Całe mieszkanie jest moim łóżkiem – taką zasadę wyznaje mój bergamski przyjaciel, Bero. Kiedy siedzę przy komputerze, tak jak w tej chwili, gdy piszę te słowa, leży obok mnie. W nocy śpi na kocyku, ale po chwili przenosi się pod okno, do kuchni, a potem do łazienki…

Owszem, miał kiedyś swoje posłanie. Przez chwilę. Nie zamierzał jednak z niego korzystać w sposób dogmatyczny. A że mieszkanie wielkie nie jest, posłanie trafiło w końcu do bardziej go potrzebujących.

Berosław ma od tamtej pory „ścielone łóżko” tam, gdzie w tym tygodniu ma ochotę spać. Teraz, jesienią, a potem zimą często układa się koło łazienki, bo tam podłoga jest… najcieplejsza. Pod kafelkami biegną rury z ciepłą wodą.

Koty? Mają tak samo. Podejrzewam, ze nauczyły się od najstarszego w stadzie psa pasterskiego (w jego przypadku zamiast „owczarek” celniejsze jest słowo „kociarek”, bo owce widuje rzadko, a koty zagania regularnie…).

A jak to powinno wyglądać w idealnych warunkach? Czy psu i kotu potrzebne jest własne, prywatne posłanie? A jeśli tak, to w jakim celu? Rozmawiałem o tym z Marcinem Wierzbą, znanym Ci już z mojego blogu zoopsychologiem, psim i kocim szkoleniowcem:

Legowisko dla psa i kota

utworzone przez Zwierzbodby: Maciej Sas i Marcin Wierzba

Do tego, co mówił Marcin, trzeba dodać jeszcze jedną wskazówkę: zwierzęcy azyl powinniśmy usytuować w miejscu, które nie leży na ruchliwych, domowych ścieżkach, a więc np. na środku drogi z pokoju do kuchni. Zwierz musi mieć szansę na odrobinę spokoju. Kącik pod schodami czy w rogu mieszkania będzie idealny. tak jak Kala na zdjęciu poniżej.

W końcu pies i kot to też nasi domownicy. Niech więc i oni mają czasem możliwość odizolowania się od reszty stada. I przemyślenie różnych dylematów…

A czy Twój zwierz ma swoje legowisko? Czy chętnie chowa się na nim? Podziel się swoją opowieścią w komentarzu 🙂

Fot. Arkadiusz Majdanik