Kolorowe sny, odprężenie, spokój. Było naprawdę pięknie. Do godziny 2:15 w nocy. Potem Bubusław zaczął drapać w drzwi łazienki, gdzie sypia (nie, nie całkiem dobrowolnie…). Po 10 minutach stwierdził, że to stanowczo za mało: trzeba jeszcze wydrzeć niebieską mordkę, żeby człowiek nie miał jakichkolwiek wątpliwości. I rzeczywiście nie miałem: postanowiłem znaleźć sposób na to, jak oduczyć kota nocnego życia.

Sterroryzowany nasypałem futrzakom po kilka chrupek. Na ten mizerny poczęstunek, a właściwie próbę zapłacenia okupu za odzyskanie świętego spokoju, moje domowe tygrysy zareagowały lekko pogardliwymi minami. Wiedziałem więc, że sprawa nie jest załatwiona raz na zawsze…

Po godzinie moje obawy się potwierdziły: Bubu walił w drzwi łazienki z siłą, jakiej nie powstydziłby się kibic Śląska Wrocław czule pozdrawiający bejsbolem i kastetem fana Zagłębia Lubin (kto woli może tu wstawić Wisłę i Cracovię Kraków czy ŁKS i Widzew Łódź).

Gumowa uszczelka w drzwiach zakończyła swój żywot. To samo obiecałem głośno kotom, ale moje słowa nie brzmiały chyba zbyt wiarygodnie – drapieżniki odpowiedziały zdwojonym hałasem…

Spać się chce, więc w końcu wypuściłem obie niebieskie łajzy (bo Blue też włączyła się do akcji), wypłaciłem im resztę okupu, który został natychmiast schrupany. I postanowiłem szukać pomocy u eksperta. Zwłaszcza że – jak słyszę od znajomych kotolubów – kocie ciągotki do nocnego życia to norma.

O przepis na skuteczną terapię zapytałem zaprzyjaźnionego, zaufanego eksperta, zoopsychologa Marcina Wierzbę:

Jak oduczyć kota nocnego życia

utworzone przez Zwierzdobry.pl: Maciej Sas i Marcin Wierzba

Rozwiń transkrypcję rozmowy

Masz pomysł, w jaki sposób oduczyć koty życia nocnego? Bo one, w przeciwieństwie do mnie, wolą życie nocne. To znaczy: w dzień się wyśpią, a nad ranem chętnie by się pobawiły…
To rzeczywiście problem, bo kot z definicji jest zwierzęciem (gatunkiem), który największą aktywność wykazuje o zmierzchu i o świcie – z przyczyn naturalnych. Aczkolwiek jeżeli zapewnimy im odpowiednią dawkę ruchu, odpowiednią dawkę interakcji z człowiekiem w ciągu dnia, czyli innymi słowy zmęczymy je i fizycznie, i umysłowo, mamy szansę, że pośpimy spokojnie bez kota, który skacze po nas bądź biega po domu.

Jeżeli zapewnimy im odpowiednią dawkę ruchu, odpowiednią dawkę interakcji z człowiekiem w ciągu dnia, czyli innymi słowy zmęczymy je i fizycznie, i umysłowo, mamy szansę, że pośpimy spokojnie bez kota, który skacze po nas bądź biega po domu.

Mówisz mi teraz, że powinienem budzić kota i męczyć go, mimo że patrzy na mnie jak na najgorszego zabójcę i okrutnika?
(uśmiech) To niekoniecznie tak, ale możesz zapewnić mu możliwość realizacji instynktów łowieckich w ciągu dnia, bawić się z nim, skłaniać go do różnego rodzaju aktywności. Można też, jeśli ktoś chce, wyprowadzać kota na spacer na smyczy. Trzeba mu dostarczać bodźców, które są potem porządkowane w trakcie snu.

Innymi słowy, jeżeli w ciągu dnia będzie miał dużo bodźców i dużo zajęcia, to tak samo jak my zmęczy się i w nocy powinien spać.
Jeżeli jest tak, że kot budzi się bardzo wcześnie i zaczyna się domagać uwagi i nam to przeszkadza, to najlepszą metodą jest ignorowanie tego, co on robi, a nagradzanie tych momentów, kiedy odpuszcza, jest spokojny.

W jakim sensie „nagradzanie”?
Wtedy poświęcamy kotu uwagę albo go karmimy. Ja miałem taki problem ze swoimi kotami. Na początku to nie był kłopot, bo wstawałem regularnie o 6. rano i od razu karmiłem jednego i drugiego kota. Jak zmienił mi się tryb pracy i mogłem w niektóre dni spać trochę dłużej, miałem koty, które skakały na drzwi sypialni o 6. rano – czy ja sobie życzyłem takiej pobudki, czy nie.

I nie robiły tego bez hałasu…
Robiły to z ogromnym hałasem! (śmiech) Oprócz skoków i dźwięków kota, który się obija o drzwi, próbując otworzyć klamkę, to były różnego rodzaju wokalizacje. W każdym razie koty były absolutnie zdegustowane tym, że ja śmiem zostać w łóżku dłużej. Co zrobiłem? Ustawiłem klamkę pionowo, bo jej zwyczajne położenie nie było żadną barierą – ją po prostu otwierały. Ustawiłem ją więc pionowo, stopery w uszy i czekałem, aż się koty uspokoją.

Co wtedy?
Wtedy wstawałem i je karmiłem. I stopniowo się udało ten czas nie tylko przedłużyć, ale doprowadzić do takiego stanu, kiedy jeden i drugi kot wiedziały, że mogą się domagać uwagi i jedzenia w momencie, kiedy ja odstawię kubek z kawą. Zrobiliśmy nowy rytuał poranny: „On wstaje – obserwujemy go. On się myje, ubiera – obserwujemy go. On robi sobie kawę – dalej go obserwujemy. On sobie spokojnie tę kawę wypija, odstawia kubek – a teraz drzemy ryje”!

Teraz możemy go spokojnie pomęczyć?
Tak, teraz możemy go pomęczyć (śmiech). I tak przeżyliśmy ze sobą 21 lat…

Twój kot tyle miał, kiedy zmarł?
Obydwa moje koty – to było rodzeństwo. Jeden odszedł troszkę wcześniej, drugi – później. Ale żyło nam się bardzo wygodnie.

Muszę dopytać, bo tak na dobrą sprawę to, o czym powiedziałeś, to jest porównywalna metoda do tego, co się robi z psami: nagradza się je za ich dobre zachowanie.
To jest taka sama metoda, jakiej się używa w pracy ze wszystkimi zwierzętami, które mają mózg – z ludźmi też.

(śmiech) To nie zawsze działa, ale możesz mieć rację. Przynajmniej w przypadku ludzi nie zawsze działa…
Porównajmy zachowanie kotów z sytuacją w ludzkim świecie: mamy kobietę, która jest na spacerze z dzieckiem. Docierają do cukierni. Dziecko tupie, wyje i histeryzuje, bo ono TERAZ i właśnie DOKŁADNIE TERAZ chce mieć kupiony słodycz jakiś. Jeżeli matka ulegnie i kupi, to dzieciak się uczy, że te wszystkie wcześniejsze zachowania skutkują uzyskaniem tego, co się chce uzyskać. Jeżeli matka zignoruje takie zachowanie, a nagrodzi odmienne, gdy dzieciak się wyciszy, uspokoi, kiedy w ogóle będzie można dotrzeć do niego (w przypadku ludzi często pomagają rozmowy) i dzieciak zrozumie swój błąd, to może dostawać nagrodę za zachowanie kompletnie odmienne.
Ze zwierzakami jest identycznie. Jeżeli mój kot jest hałaśliwy i hałasuje tylko po to, by zwrócić na siebie moją uwagę i to mu się uda, to mam kota, który się uczy, że należy robić jak najwięcej hałasu, bo wtedy osiąga się to, czego się potrzebuje.

Jeżeli mój kot jest hałaśliwy i hałasuje tylko po to, by zwrócić na siebie moją uwagę i to mu się uda, to mam kota, który się uczy, że należy robić jak najwięcej hałasu, bo wtedy osiąga się to, czego się potrzebuje.

Wystarczy mieć dużo cierpliwości…
Tak. W przypadku kotów, tak jak mówiłem, warto pomyśleć o nich trochę jak o drapieżnikach, które z racji tego, że są drapieżnikami nie będą czuły się szczęśliwe bez możliwości realizacji instynktów łowieckich. Niektóre koty wychodzące robią to w naturalny sposób, bo polują na gryzonie czy na ptaki.

Ale większość tych domowych, miejskich nie ma takiej możliwości. Muszą więc swoje intynkty zaspokajać inaczej.
To prawda, większość tych domowych, miejskich nie ma szans na polowanie. W związku z tym istotne rzeczy, o których już kiedyś rozmawialiśmy, to jest rozbudowanie przestrzeni pionowej w domu, wstawienie różnych półek albo wież wspinaczkowych, albo pochowanie jakichś smakołyków w różnych miejscach – tak, żeby zwierzak musiał rozwiązywać problemy (czytaj: myśleć), aby uzyskać to, czego potrzebuje. Niedawno pojawiły się na rynku bardzo dobrze zaprojektowane zabawki dla kotów. Są to zabawki, które reagują na dotyk.

Na czym polega zabawa nimi?
Kot dostaje powiedzmy pluszowego ptaszka z piórami naturalnymi. Jak go trąci łapą, słyszy świergot ptaków. Jak go poruszy mocniej – słyszy inny świergot ptaków. Czyli jest to zabawka, która stymuluje na wiele sposobów – dotykowo (bo z różnych elementów jest zrobiona) i dźwiękowo. Kot, który lubi polować, będzie zachwycony tego typu gadżetem.

Będzie się bawił, realizował i… męczył, tak?
Właśnie tak. One się szybko nauczą, że jeżeli się nie dotyka, to zabawka nie piszczy, więc trzeba dotykać! A jak trzeba dotykać, to trzeba grać w hokeja, łapać do pyska takie zabawki, nosić je gdzieś…

Idealna rzecz do zmęczenia zwierzaka i cieszenia się spokojem w nocy…
To prawda. Pomóc może też sama zmiana sposobu karmienia, czyli zamiast podawania jedzenia z miski, ukrywanie tego jedzenia w różnych miejscach w domu. Już to jest dobrym sposobem na uruchomienie zachowań łowieckich. To mogą być proste rzeczy, za które wcale nie trzeba płacić: tekturowe rolki po papierze toaletowym można posklejać ze sobą, zrobić z nich jakąś bryłę. Do niektórych rurek można powkładać coś, co kot lubi i zawiesić tę konstrukcję na sznurku – tak, żeby zwierzak musiał się troszkę pogimnastykować, by wydobyć smakołyki.
Inny przykład: pudełko po chusteczkach higienicznych. Jeżeli jego rogi wysmaruję czymś atrakcyjnym dla kota, to on będzie musiał wkładając łapę do dziury w pudełku mocno się pogimnastykować, żeby wydobyć ten koci pasztet czy cokolwiek tam mu schowamy. Mamy dzięki temu i aktywność fizyczną, i aktywność umysłową, i aktywność, która sama się nagradza, ponieważ my nie dajemy jedzenia z ręki, ale kot jest szczęśliwy z tego powodu, że wydostał smakołyk i rozwiązał problem. I dostaje podwójne wzmocnienie. No bo sam coś upolował…

 

Wnioski z tego są jednocześnie proste i niemiłe dla właściciela „kotków”, czyli dla mnie:

  1. Zacznij się, leniwcze, zajmować treningiem kotów (również dla ich zdrowia fizycznego).
  2.  Jak nie poświęcasz kotom czasu, nie narzekaj, tylko cierp.
  3.  Pogadanki umoralniające z kotem nic nie dają…

Idę więc zaraz po koci pasztet i pudełko chusteczek higienicznych. I będę wymyślał zabawy dla kotów.

Jeśli masz jakieś cenne podpowiedzi, chętnie wykorzystam. I podzielę się nimi z innymi Czytelnikami Zwierzadobrego.pl – podpowiedz je w komentarzu 🙂