Mamo, tato: kupcie mi króliczka! Nie trzeba z nim wychodzić jak z psem, nie drapie jak kot. Będzie fajnie!

Kochają swoją córeczkę, więc kupili jej wymarzonego stworka. Potem żyli długo, zgodnie i szczęśliwie…

SKŁAMAŁEM! Nie było długo. Ani zgodnie. A już tym bardziej szczęśliwie… Takich historii (prawdziwych) mogę przytoczyć kilka.

Skąd się królik wziął wśród psich i kocich spraw, o jakich opowiada Zwierz Dobry? Po pierwsze to też dobry zwierz (rym przypadkowy mi się przydarzył…). I inteligentny.

Po drugie i najważniejsze zainspirował mnie mój guru w sprawach dziecięco-wychowawczych, czyli blog Tylkodlamam.pl, a raczej jego autorka – Ania Jankowska.

– Napisz coś o królikach. Rodzice często kupują je dzieciom, a wszyscy mało o nich wiedzą. I szybko taki zwierz się nudzi – trudno było odmówić takiej prośbie. Postanowiłem się dowiedzieć, co zrobić, by królik mógł żyć z nami szczęśliwie jako zwierzę do towarzystwa. I jak mądrze dbać o królika.

O królikach (przyznam bez fałszywej skromności) wiem sporo – moi rodzice je hodowali. Nie dla towarzystwa bynajmniej… Ale nie jestem przecież wielkim znawcą.

Po chwili przypomniało mi się jednak, że mam takiego na miejscu, we Wrocławiu! To pan doktor Tomasz Piasecki z Katedry Epizootiologii z Kliniką Ptaków i Zwierząt Egzotycznych Wydziału Medycyny Weterynaryjnej Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu.

– Dzień dobry. Wyjaśni Pan, co tak naprawdę królikowi jest do szczęścia potrzebne? – zapytałem przez telefon.

– Dzień dobry. Chętnie, zapraszam! – odpowiedział z uśmiechem lekarz zajmujący się zdrowiem zwierząt egzotycznych (również gadów, płazów, ptaków i fretek).

Poszedłem, porozmawiałem, nagrałem, spisałem. Nie ma się co mądrzyć: kto ma królika albo zamierza go do domu sprowadzić, niech przeczyta albo posłucha. To są wieści z pierwszej ręki. Lepszych nie będzie…

Jak dbać o królika

utworzone przez Zwierzdobry.pl: Maciej Sas i dr Tomasz Piasecki

Rozwiń transkrypcję rozmowy

To jest swego rodzaju moda: część rodziców wymyśliła, że królik będzie idealnym zwierzęciem dla ich dziecka, no bo taki milutki, ładny, delikatny. Poza tym nie wymaga wyprowadzania jak pies, nie jest szalony jak kot, czyli nikogo nie podrapie. No i kupują te króliki, a potem są z tym problemy. Czy błąd tkwi w założeniu, czy w tym, że nie potrafią się obejść z tym zwierzęciem?
Myślę, że po części chodzi i o jedno, i o drugie. Z samego założenia zwierzę często jest kupowane dla dziecka. Wiadomo, że pies jest dużym obowiązkiem (co najmniej 3 razy dziennie trzeba wyjść z nim na spacer). Kot – zwierzę długo żyjące, zwierzę również wymagające jakiegoś absorbowania ludzkiego czasu. No i pojawiają się zamienniki tego wszystkiego.

Pomysły, czym zastąpić kota i psa?
Tak, czym zastąpić. I dodatkowo jeszcze, żeby to było coś mniejszego i delikatnego, bo to dla dziecka…

No a królik spełnia (przynajmniej teoretycznie) te oczekiwania w 100 procentach: mięciutki, delikatny, niegroźny. Ale to wszystko chyba tylko pozory?
No tak. Dodatkowo jeszcze decydujemy się na niego, bo z bajki go znamy, więc tym bardziej. No i pojawia się królik. Niestety, największy błąd, jaki jest popełniany, to zakup „zwierzęcia dla dziecka” (to nie jest błąd sam w sobie –uważam, że to nawet bardzo fajna rzecz), ale błędem jest scedowanie na dziecko wszystkich obowiązków związanych z opieką nad królikiem. Czyli rola rodzica bardzo często sprowadza się tylko do tego, że wyciąga pieniądze, kupuje zwierzę, a dziecko niech sobie z nim radzi. I tu jest cały ambaras…

Pierwszy ambaras jest taki, że aby się zajmować czymkolwiek albo kimkolwiek, to trzeba wiedzieć cokolwiek na ten temat. A królik, jak powiedzieliśmy, jest dość tajemniczym zwierzęciem, jeżeli o ludzi i ich na ten temat wiedzę.
Na pewno nie jest to pies ani kot, więc to pierwsze różnice już są. Królik wymaga swojego, innego jedzenia. I my znowu mamy takie nawyki i przyzwyczajenia, bo jeżeli byśmy tak pierwszą lepszą osobę zapytali: „Czym się karmi psa?”, no to półki się w sklepach uginają od różnych pokarmów. Kupujemy sobie jakieś jedzenie, kupujemy również dla psa. Wsypujemy mu do miski i jest święty spokój.

W najgorszym przypadku jakiś kawałek mięsa i coś jeszcze i wystarczy…
A w przypadku królika popełniamy banalnie prosty błąd: wszyscy byśmy chcieli mieć jedzenie fastfoodowe, jedzenie kompaktowe, jedzenie prosto z kartonika. I to daje się w wielu przypadkach u ludzi uzyskać, podobnie u psów i kotów. Aczkolwiek dzisiaj też jest moda, czy nawet zalecenia, żeby jednak dochodzić to takiego naturalnego karmienia, jak u wszystkich mięsożerców.

Czyli dawać im mniej przetworzone rzeczy?
Dokładnie tak. No i tu zahaczamy o królika: on jest typowym roślinożercą i naturalny pokarm dla niego to jest zielonka w formie świeżej, ewentualnie w formie wysuszonej, ale to jest cały czas zielonka! Królik powinien jeść świeżą trawę, świeże zioła, mniszek, babkę lancetowatą, babkę szerokolistną, gałązki z leszczyny, z wierzby, z brzozy, z drzew owocowych – powinien sobie korę z nich obgryzać.

On jest typowym roślinożercą i naturalny pokarm dla niego to jest zielonka w formie świeżej, ewentualnie w formie wysuszonej, ale to jest cały czas zielonka! Królik powinien jeść świeżą trawę, świeże zioła, mniszek, babkę lancetowatą, babkę szerokolistną, gałązki z leszczyny, z wierzby, z brzozy, z drzew owocowych – powinien sobie korę z nich obgryzać.

Po to, żeby zęby ścierać, czy nie o to chodzi?
Nie, to jest taki mit. Królik ściera zęby, jedząc zwykłą, soczystą trawę. Przy okazji ściera zęby. Nikt mu nie wiadomo czego nie daje w środowisku naturalnym w tym celu. Przecież wszystkie króliki pochodzą od królika europejskiego, dzikiego, który żyje na łące, który żyje w koloniach i pożywia się zielnym pokarmem. Jego przewód pokarmowy, jego zęby są stworzone do tego pokarmu. To jest pokarm z jednej strony najtańszy, bo idziemy na łąkę i go mamy za darmo. Ale oczywiście pojawia się masę wymówek, że coś tam przyniesiemy, że nie może być mokry, że coś innego… Tak naprawdę to są wyłącznie nasze wymówki, bo nam się po prostu nie chce iść na łąkę, żeby go nazrywać. A przecież w sklepie na półkach pokarmu jest pełno. Łatwiej jest iść wziąć pokarm granulowany dla królika czy jakieś ziarenka. Owszem, ale to jest pokarm zbyt wysoko energetyczny!

To, o czym Pan powiedział, czyli pójść w jakieś (może niekoniecznie przy drodze) miejsce i narwać trochę trawy, będzie o wiele zdrowsze dla królika, niż te rzeczy, które kupimy w sklepie?
Sto razy będzie zdrowsze, bo to jest jego naturalny pokarm. Oczywiście, on do tego musi być przyzwyczajony. To jest tak, że królik, który był od urodzenia karmiony tylko pokarmem przetworzonym, suchym i nagle mu damy masę zielonki, no to pewnie, że skończy się to zaburzeniami żołądkowo-jelitowymi. Ale jeżeli go przyzwyczaimy, tak się nie stanie – wystarczy kilka dni stopniowo wchodzić z tą zielonką, bo to jest jego naturalny pokarm.

Druga sprawa to zdrowie królików. One słyną z tego, że są dość delikatne, co nie zawsze bierzemy pod uwagę.
Większość chorób u królików jest związanych z ich dietą. I to jest problem. Zła dieta będzie generowała choroby, czyli wszelkiego rodzaju zaburzenia żołądkowo-jelitowe, biegunki. Już mamy pierwszy problem, który może się nawet skończyć śmiercią. W późniejszym wieku pojawiają się wszelkie zaburzenia związane z procesami chorobowymi dotyczącymi zębów królika. To są zęby stale rosnące, stale same się ścierają – nie to, że ktoś je musi obcinać królikowi. One się mają same ścierać, wtedy są właściwe. Jeżeli więc tu będzie zaburzenie, bo była zła dieta, zęby są powykrzywiane, bolące, no to cały królik staje się chory. Pojawiają się częste wizyty u lekarza, no i wtedy każdy się zastanawia, co z tym fantem zrobić.

W późniejszym wieku pojawiają się wszelkie zaburzenia związane z procesami chorobowymi dotyczącymi zębów królika. To są zęby stale rosnące, stale same się ścierają – nie to, że ktoś je musi obcinać królikowi. One się mają same ścierać, wtedy są właściwe. Jeżeli więc tu będzie zaburzenie, bo była zła dieta, zęby są powykrzywiane, bolące, no to cały królik staje się chory. Pojawiają się częste wizyty u lekarza, no i wtedy każdy się zastanawia, co z tym fantem zrobić.

A inne rzeczy związane ze zdrowiem królika – trzeba go szczepić? Trzeba kastrować, sterylizować?
Jak najbardziej! Są choroby wirusowe, podobnie jak i u psów i u kotów, przeciwko którym szczepi się, czyli stosuje się uodparnianie zwierząt w formie szczepionek. Jest myksomatoza, jest pomór królików typu pierwszego, typu drugiego – to są choroby wirusowe. Przeciwko nim musimy zwierzę zabezpieczyć odpowiednią szczepionką, bo te choroby szerzą się po pierwsze z owadami krwiopijnymi, po drugie – na zasadzie zarażenia kropelkowego (jeden od drugiego), zwłaszcza w dużych skupiskach, czyli w sklepach, hurtowniach. Jeżeli tam dojdzie do zakażenia, to wtedy mamy duży problem, bo bardzo często, niestety, te choroby kończą się śmiercią zwierzęcia. To jest ta zasadnicza opieka. Kolejna sprawa: odrobaczanie. Króliki miewają pasożyty i choroby pasożytnicze. I znowu: nie wszystkie są takie, jak u psa i kota, że tego pasożyta widzimy gołym okiem. Często mamy zarażenia pasożytami jednokomórkowymi – mikroskopijnej wielkości. To ich powinniśmy się u królika najbardziej bać i tu profilaktykę stosować odpowiednią.

A czy są choroby, które mogą się przenosić z królika na człowieka? Tego zwykle się mamy boją, kupując zwierzę swojemu dziecku.
Praktycznie nie ma takich chorób. Jest jedna – encefalitozoonoza. Ona mogłaby być zoonozą dla człowieka, ale tylko w przypadku, gdy mamy bardzo silnie uszkodzony układ immunologiczny. Wtedy mogłoby ewentualnie dojść do takiego zarażenia.

Ale potrzebne są, jak słyszę, bardzo wysublimowane warunki, więc raczej rzadko będzie się to zdarzało.
Tak, to jest raczej marginalny problem.

Zachowanie królicze – kiedy się decydujemy na sprowadzenie tego zwierzęcia pod nasz dach, myślimy sobie: „To będzie taki spokojniejszy, łagodniejszy pies/kot. Da się go więc pewnie wszystkiego tego samego nauczyć, będzie się podobnie zachowywał. Ale będzie spokojniejszy.” A to mit.
No oczywiście, że to jest mit. Po pierwsze, królik jest zwierzęciem lubiącym towarzystwo. On się bezpiecznie czuje wśród innych królików. Może nie jest zwierzęciem typowo socjalnym, żeby socjalizował się ze swoimi pobratymcami, ale lubi obecność innych królików, bo tak został ukształtowany przez tysiące lat w swoim środowisku naturalnym.

Taki instynkt stadny?
Rzeczywiście, to jest instynkt stadny, bo zwierz z tego ma realne korzyści. Jeżeli jest drapieżnik, no to, jeżeli jest nas więcej, to szybciej ktoś go wypatrzy i szybciej uciekniemy. Bo jeżeli jeden ucieka, to ja też uciekam. Jeżeli jestem sam, no to może mnie ten drapieżnik zajść od tej strony, z której ja go nie zobaczę i, niestety, przypłacę to życiem. Stąd pierwsza ważna rzecz: najlepiej by króliki były co najmniej dwa.

Byle nie innych płci, no bo z tego będziemy mieli potem dużo małych króliczków?
No tak, dokładnie. Ale mówimy o profilaktyce raz chorób wirusowych, a po drugie o profilaktyce rozrodu. Jeżeli chodzi o samiczki królika, wiadomo, że jeżeli kupujemy te zwierzęta do domu, to raczej nie z myślą ich rozmnażania.

A jak długo mogą żyć króliki – o to jeszcze nie zapytałem?
Żyją średnio od 5 do 8 lat. Ale w dobrych warunkach domowych są w stanie dożyć nawet 15 lat!

Żyją średnio od 5 do 8 lat. Ale w dobrych warunkach domowych są w stanie dożyć nawet 15 lat!

Czyli dokładnie tak samo jak większość psów.
Dokładnie tak. Wraz z wiekiem mogą się pojawiać różnego rodzaju zaburzenia. U samic po 3., a już po 5. roku życia bardzo często dochodzi do zmian nowotworowych związanych z układem rozrodczym. W związku z tym sterylizowanie samicy w okresie pierwszego roku życia jest zabiegiem profilaktycznym, który służy jej zdrowiu. Bo jeżeli nie wykonamy tego zabiegu, to gdy ta samiczka będzie miała 5-6 lat i wtedy rozwinie się nowotwór macicy, to ratunek dla niej jest o wiele trudniejszy, niż wykonanie tego zabiegu w wieku 1. roku.

O jeszcze jedną, szalenie istotną rzecz muszę Pana zapytać: o zachowanie, o behawior. Czy królika można nauczyć rzeczy takich, jak psa czy kota? Chociażby żeby aportował?
Na pewno nie jest to pies, więc królik bardzo słabo reaguje na przykład na swoje imię. To trudno wymusić od niego. Są takie króliki (jeżeli ktoś bardzo dużo czasu temu poświęci), że będą reagowały. Królik uczy się w pierwszej kolejności dwóch rzeczy, które ludzie szanują, przede wszystkim załatwiania się w jednym miejscu.

Czyli może się załatwiać w kuwecie?
Tak, siku robi w bardzo wysokim procencie tylko w kuwecie. I to jest do 90 procent, a nawet więcej, „celności”. On praktycznie ma to w instynkcie, bo w naturalnym środowisku one też mają miejsca, w których załatwiają zdecydowaną większość swoich potrzeb fizjologicznych.

Chociażby po to, żeby nie ujawniać swojego miejsca pobytu, prawda?
Choćby po to. A więc mają wybrany kąt, jeżeli są w klatce trzymane. Jeżeli zaś żyją na łące, to pod konkretnym drzewem i tam w większości chodzą siku. To jest ich toaleta. Tak samo będzie w domu: jeżeli kólik będzie miał dużą zagrodę i w kącie postawioną kuwetę, to praktycznie ponad 90 siku zrobi w tym kącie, gdzie jest kuweta. I tego się nauczy. Jeżeli zaś chodzi o załatwianie się, to jego odchody będą też gubione, bo króliczy przewód pokarmowy non stop produkuje. Są to suche odchody, w związku z tym nie jest to jakiś problem uciążliwy w mieszkaniu, bo to szybko można sprzątnąć i do niczego się nie przykleja.

No i nie są takie „aromatyczne” jak chociażby kocie, bo to nie jest mięsożerca…
Właśnie tak – tutaj ten zapach jest zdecydowanie mniejszy. Poza tym królik często cieszy się na widok swojego właściciela – on go kojarzy.

A więc się przywiązuje?
Tak, jeśli jest od małego wychowany, to przychodzimy do domu z pracy, królik widzi nas, radośnie biega, kręci ósemki pomiędzy naszymi nogami w te i z powrotem. Widać więc, że szuka kontaktu, chętnie by się poganiał. Gdyby zamiast człowieka przyszedł do niego drugi królik, no to pewnie by się ganiały jak szalone. Tego też się się uczy. Lubi czasami przyjść, wskoczyć koło nas na fotel, wersalkę, kiedy sobie oglądamy telewizję i możemy go sobie głaskać. On się wyciągnie i wtedy będzie grzecznie odpoczywał koło nas. Takich rzeczy się nauczy. Ale już chodzenie z królikiem na smyczy, czy na jakiś szeleczkach – tak, jak byśmy chcieli z psem chodzić, to nijak się ma do jego możliwości, bo to zwierzę się kompletnie do tego nie nadaje.

Jeśli jest od małego wychowany, to przychodzimy do domu z pracy, królik widzi nas, radośnie biega, kręci ósemki pomiędzy naszymi nogami w te i z powrotem. Widać więc, że szuka kontaktu, chętnie by się poganiał. Gdyby zamiast człowieka przyszedł do niego drugi królik, no to pewnie by się ganiały jak szalone.

Uczenie sztuczek też chyba nie wchodzi raczej w rachubę?
Jeżeli byśmy się bardzo uparli, jest to do zrobienia, bo każde zwierzę można czegoś nauczyć. Tyle że kosztem długiego czasu, dużej powtarzalności danego działania.

Taką rzeczą, z której część osób (myślę, że większość) nie zdaje sobie sprawy, kupując królika, a nie mając wiadomości na temat jego zachowania, jest też to, że królik to… szkodnik. Mówię o tym, że potrafi sporo rzeczy zniszczyć w domu i to inaczej niż pies i kot…
Królik kiedyś był zaliczany do gryzoni. Dzisiaj jest nazywany zajęczakiem – gdybyśmy do sprawy podeszli systematycznie. A skąd się biorą gryzonie? Gryzonie nawet od nazwy swojej rodzajowej „rodere”, to znaczy ogryzać, rodencja, więc lubi ogryzać wszystko. On brodą pociera elementy, bo na brodzie ma gruczołu zapachowe, a zębami coś tam sobie ciągle przygryza. Obgryzie nam kawałek drzwi, obgryzie kawałek tapczana, obgryzie coś tam jeszcze. I to znowu jest cecha osobnicza: jedne króliki niszczą bardzo dużo w domu, inne nie zajmują się tym wcale.

No ale jeżeli królik postanowi obgryźć kabel od telewizora, który jest pod napięciem, to będzie kłopot dla wszystkich…
Dokładnie tak.

A to chyba nie jest rzadkością, prawda?
To się zdarza, aczkolwiek częściej takie rzeczy robią gryzonie niż króliki. Częściej spotykamy się na przykład z szynszylami, czy ze szczurami, które są wypuszczane w domu i sobie biegają. I one częściej taką szkodę zrobią niż królik. Ale on też to potrafi zrobić i to, niestety, kończy się różnie… Na szczęście z mojej wiedzy i doświadczenia, lekarza pracującego już długo z tymi zwierzętami, zazwyczaj kończy się to poparzeniem. Ale czasami są tak duże zmiany w jamie ustnej królika, że jest to trudne do wyleczenia.

Trzeba go uśpić?
Czasami tak się to kończy – jeżeli są bardzo rozległe zmiany. Musimy więc tego unikać. Godząc się na takie zwierzę w domu, musimy zabezpieczyć tego typu elementy. To my musimy wyprzedzić myśleć za królika, zastanawiać się, jak on postąpi.

Czyli być adwokatem diabła? Pomyśleć za królika?
Można tak powiedzieć.

Jeszcze krótka rzecz na koniec tej kwestii: królik a inne zwierzęta. Czy ten zwierz potrafi żyć zgodnie z innymi? Czy pies i kot potrafią z królikiem żyć zgodnie pod jednym dachem?
Potrafią. Królik potrafi nawet sobie podporządkować inne zwierzęta, bo niektóre osobnikisą urodzonymi przywódcami.

Zadziorami?
Dokładnie tak. Potrafią sobie podporządkować psa, potrafią go przegonić, wygonić. Potrafią sobie poradzić również z kotem. Wszystko zależy od tego, na kogo on trafi. Czasami taki zadzior trafi na trochę silniejszego przeciwnika, który może się zdenerwować i to się może tragicznie skończyć – niestety dla królika. Wszystko zależy też, od jakiego czasu pojawia się królik, a kiedy było tamto zwierzę. Jeżeli obydwa są młode, zawsze będą zgodnie żyły. Trudne sytuacje zdarzają się wtedy, gdy jest na przykład już dorosły pies czy dorosły kot, które są drapieżnikami z natury. Nie ma, co ukrywać…

Potrafią sobie podporządkować psa, potrafią go przegonić, wygonić. Potrafią sobie poradzić również z kotem. Wszystko zależy od tego, na kogo on trafi. Czasami taki zadzior trafi na trochę silniejszego przeciwnika, który może się zdenerwować i to się może tragicznie skończyć – niestety dla królika.

…natury nie zmienimy.
Natury nie zmienimy. Instynkt myśliwego to znowu jest cecha osobnicza: jeden kot będzie bardziej łowny, a drugi – mniej. Jeden będzie nie będzie leniuchem, więc będzie się temu królikowi przyglądał, żeby go upolować, albo go będzie ignorował i wtedy królik sobie będzie biegał obok niego.

Z tego, o czym z Panem rozmawiam wynika – jak mi się wydaje – jedna puenta: zanim królika sprowadzimy po swój dach (tak samo jak w przypadku innych zwierząt), trzeba dokładnie poczytać, czego on potrzebuje, jakie ma potrzeby.
Powinniśmy zawsze zdać sobie sprawę z jednej rzeczy: zwierzę nie jest rzeczą! Zwierzę jest istotą żywą – tak samo jak my. W związku z tym, decydując się na żywą istotę w naszym otoczeniu, przez wiele lat to my musimy za nią odpowiadać. To my musimy temu zwierzęciu przynieść odpowiednie jedzenie, to my musimy wybrać to jedzenie. Ludzie często myślą: „Przecież on ma swój instynkt. Ja mu tu narzucam różnych rzeczy, a on wybierze sobie te najlepsze”. To jest nieprawda! Instynkt zwierząt działa tylko w środowisku naturalnym. Zwierzę traci instynkt w sztucznym środowisku. Jego tu nie ma, nie musi się przejmować instynktem, bo jeżeli błąd popełni w środowisku naturalnym, to płaci za niego życiem i tego zwierzęcia już nie ma. Nie popełni więc drugi raz tego samego błędu. W środowisku sztucznym, które ma w domu, może błąd popełniać wiele razy. Nam się wydaje, że on to robi dobrze, ale to będzie rzutowało na jego zdrowie. Jeżeli więc będziemy mu podawali zły pokarm, ale „króliczek to lubi” (na przykład dajemy mu ciągle tłuste orzeszki, rodzynki słodziutkie), on je uwielbia, więc ludzie myślą: „On wie, co jest dla niego dobre”. Nie, on nie wie, co jest dla niego najlepsze! To my musimy za niego pomyśleć, a żebyśmy pomyśleli, musimy o tym zwierzęciu poczytać, dowiedzieć się, czego potrzebuje.

Zanim więc kupicie królika, zastanówcie się, dlaczego właściwie powinien się zachowywać jak pies albo kot? To trochę tak, jak z młodym człowiekiem, który podejmuje decyzję, co będzie w życiu robić. Lubi śpiewać, ma talent. Ale mama chce, żeby został/została lekarzem. Tato widzi dla niego/niej karierę prawniczą. Nie chcesz się dostosować? Chcesz śpiewać? Zawiodłeś nas…

 

Fot. Pixabay.com