Masz kłopoty z nawiązywaniem nowych znajomości? Nie przejmuj się – jest na to świetny sposób: musisz mieć psa. Kot też jest dobry, no ale on rzadziej wychodzi z domu. A to istotne w tym przypadku. Jak masz psa i wyjdziesz z nim na spacer, od razu znajdzie się ktoś, kto będzie chciał z Tobą pogadać. I opowiedzieć Ci coś o sobie. Nawet takie rzeczy, których mówić nie powinien, a Ty nie powinieneś o tym wiedzieć…

Spacer z psem i z wyznaniami

Historia nie jest świeża, ale zalega mi w głowie jak stare ciuchy na dnie szafy. Jakiś czas temu „patrolowaliśmy” z moim psem zabójcą Berosławem (zabójca, bo to zabójczo przystojny Italianiec, a poza tym zabija w okrutny sposób: zalizuje każdego na śmierć!) wały nadodrzańskie gdzieś na wrocławskich Karłowicach. Po chwili zrównaliśmy się z panią, która mieszkała przy wale. Akurat wyprowadzała na spacer swojego niespełna rocznego wyżła weimarskiego. Jak się wabił? Nie pamiętam. Ale nie to jest najważniejsze.

Psiak był wulkanem energii. Po standardowym powitaniu psiarzy, a więc: „O, jaki piękny!”, „Pani pies również”, „A czy to się czesze? Czy on śmierdzi?” itd., przyszła pora na poważniejsze tematy. Pani wyznała, że nie wie, jak sobie poradzić z psiakiem – energia go roznosi: niszczy buty i meble, ucieka, poluje na wszystko. A nikt w domu nie potrafi sobie z tym poradzić.
– Jak rozumiem, pani mąż jest myśliwym, skoro macie takiego pięknego psa myśliwskiego? – zagadnąłem niezbyt rozsądnie.
– A skąd! Nikt w rodzinie nie poluje – odpowiedziała nowo poznana koleżanka.
– Aha, czyli na pewno dużo biegacie i prowadzicie bardzo aktywne życie? – nie dawałem za wygraną.
– Nie, jesteśmy domatorami – przyznała.
– To dlaczego wybraliście wyżła? Od zawsze chcieliście mieć takiego?
– Nigdy o tym nie myślałam. Byłam u znajomych. Zobaczyłam szczeniaki. Tak mi się spodobały, że od razu kupiłam jednego.

Kolejnych pytań nie zadawałem – to się mogło źle skończyć…

Czy na pewno mogę (i muszę) mieć kota albo psa?

Jak moja rozmówczyni wpadła na pomysł sprowadzenia pod swój dach wyżła? Nie potrafię powiedzieć. Tak sobie myślę… Ale żeby nie było, że się mądrzę, bo mi intuicja coś podpowiada, zadzwoniłem do eksperta – zoopsychologa, psio-kociego szkoleniowca Marcina Wierzby (to numer 1 na mojej osobistej, zupełnie subiektywnej liście zoopsychologów).
– Czołem. Powiedz mi, jak mądrze się przyszykować do wprowadzenia pod dach zwierzaka: kota albo psa – poprosiłem.

Marcin zaczął bez zająknięcia – tak, jakby czekał na moje pytanie (intuicja? dar prorokowania?). Właściwie zrobił wykład. Bardzo ciekawy. Streszczam pierwszą część:

„Zamierzacie mieć psa czy kota? Przede wszystkim trzeba zrobić naradę rodzinną i zastanowić się wspólnie, czy wszyscy chcą mieć zwierzę. Jeżeli jest osoba, która tego nie chce (łącznie z dziećmi), trzeba wysłuchać jej argumentów, przedyskutować je i dopiero potem pójść o krok dalej.

To ważne, bo jeśli ktoś tego nie chce, to nie będzie potem sprawował opieki nad zwierzakiem w sposób odpowiedni. Potem trzeba się zastanowić nad wieloma rzeczami: czy zwierzak ma być rasowy, czy może też być mieszańcem; może być kupiony, czy chcemy go adoptować; z jakiego źródła pies (albo kot) ma pochodzić; czy to będzie zwierz młody czy stary; wybieramy suczkę czy samca, kotkę czy kocura”.

Kanapowiec czy stróż?

Dlaczego płeć jest taka ważna? Choćby dlatego, że sterylizacja suczki jest o wiele droższa niż samca. – Bywa, że ważne jest też to, jakie zwierzak ma mieć umaszczenie. To może wynikać z historii opieki nad jakimś zwierzęciem z przeszłości. Wiele osób chce mieć zwierzaka przypominającego pupila, który już zmarł. Zawsze to odradzam, bo się przenoszą oczekiwania – chcemy, by nowy pies czy kot robił to, co ten, którego mieliśmy kiedyś – tłumaczył zoopsycholog.

Jak dodał, arcyważny jest też poziom energetyczny zwierzęcia, a więc to, czy nasz wymarzony psiak wymaga bardzo dużej aktywności ruchowej (jak nieszczęsny, demolujący dom wyżeł z początku tej opowieści), umiarkowanej czy niewielkiej. Od tego będzie bowiem zależało też to, w jaki sposób ta potrzeba ruchu będzie zaspokajana i czy w ogóle rodzina jest w stanie ją zaspokoić. A więc jeżeli są to ludzie aktywni, powinni wybrać psa aktywnego, a jeśli prowadzą bardziej osiadły tryb życia, powinni wybrać takiego, który ma potrzebę ruchu jak najmniejszą.

Jeżeli są to ludzie aktywni, powinni wybrać psa aktywnego, a jeśli prowadzą bardziej osiadły tryb życia, powinni wybrać takiego, który ma potrzebę ruchu jak najmniejszą.

Kolejna sprawa to poziom socjalności, a więc gotowości do nawiązywania pozytywnego kontaktu z ludźmi i z innymi zwierzętami. To wynika po części z predyspozycji rasowych, ale też z usposobienia konkretnych zwierząt. – Najpierw musimy się zastanowić, czy chcemy mieć psa, który lgnie do wszystkich, czy takiego, który przywiąże się do rodziny, a obcych będzie trzymał na dystans – tłumaczył Marcin Wierzba. – Wszystko zależy jeszcze od tego, w jakim celu tego psa chcemy mieć: czy jako zwierzę towarzyszące (wtedy ten poziom socjalności powinien być wysoki), a jeżeli ktoś szuka takiego, który ma pilnować posesji, to szukamy psa o niższym poziomie.

Jak pokonać kryzysy?

Na liście trudnych pytań, jakie warto sobie zadać przed wyborem zwierza domowego, nie może też zabraknąć tych związanych z sytuacjami kryzysowymi. Co się stanie ze zwierzęciem, gdy: wyjedziesz na wakacje, trafisz na długo do szpitala, pies zachoruje, więc trzeba go długo i kosztownie leczyć? Albo: kiedy rozstaniesz się z partnerką/partnerem, gdzie trafi zwierzę?

Lepiej o tym pomyśleć, zanim się psa sprowadzi pod swój dach, niż walczyć później o niego w sądzie. Ani to tanie, ani przyjemne… A co się stanie z psem czy kotem, jeśli podejmiesz decyzję o wyjeździe z kraju? Co z nim będzie, kiedy umrzesz (daj Ci Boże 130 lat życia!)? Kto się nim zaopiekuje?

Mówiąc krótko, wypada się zastanowić, czy i w jaki sposób będziesz sobie umiał/umiała poradzić z opieką nad psem (a może kotem) w sytuacjach trudnych.

Czy mnie stać na psa/kota?

Emocje buzują – wiadomo. Ale w czasie takiej rodzinnej narady dobrze jest okiełznać je i zapytać się wprost: czy stać mnie na zwierzę (tak samo, jak się zastanawiamy nad tym, czy nas stać na drogi, zagraniczny urlop)? Czy wystarczy nam pieniędzy na opiekę nad zwierzęciem? Trzeba brać pod uwagę nie tylko karmienie, szczepienia i zabiegi pielęgnacyjne, czy – od czasu do czasu – kupienie nowej zabawki. To również rozmaite wypadki losowe: coś złego stało się psu albo uszkodził czyjąś własność, albo kogoś pogryzł.

– Na Zachodzie bardzo popularnym rozwiązaniem jest stworzenie osobnego subkonta dla psa (tam się odkłada pieniądze na wypadek takich sytuacji) i dodatkowe ubezpieczanie się od odpowiedzialności cywilnej. W Polsce też to już funkcjonuje – podpowiada zaprzyjaźniony zoopsycholog.

Fachowiec potrzebny od zaraz

Strasznie tego dużo – masz rację. Ale nawet jak już wszyscy w Twojej rodzinie odpowiedzą pozytywnie na wszelkie pytania (a jest ich znacznie więcej niż tylko te powyżej przytoczone) i wiecie, że chcecie mieć psa (kota), zostaje jeszcze jeden trudny problem: jak wybrać tego odpowiedniego? Pojedziemy do hodowli i wybierzemy tego szczeniaka, który przybiegł do nas pierwszy? A skąd wiesz, że to dobre? W tej sytuacji warto poprosić o pomoc eksperta, czyli behawiorystę, zoopsychologa, szkoleniowca (jak zwał, tak zwał…).

Ten po pierwsze pomoże w odnalezieniu dobrej hodowli. – Owszem, one się reklamują, mają swoje strony internetowe. Warto jednak, by ktoś, kto się na tym zna, zweryfikował te informacje: zobaczył, porozmawiał z hodowcą, sprawdził, jak ta hodowla funkcjonuje – mówi wrocławski zoopsycholog. – Jak już wybierzemy hodowlę (jeśli zdecydowaliśmy, że to ma być pies rasowy), to się wybiera psa. A jeżeli nie jest to zwierzę z hodowli, tylko z domu tymczasowego, fundacji czy ze schroniska, warto pojechać tam kilka razy, zastanowić się, który zwierz jest odpowiedni. Dobrze też wziąć go na spacer, zobaczyć, jak reaguje na świat zewnętrzny poza boksem. Jak funkcjonuje w towarzystwie kilku obcych sobie osób i jak się zachowuje, gdy się mija się z jakimś psem. To są bardzo istotne sprawy – wyjaśnia znawca psiej psychiki.

Marcin przyznaje, że coraz częściej ludzie proszą o taką pomoc – zarówno jego, jak i innych, znanych mu behawiorystów.

Uff, udało się. Masz spokój? O nie, to zaledwie dobry początek! Teraz pora na staranne wychowanie – zarówno szczeniaka, jak i małego kota. – Jest cała masa różnych czynności (to dotyczy głównie psów), które mają doprowadzić do tego, żeby zwierz nie stanowił problemu w przestrzeni publicznej. A za to jest odpowiedzialny właściciel. Jeżeli nie potrafi wychować psa samemu, ma do dyspozycji psie szkoły. Tyle że to oczywiście kosztuje. Ale jeszcze więcej kosztuje rozwiązywanie problemów behawioralnych, jakie wystąpią, gdy się popełni błędy na początku – podkreśla znawca psich zwyczajów.

I dodaje, że im więcej wysiłku i pieniędzy zainwestujemy w zwierzę na początku życia z nim pod jednym dachem, tym mniej będzie kosztowało jego utrzymanie później.

Jak szkolić psie dziecko? O tym powiemy następnym razem – już niedługo. Obiecuję.

A jak to jest z kotem?

Czy to dotyczy również kotów? Po części tak – one też mają swoje potrzeby, ale jest łatwiej, bo – jak tłumaczy Marcin Wierzba
– w obrębie tego gatunku zróżnicowanie jest mniejsze niż u psów. Potrzeby ogólne są dla wszystkich podobne: kot musi mieć możliwość realizacji instynktu łowieckiego, więc trzeba się z nim bawić. Musimy mu rozbudować przestrzeń pionową, żeby mógł się wspinać i skakać. Wbrew obiegowym opiniom, trzeba mu też poświęcać czas: pielęgnować go i systematycznie dbać o jego zdrowie.

– Tu psy i koty mają wspólny mianownik (poza przestrzenią pionową niezbędną do życia…). Podobnie jak w przypadku psów, będą bardziej i mniej socjalne. Wszystko zależy od tego, jak długotrwały miały kontakt z człowiekiem na etapie wczesnego rozwoju, czyli bycia kociakiem. Dlatego odradzam ludziom adopcje kotów, które zostały odłowione ze środowiska naturalnego z miejskiego ekosystemu – przestrzega zoopsycholog.

Dlaczego jego zdaniem koty miejskie nie nadają się do życia w ludzkim mieszkaniu? Bo były wychowywane przez matkę i kontakt z człowiekiem miały raczej urywany – poza momentami karmienia przez społecznych opiekunów kotów. – To są koty wolno bytujące, których miejscem życia jest ekosystem miejski, a nie dom. Poza tym zachowanie takiego zwierzęcia jest zupełnie odmienne od kota bezdomnego – ludzie często je mylą.

Na czym polega różnica? Kot bezdomny to taki, który z jakiegoś powodu utracił właściciela: zgubił się, został porzucony. Ale to zwierzę, które będzie szukało pomocy u ludzi, jeśli od początku miało z nimi kontakt.

Ten wolno żyjący nie podejdzie do człowieka. Przyjdzie, kiedy ktoś karmi koty, np. na ogródkach działkowych. Ale raczej nie będzie lgnął do człowieka, szukał z nim kontaktu – zje i pójdzie dalej. Będzie się stopniowo przyzwyczajał do karmiciela i do niego zbliżał, bo ma do niego interes. Ale do innych – nie. Takie zwierzęta można oswoić, ale na pewno nie będą to dobre koty towarzyszące, koty domowe.

Ja wysłuchałem zoologicznego wykładu z przyjemnością. Wy, jeśli dotarliście do tego miejsca, mam nadzieję, że też. A jeśli macie zwierzęta domowe, napiszcie w komentarzu, jak je wybieraliście. Czym się kierowaliście, podejmując decyzję: chcemy, by właśnie ten żył z nami?

Żałuję tylko, że właścicielka szalonego wyżła nie znalazła choć kilku minut, by się dowiedzieć tego, co my już wiemy. Może wtedy zamiast wyżła, kupiłaby sobie pluszowego labradora w sklepie z zabawkami. I nikt by na tym nie ucierpiał.