Z jakiego powodu Twój zwierz traktuje Cię jak… kość? Dlaczego Ty nie powinieneś traktować go jak małego ludzika? I jak sprawić, że wreszcie przestanie hałasować, gdy ktokolwiek obcy pojawi się w domu? To wszystko wyjaśnia Jacek Gałuszka, psi szkoleniowiec, behawiorysta, założyciel szkoły Wesoła Łapka.

Chcę Cię dziś prosić o pomoc w rozwiązaniu konkretnego problemu z psem. Pani Małgorzata napisała do Zwierza Dobrego tak o kłopotach ze swoim psem: „ To pies ze schroniska, wiek: 3-4 lata, z nami od 2 lat. Groźnie szczeka, gdy ktoś wchodzi do domu, nawet domownicy. Do osoby spoza kręgu domowników, za których uważa mnie, męża i nasze dzieci – mojej mamy już nie, choć mieszka w tym samym domu, ale piętro niżej. Do obcych podchodzi, szczekając, najeżona, z wysuniętą groźnie głową. Nigdy nie zaatakowała nikogo, ale trudno ją uspokoić”. Skąd się to bierze i jak psa (a właściwie suczkę)  tego oduczyć?
Najprawdopodobniej mamy tu do czynienia albo z agresją obronną, albo z agresją ze strachu. Dzieje się tak wtedy, gdy pies traktuje swojego przewodnika lub cała jego rodzinę jak swoją własność, której musi bronić. Rola właścicielki jest mniej więcej taka, jak kości…

Chcesz powiedzieć, że właścicielka zbudowała relacje z psem nie tak, jak trzeba?
Chcę powiedzieć, że właścicielka jest kością dla swojego psa, który broni jej przed obcymi.

To nie brzmi dobrze…
Nie brzmi, to prawda. Niestety, często jest tak, że jeśli pozwalamy psu na przejęcie kontroli (w różnym zakresie), to on zaczyna również kontrolować aktywność człowieka. Dzieje się tak, bo on stara się zrobić coś, żeby się poczuć bezpiecznie w świecie, w którym żyje.

Opanować przestrzeń wokół siebie?
Opanować przestrzeń, wprowadzić jakieś zasady. Bo jeśli zasady obowiązują, pies czuje się bezpieczniej.

Człowiek nie wprowadził zasad, więc ja, pies, wprowadzę swoje…
Tak, jeżeli ty nie potraktujesz psa jak psa, to on ciebie potraktuje jak psa. Albo inaczej: jeśli potraktujesz twojego psa jak człowieka, to pies potraktuje cię jak psa…

Jeżeli ty nie potraktujesz psa jak psa, to on ciebie potraktuje jak psa. Albo inaczej: jeśli potraktujesz twojego psa jak człowieka, to pies potraktuje cię jak psa…

Wniosek z tego płynie taki: trudno to zmienić. Ale czy jest to możliwe?
Przerwanie tego może zająć – tak myślę – jakieś 5-10 sekund…

Teraz mnie lekko zaskoczyłeś…
(uśmiech) Ale zmiana nawyków związanych z tym może zająć kilka miesięcy. Dlatego że pies potrafi bardzo szybko dostosować się do otoczenia, w którym żyje. Jest istotą społeczną, jeśli więc wie, jakie zasady obowiązują w danym środowisku czy w danej relacji, to on natychmiast je zaakceptuje. I to nie trwa tygodniami – zwierzak nie ma na to czasu, dla niego bycie w grupie oznacza przetrwanie. Czuje to instynktownie.

Liczy się „tu i teraz”?
Tak. Natomiast najczęściej nawyki ludzi, które doprowadziły do tych problemów, z jakimi się teraz zmagają, są zakorzenione w nich samych. A zmiana nawyku człowieka to ciężka praca, trwająca niekiedy długie miesiące. Wystarczy komuś powiedzieć, żeby przestał palić – wiesz, co to oznacza… (śmiech).
Czasami się zdarza, że pies, który sprawia problemy, zmienia dom (bo ktoś go już nie jest w stanie ogarnąć, więc oddaje zwierzę innej osobie). I w nowym domu ludzie mówią: „Przecież to jest fantastyczny pies! Czego wy od niego chcecie? Nie ma z nim żadnych problemów!” Bardzo często to słyszę, gdy się bierze psa ze schroniska, gdzie on przysparzam kłopotów, a w nowym domu nie ma żadnych problemów. Albo bywa tak, że ktoś wziął zwierzaka i go oddał do schroniska, bo nie mógł sobie z nim poradzić, a nowy właściciel mówi, że to jest idealny pies! No ale sytuacja w drugą stronę też się zdarza…

Kłopoty wynikają więc z tego, że trzeba z takim zwierzęciem odpowiednio postępować?
Człowiek najczęściej traktuje psa niepoważnie. A zwierz potrafi się za to „zemścić”, bo on nie lubi być tak traktowany.

Mówisz o wprowadzeniu przez psa własnych obyczajów tam, gdzie nie wprowadził ich człowiek?
Właśnie tak, bo taka jest psia etykieta: musi być jakiś porządek. Jeśli więc ten porządek wprowadza człowiek, zwierzę bardzo chętnie się do tego zastosuje. Jeśli natomiast ludzie tego nie zrobią, to wtedy ustawia wszystko po swojemu.

Jak w tej konkretnej, opisanej przeze mnie przed chwilą sytuacji, powinna postąpić właścicielka nerwowej suczki?
Krótka ścieżka do poprawy sytuacji jest taka, że należy psu postawić granicę, czyli: człowiek nie powinien być dla niego dostępny przez cały czas, kiedy tylko pies sobie wymyśli, że ma na to ochotę.

Co więc zrobić z psem, który drze się wniebogłosy, gdy tylko ktoś obcy pojawia się w domu?
Przede wszystkim w ogóle nie zaczynamy od tego, bo to jest tylko objaw. A nam chodzi o wyeliminowanie przyczyny. To tak samo, jak w sytuacji, gdy przychodzisz do lekarza i pokazujesz mu: „Doktorze, mam taką krostkę na skórze”. A wtedy lekarz zapisuje ci maść na krostkę. Tymczasem okazuje się, że powodem tego jest poważna choroba, która dotyczy całego organizmu. A krostka była tylko objawem… Tak samo jest w tym wypadku z psem – działa tu (jak to sobie nazywam) prawo naczyń połączonych: jak zmieniasz jedną rzecz, zmieniają się też wszystkie pozostałe. A więc uporządkowanie relacji w domu oznacza przejęcie przez człowieka kontroli nad zasobami takimi, jak na przykład: jedzenie (żeby żarcia nie było cały czas w psiej misce), zabawki (żeby zwierz nie miał do nieustannej dyspozycji pudła z zabawkami, które przynosi w pysku i wymusza zabawę), przestrzeń (czyli właściciel, który ma prawo odmówić, gdy pies zaczepia go łapą, zmuszając do zabawy czy głaskania). Większość właścicieli posłusznie wykonuje polecenia psa – bierze zabawkę i mu rzuca albo się z nim szarpie, bo piesek ma ochotę.

A to błąd, jak rozumiem?
Błąd, bo trzeba zrobić odwrotnie. To samo dotyczy zasad związanych z powitaniem: człowiek idzie do psa i zaczyna go całować albo głaskać po faflach. A tak właśnie robią szczenięta, kiedy proszą o opiekę!

Czyli my zachowujemy się jak szczenię, które podchodzi do dorosłego psa…
…prosząc go o opiekę i wsparcie. A potem oczekujemy, że będzie respektował nasze polecenia… Jeszcze jedna taka sytuacja: podchodzimy do psa, bo „jest taki słodki” – żeby go przytulić i pogłaskać. Albo wpuszczamy go na kanapę, oglądamy film, jednocześnie głaszcząc go jak kota. To też nie jest normalne, dlatego że psy tak nie robią. Tylko matka wylizuje szczenięta w ten sposób. Po drugie zaś miejsce, w którym siedzi człowiek, jest bardzo znaczące, więc pies natychmiast zaczyna to rozumieć jako nadanie mu nadzwyczajnych przywilejów i uprawnień. Zdaję sobie oczywiście sprawę, że to, co mówię, brzmi jak teoria dominacji. Ale musimy pamiętać o tym, co w 2014 roku napisał James Serpell...

Podchodzimy do psa, bo „jest taki słodki” – żeby go przytulić i pogłaskać. Albo wpuszczamy go na kanapę, oglądamy film, jednocześnie głaszcząc go jak kota. To też nie jest normalne, dlatego że psy tak nie robią. Tylko matka wylizuje szczenięta w ten sposób. Po drugie zaś miejsce, w którym siedzi człowiek, jest bardzo znaczące, więc pies natychmiast zaczyna to rozumieć jako nadanie mu nadzwyczajnych przywilejów i uprawnień.

A kim jest ten pan – możesz wyjaśnić?
To etolog z Uniwersytetu Pensylwania, jeden z najważniejszych autorytetów, jeśli chodzi o udomowienie i etologię psów, autor takiej ogromnej bazy
C-BARQ, gdzie są zebrane setki tysięcy ankiet z całego świata dotyczących relacji pies – człowiek. Na tej podstawie razem z zespołem przeprowadził mnóstwo badań porównawczych dotyczących różnych zachowań. Napisał na ten temat artykuł, w którym czytamy, że wilki kooperują ze sobą, natomiast psy ustalają linearną hierarchie dominacji. Nie jest więc prawdą, że w świecie psów nie występuje dominacja, jak głosi część ludzi zajmujących się szkoleniem psów. Liczba przypadków dotyczących pogryzienia dzieci czy dorosłych, obcych ludzi jako skutek rywalizacji psów o ważne dla nich zasoby świadczy o tym, że takie zaprzeczanie faktom nie prowadzi do dobrych efektów. Trzeba więc po prostu tak ustawić z psem relacje, by on wiedział, że jest psem, a nie człowiekiem, czyli że jego miejsce w grupie nie jest tak samo ważne, jak człowieka. Nie oznacza to oczywiście wymuszania jakichś zachowań siłą, czy bicia psa, ale po prostu przejęcie kontroli nad dostępem do ważnych zasobów w sposób dyplomatyczny i łatwy do zaakceptowania przez psa.

Nie robimy z niego człowieka i pokazujemy, że nie on ustala zasady – dobrze to zrozumiałem?
Musimy mu pokazać, że tu obowiązują moje reguły. To on mieszka w moim domu, a nie ja w jego budzie. To dotyczy również spacerów, a więc człowiek wcale nie musi podążać za pieskiem tam, gdzie on akurat chce, a więc obsikać każdy krzaczek, oponę każdego samochodu i każdą latarnię. Tylko że trzeba nauczyć psa podążania za człowiekiem. To bardzo fajnie widać u nas w szkole Wesoła Łapka na zajęciach z socjalizacji: puszczamy psy ze smyczy i co one wtedy robią? Idą za swoim człowiekiem – bez smyczy! Blisko się trzymają, chodzą z ludźmi, a ci są zdziwieni: „Jak to: mój pies idzie za mną? Blisko? Na luzie?” No tak, bo to jest u psów zachowanie instynktowne.

Pokaż mi jeszcze drogę od chwili, gdy zaczynamy zwierzęciu odbierać zagarniętą przez niego przestrzeń do momentu, gdy przyszli do domu goście i pies już nie drze na nich japy.
Nie bardzo jest szybka i łatwa droga do tego, by pani Małgorzata była w stanie zmienić to, co jej w tej chwili przeszkadza. To wymaga długiej, cierpliwej, konsekwentnej pracy. Natomiast to, co może od razu zrobić, to zająć się wszystkimi rzeczami, o których wcześniej mówiłem: zasadami związanymi z jedzeniem, z miejscem (czyli z włażeniem na meble), z powitaniem, całowaniem psa i z zabawą. To należy natychmiast uporządkować. Trzeba też psa nauczyć komendy „Nie!”. Ja to robię w ten sposób: mam psa (oczywiście w spokojnych warunkach), biorę coś do jedzenia, kładę na ziemi i mówię: „Nie!”. Jak pies próbuje to jedzenie podnieść, ja jestem szybszy i je zabieram. I powtarzam tę czynność – kładę jedzenie i mówię: „Nie!”, kiedy zwierz chce zjeść. Od czasu do czasu mówię: „Weź!” i go tym częstuję. Nie chodzi mi o to, żeby wybudować za dużą frustrację, bo w końcu mnie użre. Daję mu więc z ręki, mówiąc: „Weź!”.

Ale dostaje poczęstunek wtedy, gdy Ty chcesz.
Owszem. A potem znowu kładę, mówię: „Nie!”. I zabieram. Po paru powtórzeniach, jak pies słyszy „Nie!”, to się cofa. Wtedy dostaje nagrodę: „Weź!”. Mogę go nauczyć tej komendy w ten sposób, a potem wykorzystać ją na przykład w sytuacji, gdy wchodzą do domu goście. Oczywiście pies musi wtedy być na smyczy. Nie cierpię sytuacji, kiedy zwierzę biega sobie luzem, a goście czują się sparaliżowani strachem, bo „piesiu” ich obszczekuje ze wszystkich stron. Tak nie może być! A więc przede wszystkim bierzemy psa na smycz. Najlepiej byłoby też zmienić sposób wprowadzania gości, a więc gospodarz wychodzi ze zwierzem przed mieszkanie czy nawet przed dom. Tam się witamy z gośćmi i wchodzimy razem. Pies cały czas musi być na smyczy!

Nie cierpię sytuacji, kiedy zwierzę biega sobie luzem, a goście czują się sparaliżowani strachem, bo „piesiu” ich obszczekuje ze wszystkich stron. Tak nie może być! A więc przede wszystkim bierzemy psa na smycz. Najlepiej byłoby też zmienić sposób wprowadzania gości, a więc gospodarz wychodzi ze zwierzem przed mieszkanie czy nawet przed dom. Tam się witamy z gośćmi i wchodzimy razem. Pies cały czas musi być na smyczy!

Chyba warto byłoby to przećwiczyć kilka razy…
Oczywiście. I wcale nie muszą w takich ćwiczeniach uczestniczyć zaproszeni goście. Mogą to być koledzy, którzy nam w tym pomogą. I również nigdzie nie jest powiedziane, że ludzie przychodzą do psa – oni przychodzą w gościnę nie do zwierzęcia, ale do ludzi! Nie ma więc w tym nic złego, jeśli piesiu będzie w tym czasie przebywać w klatce albo w innym pokoju.

Albo leżeć spokojnie w kącie.
Tak, może nawet zostać tam przywiązany. I dostać coś do obgryzania, żeby miał co robić w tym czasie. Podsumujmy: pies jest na smyczy, witamy się z gośćmi przed wejściem do mieszkania (bo zwykle drzwi wejściowe są tą barierą, która sprawia, że pies dostaje szału – wychodzę więc przed nie, zmieniam rytuał). Jeśli pies próbuje szczekać w czasie powitania, mówię mu: „Nie!”, bo wcześniej to przećwiczyłem. I chwalę go, jeśli zachowywał się w tym czasie spokojnie.
Oczywiście nie wiem, jak dokładnie wygląda ta sytuacja u pani Małgorzaty. Jednak są takie psie nerwusy, które szczekają, bo się boją. „Intruz” pojawił się w domu, a zwierz szczeka ze strachu przed nim. W takiej sytuacji pomaga czasami rozsypanie smakołyków. Rzecz jasna do tego pies musi być głodny, bo to się nie uda, jeśli jest najedzony. Kiedy rozlega się dzwonek do drzwi czy domofon, rozrzucam na podłodze przygotowane wcześniej smakołyki. Pies zaczyna je zbierać, a jednocześnie kojarzy dźwięk dzwonka z czymś przyjemnym, niezagrażającym mu i ma się czym zająć. Czymś, co nie jest związane z obskakiwaniem i obszczekiwaniem ludzi.

Właścicielkę szczekliwego stwora czeka więc sporo przemyślanej, konsekwentnej pracy. Wydaje mi się też, ze warto by sięgnąć po wsparcie fachowca – behawiorysty…
Tak, to chyba najlepsze rozwiązanie. Z praktyki wiem, że jeśli ja coś powiem, ludzie usłyszą coś innego, a zrobią w domu coś jeszcze innego. Nie jesteś przecież w stanie również wyszkolić psa tylko na podstawie książki, bo nie możesz sobie wyobrazić, jak wyglądają różne ćwiczenia i mieć wystarczającą wiedzę, żeby to powtórzyć. Dlatego zwrócenie się do specjalisty, który ma pojęcie, co i jak zrobić, jest zawsze krótszą drogą do celu.

Ilustracja: Pixabay.com.pl