Nie znoszę polityki. Żadnej. Nie lubię, gdy mnie szufladkują: „Jesteś czerwony!”. „Nie, on jest niebieski!”, „Ożesz Ty w mordę, on jest żółty!” A ja mam to w… sami wiecie, gdzie.

Po co więc o tym mówię, skoro mnie to tak irytuje? Bo zasady z naszej durnej (od wielu lat) polityki udzielają się też w czasie rozmów na tematy zwierzęce.

Byłem niedawno na wielkich targach zoologicznych w Łodzi z moim przyjacielem, Robertem. On poszedł szukać tego, co go ciekawi, a ja ruszyłem w swoją stronę.

Przypadkowo „wdepnąłem” w środek żywej dyskusji: jak w jedynie słuszny sposób żywić kota. Kto ma największą rację wśród wszystkich racji, a kto jest jest absolutnym, ignorantem, idiotą i głupcem… Pewna pani mówiła, że tylko dieta naturalna, BARF. Wszystko inne jest gorsze od arszeniku. Przedstawiciel znanej firmy handlującej porządną (jak sądzę) karmą wyjaśniał natomiast, że oferowany produkt na pewno nie zabija zwierząt. I przekonywał nerwowo do swoich racji. Nie wiem, jak skończyła się ta burzliwa, dwuosobowa debata. Czym prędzej pomknąłem dalej…

Po kilku dniach, chcąc się dostać do jednej z kocich grup dyskusyjnych na Facebooku, zobaczyłem ankietę, która kazał wypełniać administrator. Jego strona, jego zasady – normalne. Ale gdy sie dowiedziałem, że muszę zadeklarować: tak, uważam, że jedynie słusznym sposobem żywienia jest domowa karma, a wszystkie suche to trucizna, odpuściłem sobie. To już sekta. A tych nie lubię – tak, jak polityki…

Ale chowanie się za firanką nie sprawi, że zniknę. Jak więc to jest z karmieniem kotów? Postanowiłem sięgnąć po opinie prawdziwego eksperta. Umówiłem się na rozmowę z doktor Agnieszką Kurosad, lekarzem weterynarii, dietetykiem zwierzęcym, pracownikiem naukowy Katedry Chorób Wewnętrznych z Kliniką Koni, Psów i Kotów Wydziału Medycyny Weterynaryjnej Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu (uwielbiam tę długą nazwę – na końcu nie pamiętam, co było na początku…).

Najpierw porozmawialiśmy o żywieniu psów – przekonanie ich do konkretnego menu jest łatwiejsze. Koty jakie są wie każdy ich wielbiciel… Mój przyjaciel Bubusław, widząc karmę, która mu nie odpowiada, obraca się, patrzy na mnie wymownie (z nieukrywaną pogardą), a potem zakopuje „te świństwa”. Co prawda nie ma w czym, bo w domu nie ma żadnej ziemi, ale symbolicznie wystarczy…

Z dr Kurosad rozmawiałem już, jak pamiętasz, o odchudzaniu otyłych psów i kotów. Teraz postanowiłem się dowiedzieć, czy jest jakiś sposób żywienia „najlepszy z najlepszych”:

Jak żywić kota

utworzone przez Maciej Sas i dr Agnieszka Kurosad

Jedynie słuszna koncepcja? Nie znalazłem takiej. Nie istnieje. Masz dylemat, co będzie najlepsze dla Twojego kota? Zawsze warto poprosić o poradę dietetyka weterynaryjnego – sporo takich ekspertów jest już w Polsce. Skorzystanie z ich usług to dobry sposób na dopasowanie sposobu karmienia do potrzeb Twojego „tygrysa”.

Chyba że futrzak będzie innego zdania. W takim wypadku nie zostaje nic innego, jak wywiesić biała flagę i podać kochanemu sierściuchowi to, co mu zawsze smakowało… 🙂

Czy Twój kot toleruje zmiany menu? I jak go do tego przekonujesz? Podpowiedz w komentarzu 🙂

Ps Oczywiście czosnek, który (jak widzisz na zdjęciu) tak zaintrygował moją wścibską Blue, nie nie nadaje się na idealną, kocią przekąskę. Co więcej, mocno szkodzi zdrowiu zwierzaków domowych.