„Niech pan trzyma tego psa, on na pewno rzuci się na mojego! Tak na niego patrzy” – to zdanie w różnych wersjach słyszę od 12 lat często, przemierzając drogi i bezdroża z moim kudłatym przyjacielem Berosławem. On, jak to porządny pies pasterski, patrzy na wszystko (choć małe dzieci zwykle wrzeszczą: „Patrz mamo, ten pies nie ma oczków!”), widzi wszystko, obserwuje wszystko. Ale atakować? Bez sensu – to głupia strata energii.

Owszem, rzuca się do walki (w każdym razie robił to kiedyś, gdy był młodszy), gdy został zaczepiony przez innego samca. Kiedyś na nadodrzańskich wałach na wrocławskim Kleczkowie nawet omal nie wyeliminował na zawsze pewnego husky’ego, który próbował mu odebrać ulubiona piłeczkę. Szczęśliwie z zaciśnięciem zębów na krtani nieszczęsnego intruza czekał, aż pojawi się człowiek, czyli ja. Kiedy warknąłem na niego, szybko zostawił swojego przeciwnika. Ufff…

Mówię o tym dlatego, że psia agresja jest często wyolbrzymiana – nie każde warknięcie czy wyszczerzenie kłów oznacza chęć zabicia innego psa czy człowieka.

Kiedy więc się dowiedziałem, że Jacek Gałuszka, znakomity behawiorysta, założyciel szkoły Wesoła Łapka organizuje seminarium temu poświęcone we Wrocławiu, postanowiłem się przyjrzeć zajęciom. A tuż po ich zakończeniu z wyszczerzonymi kłamy dopadłem jacka (Berosław stał spokojnie obok, patrząc na mnie dziwnie…), by wypytać o psią agresję i sposoby radzenia sobie z nią:

Zapalniki agresji u psa

utworzone przez Zwierzdobry: Maciej Sas i Jacek Gałuszka

Rozwiń transkrypcję rozmowy

To, czym się zajmowałeś dzisiaj we Wrocławiu, to problem, z którym ludzie często sobie nie potrafią poradzić: psia agresja. Pewnie nie z każdą sytuacją można sobie poradzić, ale też wiele jest przyczyn, dla których tak się dzieje.
To znaczy temat brzmiał: „Zapalniki agresji”, czyli bardziej skupiałem się po pierwsze na takich sytuacjach, które prowokują zachowania agresywne u psów. Mówiłem też o czymś, co jest właściwie bardzo mało ograne, zbadane, a mianowicie o komunikacja agresywnej.

Co to znaczy?
No właśnie – nie każdy przejaw zachowania agresywnego jest rzeczywiście skierowany przeciwko życiu czy zdrowiu innego osobnika, tylko czasami pełni funkcję komunikacyjną. Jeżeli na przykład powiemy, że agresja to każde działanie, które nieprzerwane prowadzi do gryzienia, no to takie coś, jak warczenie czy kłapanie zębami, które nieprzerwane nie prowadzi do gryzienia, trudno nazwać zachowaniem agresywnym. Czyli jest to jeszcze bardziej po stronie komunikacji. Właśnie o tym trochę mówiłem w czasie tych warsztatów: w jaki sposób psy się w ten sposób ze sobą komunikują oraz o komunikacji proksemicznej.

Teraz to naprawdę strasznie trudnych słów użyłeś… Proszę, wyjaśnij. O co w tym chodzi.
Komunikacja proksemiczna dotyczy manipulacji przestrzenią. Psy są bardzo wrażliwe na swoją przestrzeń osobistą. Mają też przestrzeń społeczną.

Czyli swoją strefę intymną?
Tak, to strefa osobista, strefa intymna. Jeżeli ktoś bez zaproszenia wchodzi w strefę intymną psa, to może się spotkać po prostu z jego protestem. I ten protest bywa agresywny.

Jeżeli ktoś bez zaproszenia wchodzi w strefę intymną psa, to może się spotkać po prostu z jego protestem. I ten protest bywa agresywny.

Jak rozumiem, on się nasila w miarę tego, jak to, czego pies nie chce, zbliża się do niego.
Oczywiście, że tak. Możemy również, wykorzystując tę komunikację proksemiczną, wpływać na zachowanie psa, a więc albo mozemy go zdenerwować, albo uspokoić. Czyli możemy przerwać kontakt wzrokowy, możemy zwiększyć dystans, możemy rozluźnić mięśnie, pokazać psu, że nie jesteśmy zagrożeniem. Właśnie to wszystko było tematem dzisiejszego seminarium.

Powiedzmy o przykładach z życia, bardzo konkretnych. To są sytuacje dość klasyczne, z którymi najczęściej się zmagamy. I są też takie rzeczy, które najczęściej psy potrafią zirytować.
Podchodzenie do psa, który na przykład sobie siedzi ze swoim właścicielem, będąc na smyczy, podchodzenie na wprost, wyciąganie ręki, wpatrywanie się w tego psa, koniecznie chęć pogłaskania – jest przynajmniej kilka takich rzeczy, które mogą psa wyprowadzić z równowagi, zwłaszcza jeśli jest to osobnik, który szybko reaguje na bodźce. To też zależy od wielu czynników i od socjalizacji, od wychowania, od typu psa, od jego temperamentu, więc to wszystko trzeba brać pod uwagę.

A więc, jeśli jest to pies obcy, zakładamy przede wszystkim, że mogą się różne rzeczy dziać.
No właśnie! Wobec obcego psa trzeba się zachować znacznie bardziej grzecznie. Często porównuję to do tego, jak się zachowujemy wobec ludzi: nie rzucamy się obcej osobie na szyję na ulicy, ponieważ w najlepszym wypadku spotkalibyśmy się z kompletnym zaskoczeniem kogoś takiego, a w najgorszym – dostalibyśmy po pysku. I to jest… tyle (śmiech).

Wobec obcego psa trzeba się zachować znacznie bardziej grzecznie. Często porównuję to do tego, jak się zachowujemy wobec ludzi: nie rzucamy się obcej osobie na szyję na ulicy, ponieważ w najlepszym wypadku spotkalibyśmy się z kompletnym zaskoczeniem kogoś takiego, a w najgorszym – dostalibyśmy po pysku.

Psy mogą działać tak samo…
Oczywiście, że tak. Dlatego uważam, że takie nierespektowanie psiej etykiety z naszej strony jest po prostu niegrzeczne wobec psów, jest dla mnie wyrazem braku szacunku wobec innej istoty, która też ma niesamowicie bogate życie emocjonalne i która jest po prostu wyjątkową istotą. Taka właśnie jest pies.

Czyli pierwszą rzeczą spośród tych, o których mówimy, jest to, że tak naprawdę czasami psia agresja to natura i po prostu nie powinniśmy przekraczać pewnych dozwolonych w psiej etykiecie sytuacji?
John Fisher napisał, że pies jest psem – szczeka, warczy i gryzie. Jeżeli ma okazję tak się zachować, z pewnością to zrobi. Po prostu to jest część psiej natury! Zesztywnienie, czy nawet kłapnięcie zębami ze strony psa jest dla nas czymś absolutnie niedozwolonym i problematycznym. Tymczasem jest to część psiego języka! Tak samo, jak my w mowie potocznej używamy niekiedy na przykład wulgaryzmów – po to, żeby podkreślić znaczenie wypowiedzi – tak samo psy używają na przykład warknięcia, czy kłapnięcia.

To jest psi wulgaryzm?
Tak, to taki psi wulgaryzm. One mówią do człowieka: „Cholera, jesteś za blisko!”.

Dodajmy, że tak naprawdę nie każdy taki psi gest oznacza, że zwierz się od razu rzuci do zabijania innego psa czy człowieka?
Właśnie dlatego mówię o komunikacji – gdybyśmy mówili o rzeczywistych zachowaniach agresywnych, to ich celem jest wyeliminowanie zagrożenia, czyli ten pies powinien tak naprawdę się rzucić i zagryźć. Wtedy moglibyśmy rzeczywiście powiedzieć, że było to zachowanie agresywne, które już nie było komunikacją. Ale sygnały grożące są jakąś formą przekazu mówiącą, że pies chce zwiększyć dystans. Cały czas jest to w tej samej linii, jak na przykład tak zwane sygnały uspokajające, a potem są sygnały grożące. Atak następuje dopiero na samym końcu, kiedy pies po prostu często nie ma innego wyjścia. Ale – i tu jest to, o czym staram się zawsze mówić – podobnie, jak w świecie ludzi są tacy, którzy unikają konfliktów i tacy, którzy do nich dążą, bo ich to napędza. Tak samo jak w naszym świecie, tak i u psów zdarzają się pieniacze.

Tacy, co to nie będą ostrzegać?
Nie, raczej tacy, co nie będą unikać zwarcia. Oni szukają okazji do tego, żeby wdać się w awanturę.

Można tego psa oduczyć? Czy też się nie da, bo – tak, jak mówisz – to natura?
Można, ale trzeba znaleźć tak zwaną nagrodę funkcjonalną, czyli zbadać, jaki jest powód takiego zachowania: co pies dostaje poprzez to zachowanie. A następnie trzeba mu dać dokładnie to samo – pod warunkiem, że zachowa się nieagresywnie. I to właśnie ćwiczyliśmy w czasie dzisiejszych zajęć praktycznych, które częściowo widziałeś. Właściwie to widziałeś już taką fazę, kiedy te psy dość spokojnie i miło obok siebie chodziły, zajmowały się swoimi sprawami.

Ale wcześniej dużo się działo i tak naprawdę jest to dość długa, żmudna praca?
I tak, i nie – pies jest w stanie zmienić swoje nastawienie w ciągu krótkiego czasu, dlatego że taka jest jego natura. On się potrafi szybko dostosować do dynamiki grupy, do tego, co się dzieje, co jest potrzebne do przetrwania grupy jako całości. I to się dzieje szybko. Natomiast znacznie trudniej jest człowiekowi, dlatego że my mamy też swoje przyzwyczajenia, nawyki i zmiana nawyków człowieka nie jest tak szybka. Jeżeli nie wierzycie, to powiedz komuś „Rzuć palenie – przecież to proste!” (uśmiech).

To nie jest proste…
Tak samo jest w przypadku pracy z psem. Trudniej jest z nawykami człowieka, niż psa. Oczywiście, jeśli zwierzak jakieś nawyki sobie wypracowywał przez kilka lat, to też nie pozbędzie się ich w ciągu jednego treningu. Ale, jak ja to lubię powtarzać: Jak postanowiłem zostać kulturystą, nie wystarczy mi jeden trening na siłowni. Trzeba to robić po prostu systematycznie. Tylko trzeba wiedzieć, w którą stronę iść, żeby iść we właściwą.

Chcesz powiedzieć, że narzędzie do zmiany tej postawy psiej jest jasne i można to szybko zrobić, ale potem trzeba długo trenować, żeby to utrwalić
Oczywiście, że tak. I absolutnie nie wierzmy we wszystkie show, gdzie pokazują, że pies w ciągu jednego spotkania zmienia się całkowicie i już na zawsze zostanie taki naprawiony. To się tak nie dzieje! To jest po prostu show. Natomiast absolutnie możliwa jest zmiana, tyle że ona wymaga po pierwsze wiedzy na temat tego, co zrobić, odpowiedniej umiejętności, żeby to zrobić i czasu, cierpliwości, konsekwencji.

Absolutnie nie wierzmy we wszystkie show, gdzie pokazują, że pies w ciągu jednego spotkania zmienia się całkowicie i już na zawsze zostanie taki naprawiony. To się tak nie dzieje! To jest po prostu show. Natomiast absolutnie możliwa jest zmiana, tyle że ona wymaga po pierwsze wiedzy na temat tego, co zrobić, odpowiedniej umiejętności, żeby to zrobić i czasu, cierpliwości, konsekwencji.

Czyli oglądając jeden program 45-minutowy z trzema reklamami w telewizji nie uda nam się znaleźć klucza do psiej tej agresji i potem zmienić zachowania zwierzaka? Trzeba sięgnąć po umiejętności kogoś, kto się na tym zna?
Tak sobie myślę, że słuchając konkursu chopinowskiego nie nauczę się grać ballad Chopina. Po prostu – co tu więcej komentować (śmiech).

Trzeba sięgnąć po wiedzę kogoś, kto nas nauczy tego…
I spędzić wiele godzin na ćwiczeniach.

Jeszcze coś na koniec: zajmowałeś się takimi psami, które od skrajnej agresji doszły do takiego momentu, kiedy spokojnie przechodzą obok innych i nie mają zamiaru ich zamordować?
Tak, całkiem często. Nawet pamiętam jedną historię goldena, z którym pracowałem przez parę miesięcy, który mieszkał w ogóle w moim mieszkaniu. On miał na imię Gringo i jest zresztą blog cały temu poświęcony. Pies naprawdę wiele razy mnie gryzł i to bardzo mocno. Pracowałem z nim przez parę miesięcy. Później znalazł fajny dom i ślad po nim w ogóle zaginął. Ale po 8 latach właściciel tego zwierzęcia się do mnie odezwał. Zadzwonił, żeby mi powiedzieć, że jest mu bardzo przykro, ale Gringo właśnie zmarł, ale spędził te 8 lat swojego życia po prostu w fantastycznej rodzinie, miał do dyspozycji kawał pola, las, jakiś tam staw. Miał też psiego kumpla, z którym się bardzo lubili, dzieciaki, które z nim się bawiły, ludzi, którzy w ogóle nie mieli żadnych problemów z jego zachowaniem. Nigdy się nie zachowywał agresywnie, czyli można powiedzieć, że cała ta moja praca nie poszła na marne. I naprawdę – powiem Ci – że byłem wzruszony, oglądając zdjęcia, jakie mi ten człowiek przysłał właśnie z Gringiem wariatem, który nagle spędził wiele lat swojego życia jako szczęśliwy, normalny, zrównoważony pies. To była dla mnie naprawdę cudowna sprawa i wielka nagroda za te wszystkie pogryzienia, które musiałem doświadczyć (uśmiech).

A co zrobić, gdy psia agresja rzeczywiście da o sobie znać z cała mocą i dwa zwierzaki rzucą się sobie do gardeł? O tym Jacek Gałuszka opowiadała Zwierzowi Dobremu jakiś czas temu. Warto zajrzeć do tekstu o sposobach na rozdzielanie walczących psów, bo to sprawa delikatna i bez odpowiedniej wiedzy możemy zrobić więcej szkody niż pożytku – tak sobie, jak i zwierzakom.