Upalny dzień na wrocławskim Rynku. Idziemy z Berosławem na spotkanie. Ale że mamy jeszcze kilka wolnych chwil, skręcamy „na trzy gałeczki” do Lodów Barton w Sukiennicach (nikt nie kręci takich śmietankowych, jak fachowcy od Pani Ani Barton…). Wchodzimy jak zwykle – spokojnym krokiem. Ale spokojnie jest tylko przez chwilę:

– A co pan tu robi z tym psem?! – napada mnie jedna z klientek.

– To, co pani – psu zachciało się lodów, to weszliśmy – odpowiadam spokojnie.

– Ale on nie ma prawa tu być! Przepisy zabraniają! – wrzeszczy na mnie klientka.

Wszyscy patrzą zdziwieni – i personel, i liczni lodożercy. Bero kładzie się na podłodze przy ladzie i też wytrzeszcza oczy (słabo je widać, bo mu dredziochy zasłaniają), bo przecież byliśmy tu… wiele razy. I nikomu nie przeszkadzała jego obecność.

Czy sanepid zabrania?

Czy przepisy sanitarne rzeczywiście zabraniają wstępu z psem do: kawiarni, lodziarni, restauracji, pubu, baru (niepotrzebne skreślcie sami)? Takie słowa słyszę często w lokalach, do których testowo próbuję wejść. Zawsze najpierw pytam, czy pies z człowiekiem na smyczy są mile widziani. „Sanepid zabrania” – mówią nierzadko. Najczęściej w małych miejscowościach. Nic nie mam do nich – sam jestem z pochodzenia wieśniakiem.

Sprawdzałem to wielokrotnie. Teraz też. I zaręczam, że nic się nie zmieniło: nie ma przepisów sanitarnych, które zabraniałyby wejścia do lokalu z psem. Nie jestem obiektywny i coś knuję, bo mam psa? Dla spokoju ducha zapytałem o sprawę pana Witolda Paczosę, kierownika Działu Epidemiologii Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej we Wrocławiu. Oto, co odpowiedział:

– Nie ma jakichkolwiek przepisów, które by zabraniały wstępu do restauracji z psami.

I dodaje (dla mojego spokoju ducha), że gdyby jakiś nadgorliwy urzędnik chciał ukazać mandatem właściciela kawiarni za to, że wpuścił tam psa, w sądzie przegrałby sprawę natychmiast. – Po prostu, niektórzy właściciele lokali straszą klientów sanepidem, bo… tak jest im najwygodniej – wyjaśnia.

Owszem, pies nie może wejść do restauracyjnej kuchni. Ale po co miałby tam chodzić? Zresztą, mi też nie wolno, bo nie mam stosownej książeczki zdrowia.

Czym grozi dotknięcie zwierzaka?

Wysłuchałem pana Witolda z satysfakcją. Ale żeby mieć pewność absolutną, że pies niczym złym nie zagrozi klientom restauracji, zapytałem o sprawę profesora Andrzeja Gładysza, byłego kierownika Katedry i Kliniki Chorób Zakaźnych, Chorób Wątroby i Nabytych Niedoborów Odpornościowych Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. Pan profesor przez wiele lat był też konsultantem krajowym w dziedzinie chorób zakaźnych.

Co mi odpowiedział? – Prawdopodobieństwo zakażenia się czymś od takiego zwierzęcia jest podobne jak to, że zakazi nas nasz znajomy, z którym spotkaliśmy się w lokalu. Tu podaliśmy sobie ręce i zaczynamy coś jeść. A przecież nie wiemy, co ten człowiek chwilę wcześniej robił rękami…  tłumaczy profesor Gładysz. –  Jeśli więc nawet w kawiarni pogłaszczemy psa, wystarczy starannie umyć ręce i nic złego się nam nie stanie – dodaje z uśmiechem. Przy okazji głaszcze Berosława, bo spotkaliśmy się na kawie w restauracji Pod Gryfami (nikt nie straszył sanepidem, a Bero szybko dostał michę z wodą).

Oczywiście, właściciel lokalu ma prawo odmówić nam wstępu ze zwierzęciem , bo nie lubi psów i nie życzy sobie ich u siebie. To jego święte prawo (jeśli na dodatek nie lubi zarabiać na psiarzach) ! Nie może jednak tłumaczyć się złymi przepisami i strachem przed krwiożerczym sanepidem.

Wszystko jasne? Prawie…

Przygotuj psa na wyjście do knajpy

Wyjaśniliśmy już sobie nasze prawa, ale w tej sytuacji mamy też obowiązki: pies zabrany przez nas na kawę musi wiedzieć, jak się zachować, żeby nie przeszkadzać nikomu. I że nie wolno mu nikogo nie nękać, kiedy jego właściciel wyjdzie do toalety albo zapłacić rachunek. – Musi znać komendy „waruj” i „zostań”, żeby nie chodził po restauracji. Nie może zaczepiać gości lokalu czy zjadać czegoś ze stołu. Tego wszystkiego trzeba zwierzę nauczyć – tłumaczy Marcin Wierzba, zoopsycholog i psi szkoleniowiec.

Zanim pierwszy raz poszliśmy z Berosławem zażyć „światowego życia”, musiałem go nauczyć kilku ważnych zasad. Jak na psa pasterskiego przystało, szybko załapał, o co w tym chodzi. Mówię o tym, bo każdy może to zrobić. Jak? To podpowiem Ci już niebawem.

Historia pewnej randki

Kiedy piszę o tym, przypomniała mi się zabawna historia sprzed kilku lat. W wolnych chwilach wpadaliśmy z Berem do nieistniejącej już kawiarni Pożegnanie z Afryką na ulicy Kiełbaśniczej we Wrocławiu. Poszliśmy też któregoś letniego dnia. Bero tak, jak miał w zwyczaju, od razu wskoczył do „budy”, czyli pod ławeczkę. Po chwili zauważyła to para siedząca dwa stoliki dalej: piękna dziewczyna i jej wysoki, przystojny partner. Ona się uśmiechnęła, on się nastroszył. I to bardzo.

– Jakim prawem pan tu wszedł z psem? Sanepid zabrania! Ten zwierzak mnie pogryzie! Poza tym jestem uczulony! – krzyczał.

– Do naszej kawiarni można wchodzić z psami – wtrąciła się szybko Kasia, właścicielka kawiarni.

Ale nielubiący psów Romeo miał dość: zerwał się, uśmiech zniknął z twarzy, a pojawiła się złość. Poszedł zapłacić rachunek.

Do nas podeszła jego piękna Julia. Schyliła się, pogłaskała Berosława.

– Proszę się nie gniewać. To straszny histeryk… Pięknego ma pan psa. Jak mu na imię? – zapytała, promiennie się uśmiechając.

Goście wokół zarechotali, patrząc na Romea, który właśnie wrócił, miotając wzrokiem gromy w naszą stronę. To, że mylił się w sprawie przepisów, można mu darować. Ale nie wiedzieć, że kobiety lubią psy? Karygodne…

A Ty zabierasz Twojego psa, gdy umawiasz się na kawę ze znajomymi? Miewacie kłopoty z wejściem do kawiarni czy restauracji? Napisz o tym w komentarzu.