skoro niecałe dwa metry dalej, w łazience, ma kuwetę? To wyjaśnię już za chwilę…

Na razie spieszę z radosną wiadomością – i tak miałem wiele szczęścia. Bubu i Blue sikały do psiej miski. Moja koleżanka, Dominika, zmagała się z poważniejszymi trudnościami kociej natury. Kiedy goście przychodzili do mieszkania, w którym mieszkała z dwoma kotami, od razu krzyczała: „Niech nikt pod żadnym pozorem nie ściąga butów?!” Dlaczego?

Tu będzie potrzebny naturalistyczny opis: jej kotka wybierała sobie buty, do których się załatwiała. I wcale nie chodziło o śmierdzące sikanie… Z jakiego powodu futrzak decydował się na taki wyczyn? Jak wybierał ofiarę? Nigdy, niestety, nie ustalono. Ale podobne „wypadki” może opisać wielu wyznawców kocizmu. Ich zwierzaki sikają w dziwnych miejscach: na dywaniku, na stosie prania, w łóżku…

Żeby jednak nie poprzestać na opowiadaniu kocich dykteryjek, ale spróbować znaleźć wyjście z takiej śmierdzącej, patowej sytuacji, o przyczynę takiego stanu rzeczy zapytałem Marcina Wierzbę, zoopsychologa. Wiem, że on akurat mierzył się już z niejednym takim dylematem:

Dlaczego kot nie załatwia się w kuwecie?

utworzone przez Zwierzdobry.pl: Maciej Sas i Marcin Wierzba

Rozwiń transkrypcję rozmowy

Złośliwość, wredota… Różne są cechy przypisywane kotom za to, że one w pewnym momencie, zamiast załatwiać się w kuwecie (jak robiły przez wiele miesięcy/lat), na przykład zesikają się u nas w łóżku albo na jakimś ładnym dywaniku. Z jakiego powodu one to robią, bo nic nie dzieje się przypadkiem?
Przede wszystkim wredota i złośliwość to określenia bardziej przypisane do ludzi niż do kotów czy innych zwierząt. Ja bym był daleki od nadinterpretacji zachowań zwierząt na sposób ludzki.

Celowo się tym posłużyłem, jak większość ludzi to robi (uśmiech).
Ludzie zgłaszają taki problem złośliwego, upartego albo wrednego kota, który nagle zapomniał, że potrafi załatwiać się w kuwecie. Takie zachowania zawsze wynikają z jakiejś zmiany, która nastąpiła w środowisku bytowania kota. To mogą być różne rzeczy: zmiana podłoża w kuwecie, podłoża, którego teraz kot nie akceptuje, więc załatwia się obok, albo nieregularne czyszczenie kuwety. Koty są zwierzętami bardzo czystymi i wrażliwymi na zapach. Jeżeli mają kuwetę brudną, wolą się załatwić obok. To może być problem niedostatku kuwet – zwłaszcza, gdy w domu jest więcej niż jeden kot. Zasada jest taka, że jeżeli mamy dwa koty, to dajemy im trzy kuwety (zawsze o jedną więcej niż mamy kotów).

Dlaczego?
Dlatego, żeby po pierwsze łatwiej było zachować czystość, a po drugie, żeby wykluczyć sytuację, w których jeden kot drugiemu będzie blokował dostęp do toalety – wolność wyboru kuwety. Wreszcie mogą to być zmiany wynikające z jakiś zdarzeń, które angażują emocjonalnie ludzkich członków rodziny, na które kot również emocjonalnie reaguje i daje sobie upust tych swoich emocji, załatwiając się w nietypowych miejscach lub wykonując jakieś nietypowe zachowanie.

A więc on chce nam coś powiedzieć?
On się dopasowuje do poziomu emocji, jakie go otaczają i reaguje na nasze emocje, chociaż nie rozumie ich powodu. Wreszcie może to być tak, jak to się często zdarza w okresie świątecznym – zbyt dokładne wysprzątanie mieszkania, zbyt dużo chemii. Kot, który miał oznakowane swoje terytorium, bo się poocierał policzkami o różne elementy mieszkania, nagle te znaki zapachowe traci.

To już nie jest jego mieszkanie nagle?
Nagle pod względem chemicznym to jest obcy teren i trzeba w związku z tym ten teren oznakować na nowo, żeby odzyskać poczucie bezpieczeństwa.

Mnóstwo pracy i mnóstwo niepokoju?
Tak jest. Jak już mówiłem, przyczyn może więc być bardzo dużo, ale to, że kot się załatwia w nietypowym miejscu, absolutnie nie wynika z jego złośliwości. On nam komunikuje coś i my musimy trochę czasu poświęcić i trochę się postarać, żeby znaleźć przyczynę i modyfikując albo elementy w otoczeniu, albo własne zachowanie tego kota, z powrotem jakby odzyskać mentalnie i doprowadzić do tego, że jemu wraca poczucie równowagi i bezpieczeństwa.

Przywrócić mu jego świat?
Tak jest.

Wobec tego, o czym mówisz, dochodzę do wniosku, że koty są bardzo wrażliwe na te rozmaite zmiany – to po pierwsze. Po wtóre, kiedyś mówiłeś mi, że koty są doskonałymi szpiegami – patrzą, co ludzie robią, doskonale wiedzą i dobrze by było, żebyśmy w pewnym stopniu przynajmniej my byli tak samo czujni w stosunku do nich.
Większość problemów z zachowaniem zwierząt wynika z tego, że my jesteśmy kiepskimi obserwatorami i kiepsko odczytujemy komunikaty, które wysyła kot albo pies, albo błędnie te komunikaty interpretujemy. Jeżeli zwierzę na wszelkie możliwe sposoby próbuje nam przekazać jakąś informację, a my jesteśmy na nią głusi i ślepi.

I mówimy tylko, że jest wredne albo złośliwe…
… to w zwierzaku narasta frustracja wynikająca z braku możliwości komunikacji. A to oznacza, że w którymś momencie energia, która się w nim gromadzi, musi być uwolniona w taki lub inny sposób. Wśród kotów mogą się zdarzyć sytuacje, w których te zachowania przerzutowe (bo tak się je fachowo określa) będą polegały na zjadaniu rzeczy niejadalnych, na ssaniu poduszek czy rogów pościeli, na załatwianiu się w nietypowych miejscach, na takim neurotycznym wylizywaniu futra, co się może skończyć samookaleczaniem, na uporczywych wokalizacjach. Możliwości jest tutaj bardzo dużo, ale wszystkie one wynikają z jakiegoś braku albo komunikacji z człowiekiem, albo możliwości realizacji różnych instynktów. To sikanie poza kuwetą, czy w ogóle załatwianie się poza kuwetą, też może być takim komunikatem, bo jeżeli kot jest w ciągu dnia zostawiony sobie, nikt się z nim nie bawi, nie zajmuje się nim (on żyje w swoim świecie tak naprawdę), to jest to sposób na zwrócenie uwagi. Co z tego, że człowiek niezbyt radośnie zwraca wtedy uwagę na kota? Ale zwraca i te osobniki, które będą bardziej wrażliwe, będą używały takiego sposobu.

A jeżeli my nie zwrócimy uwagi i czegoś nie zmienimy, to może być samonakręcająca się spirala?
Tak, wpadamy w błędne koło. Właśnie wtedy w poczuciu własnej bezradności przypisujemy zwierzętom (w tym wypadku kotom) cechy złośliwej małpy.

Albo człowieka.
To to samo (śmiech).

A to, co zawsze podkreślacie Ty i ludzie, którzy podobnie zajmują się zwierzakami zawodowo – że to, co się mądrze nazywa antropomorfizacją zwierząt jest głupie po prostu?
To jest głupie, bo nie możemy oczekiwać od kota czy od psa, że wytłumaczymy mu, co on ma robić albo czego nie – tak, jak byśmy tłumaczyli dziecku albo i innej osobie.

Pogadanka umoralniająca…
Tak. Nie działają takie metody, że bierzesz kota na kolana i mówisz mu pięć razy…

…„Słuchaj kot, teraz pogadamy!”
„Słuchaj kot, setki razy ci mówiłem, że masz się nie załatwiać poza kuwetą, a ty dalej to robisz, no !?” (śmiech)

W takim razie muszę się o coś zapytać, bo kiedyś już komuś coś takiego podpowiedziałem: „ Jeżeli nie wiesz, co zrobić, nie pytaj mnie, bo ja nie jestem zoopsychologiem. Zadzwoń do kogoś, kto się na zna na kotach”. Od razu byłem posądzany oczywiście o kryptoreklamę albo jakieś takie rzeczy, ale przecież to jest najrozsądniejsze rozwiązanie. Jeżeli nie wiem, jakimi kategoriami myśli kot i co chce powiedzieć, to lepiej po fachowca zadzwonić.
Zawsze tak jest lepiej. Podam przykład ludzi, którzy szukają w internecie porad medycznych i pytają znajomych na Facebooku, co oni mają zrobić, kiedy coś ich boli. To jest trochę jak bieganie po omacku …

Albo jak uczenie się pływania bez basenu.
Dokładnie. Nie rozumiem, dlaczego te osoby nie wpadają na najprostsze z możliwych rozwiązań, który polega na udaniu się do lekarza i sprawdzeniu, co im dolega.

W tym przypadku kota, który robi coś dziwnego, jest tak samo.
W tym wypadku kot, pies czy inne zwierzę, które wykazuje jakiekolwiek zaburzenie zachowań, z którym my nie możemy sobie poradzić i nie wiemy, jakie bodźce wywołują dany rodzaj zachowań, to mamy ludzi, którzy się na tym znają. Dobrze jest ich sprawdzić wcześniej, żeby z kolei nie wybrać się do kogoś, kto tylko udaje, że się na tym zna. Bo zawód zarówno instruktora szkolenia psów, jak i zoopsychologa jest zawodem nieregulowanym – każdy może się ogłosić specem od zachowania kota albo psa, niekoniecznie mając wiedzę i doświadczenie.

Skoro sam wywołałeś ten temat, to jeszcze powiedz, proszę, jak to sprawdzić? Zerknąć do internetu, gdzie mogę o sobie napisać wszystko… że jestem papieżem Franciszkiem?
Warto wypytać znajomych, którzy mają zwierzaki, wypytać lekarzy weterynarii, czy mogą polecić taką osobę, czy nie, czy znają kogoś sprawdzonego. Ja mam bardzo dużo klientów z lecznic weterynaryjnych, z którymi współpracuję. Warto też sprawdzić kwalifikacje zawodowe. Jeżeli ktoś przedstawia takie na swojej stronie internetowej i wynika z nich, że wiedza została zdobyta w ciągu weekendu, to nie jest to osoba godna zaufania. Taką wiedzę zdobywa bardzo długo, a doświadczenie jeszcze dłużej…

 

 

 

Sprawa jest niby prosta: zrozumieć to, co kot chce nam powiedzieć… A jeśli nie potrafię, warto poprosić o pomoc tłumacza kociego języka 🙂 Sam po podpowiedź Marcina czy innych znawców kociej i psiej natury sięgam często – dzięki temu w naszym niebiesko-czarnym stadzie żyje się znacznie łatwiej.

Miałem jeszcze wyjaśnić, dlaczego moje koty sikały uparcie do miski służącej za myjnię psich łap. Otóż (wstyd się przyznać…) uznały mnie za flejtucha – stwierdziły, że żwirek w kuwecie nie jest wystarczająco świeży. Kocia arystokracja nie będzie się pchała z futrzatymi łapami do czegoś takiego (ja uważałem inaczej, ale jakie to ma znaczenie… ).

Kiedy więc w wyparzonej kuwetce pojawił się nowy żwirek, łapy Berosława straciły wreszcie aromat kociego moczu. Ufff 🙂