Przyznam się : Berosław nie jest szczepiony. Zwariowałem? To już dawno… Ale nie w związku ze zdrowiem mojego najlepszego przyjaciela – tu nie ma miejsca na eksperymenty.

Kilka miesięcy temu mojego bergamasco zaczął dręczyć gronkowiec złocisty. Żył sobie na moim psie od dawna, ale gdy układ odpornościowy Bera zasłabł, wredna bateria zaatakowała. To się może zdarzyć każdemu (nie tylko psu – człowiekowi również). Ale o tym opowiem innym razem…

Jako że psie zdrowie nie było w najlepszym stanie, nasz domowy lekarz weterynarii zadecydował, że szczepień nie będzie. Wyjaśnił, że współczesne szczepionki działają 2-3 lata (w zależności od tego, jaki to produkt). A poza tym nie można szczepić, gdy zwierz jest osłabiony – to mogłoby mu mocno zaszkodzić…

Ale gdy tylko mój wierny pastuch zbierze siły, przyjdzie pora na wzmocnienie jego odporności. Słowo! Jednak rozterki pozostały: ciągle myślę o tym, czy na pewno nic złego mu się nie stanie. Oby nie…

A tu niedawno słyszę o rozwijających się ruchach antyszczepionkowych wśród właścicieli zwierząt. I nie chodzi wcale o pojedyncze przypadki – znajomi lekarze weterynarii coraz częściej stykają się z ludźmi, którzy nie zgadzają się na szczepienie psa czy kota.

Czy i jakie mają podstawy do obaw? Co grozi nieszczepionemu zwierzęciu? Czy choroby, przed którymi standardowe szczepionki mają je chronić, można wyleczyć? Wiele podobnych pytań przyszło mi do głowy. Żeby nie trwać w niepewności, postanowiłem o sprawę wypytać zaprzyjaźnionego, weterynaryjnego eksperta, doktora Wojciecha Hildebranda:

Czym grozi nieszczepienie psa i kota

utworzone przez Maciej Sas i dr Wojciech Hildebrand

Rozwiń transkrypcję rozmowy

Panie doktorze, czy pies i kot mogą mieć autyzm?
…(dłuższa cisza)

Chodzi mi o ruchy antyszczepionkowe. W przypadku ludzi często się mówi, że dziecka nie szczepię, bo to może doprowadzić do autyzmu. Ludzie przenoszą te realia na zwierzaki i w podobny sposób tłumaczą to, że swoich psów czy kotów nie będą szczepić. A to, jak słyszę, coraz częściej się zdarza.
Dobrze Pan zaczął od tego autyzmu… Po pierwsze badania, które udowadniały, że teoretycznie szczepionki prowadzą do autyzmu, zostały już obalone. To było jedno z dużych fałszerstw naukowych. A więc wiemy, że to nie jest tak, że szczepionki prowadzą do autyzmu. Ale czy autyzm jest u zwierząt diagnozowany? Na razie, z tego, co wiem, to nie diagnozuje się tego rodzaju schorzenia. Niektórzy właściciele może dostrzegają jakieś cechy u swoich zwierząt, które mogłyby wskazywać na autyzm, ale to jest zaburzenie z pogranicza psychologii. Dlatego tutaj ciągle mamy jeszcze duże braki w wiedzy na ten temat…

Celowo wywołałem ten temat – nieco prowokacyjnie. Ale tak czy inaczej osoby, które nie zgadzają się na szczepienie swojego zwierzaka, zdarzają się nierzadko. Czy zdarzyło się Panu coś takiego, że ktoś mówi „Nie, ja nie szczepię zwierzaka!”?
Tak, to się zdarza. I paradoksalnie ruchy antyszczepionkowe są efektem… powszechnych szczepień. Dlaczego? Dlatego że pewne choroby zakaźne (zarówno u zwierząt, jak i u ludzi) zostały zlikwidowane albo przynajmniej tak stłamszone, że nie stanowią zagrożenia. Przecież w dawnych czasach ludzie umierali masowo na różnego rodzaju choroby zakaźne. To samo dotyczyło zwierząt. Pamiętam jeszcze, że kiedy zaczynałem pracę 25 lat temu, powszechna była nosówka i – przede wszystkim – parwowiroza. W momencie, kiedy zaczęliśmy szczepić zwierzęta masowo i systematycznie, problem przestał w zasadzie istnieć, jest incydentalny. To sprzyja wszelkiemu doszukiwaniu się, że szczepionki szkodzą, że prowadzą do jakiś zaburzeń dodatkowych, do wstrząsów. Owszem, zdarzają się różnego rodzaju objawy poszczepionkowe…

Na przykład?
Chociażby odczyny, wstrząsy, reakcje anafilaktyczne różnego rodzaju, czy też u kotów – po szczepionkach dawnego typu, zwłaszcza przeciwko białaczce i wściekliźnie – powstawały zmiany nowotworowe. Ale to przy bardzo intensywnym szczepieniu, kiedy lekarze szczepili te koty (bo to dotyczy zwłaszcza kotów) bardzo często, corocznie, przez ileś tam lat ciągle w to samo miejsce.

To najbardziej dotyczyło karku, prawda?
Szczepionka była podawana dokładnie w okolicę międzyłopatkową. Natomiast w tej chwili szczepionki są po pierwsze dużo bezpieczniejsze, a po drugie – indukują dłużej trwającą odporność. Nie trzeba już szczepić zwierzęcia corocznie, wystarczy co 2-3 lata. Ważne jest, żebyśmy jak największą populację psów i kotów szczepili nawet rzadziej, czyli co 2-3 lata, ale właśnie jak najwięcej zwierząt. Natomiast ruchy antyszczepionkowe w przyszłości mogą doprowadzić do niekontrolowanego wybuchu chorób zakaźnych.

I o to właśnie chcę Pana zapytać: czym może grozić to, że ludzie nie chcą szczepić swoich zwierząt? Może zacznijmy od kotów. W ich przypadku są specyficzne choroby, które bez szczepionek pojawią się natychmiast – nie ma mowy…
Tak, wystarczy, że ktoś, kto ma w domu kilka kotów, nie będzie ich szczepił przeciwko kaliciwirozie, przeciwko panleukopenii – to te choroby w bardzo ostrym, szybkim przebiegu u zwierząt nieszczepionych prowadzą do śmierci. W najgorszym przypadku człowiek może stracić wszystkie zwierzęta, jakie ma w domu.
To samo dotyczy psów – zwłaszcza tych w bardzo młodym wieku, szczeniaków, ale też tych starych. Bo tu też pokutuje pogląd, że starych zwierząt się nie szczepi. No nie – stare zwierzęta są tak samo wrażliwe na choroby zakaźne, jak i młode i też trzeba je szczepić tak, jak mówię – może nie, co roku, ale co 2-3 lata trzeba je szczepić.

Po prostu systematycznie. O psach nie powiedzieliśmy jeszcze wszystkiego do końca – one mają swoje inne choroby. Proszę je też wymienić dla pewności, dla spokoju ducha.
Dobrze, ale najpierw wróćmy na chwilę do kotów – dla nich taki podstawowy profil szczepienia to: panleukopenia, katar koci. Jeżeli zwierzę jest wychodzące, to również białaczka. Jeżeli podróżujemy ze zwierzęciem, zwłaszcza za granicę, to jeszcze wścieklizna.
Jeśli zaś chodzi o psy to ten panel podstawowy szczepień to przede wszystkim: parwowiroza, nosówka, zapalenie wątroby, zapalenie górnych dróg oddechowych, no i oczywiście obowiązkowa wścieklizna. A u zwierząt, które są zagrożone, żyją gdzieś na terenach podmokłych, psy myśliwych, które polują gdzieś na bagnistych terenach, warto też szczepić przeciwko leptospirozie.

I to są te rzeczy, które bez szczepienia prędzej czy później się pojawią?
Zgadza się, Jeżeli chodzi o wściekliznę to tu jest obowiązek. Ścigani z urzędu są ci, którzy nie będą szczepić psów przeciwko wściekliźnie. Natomiast w momencie, kiedy my zaprzestaniemy szczepić nasze psy przeciwko parwowirozie, przeciwko nosówce, no to ta choroba szybko się odrodzi. Nie jesteśmy krajem uznanym za wolny od parwowirozy albo od nosówki. Gdzieś tam są ogniska i w momencie, kiedy coraz większa populacja psów nie będzie szczepiona, to choroba będzie się szerzyć. Bo jeżeli mamy zwierzaki chore i szczepione, to te szczepione stają się w pewnym momencie barierą dla choroby, ona się nie rozprzestrzenia. W momencie, kiedy wśród tych psów zdrowych będzie coraz mniej zaszczepionych, czyli coraz więcej podatnych na chorobę, to ta ona będzie się rozprzestrzeniać coraz bardziej, coraz swobodniej.

Czym swoją decyzję tłumaczą właściciele zwierząt, którzy nie chcą zaszczepić psa czy kota? Już ustaliliśmy, że nie autyzmem, bo to było prowokacyjnie przeze mnie wywołane. Ale jakieś inne tłumaczenia się na pewno pojawiają.
Różne są powody. Najczęściej ludzie tłumaczą to obawą przed powstaniem kłopotliwych odczynów…

Nowotworami pewnie też?
Nowotworami tłumaczą to w przypadku kotów. I jeszcze tym, że ta szczepionka nie będzie skuteczna, że to jest tylko zysk producenta szczepionek i lekarza, który korzysta z tego, że musi szczepić.

Przekonuje ich Pan?
Staram się tłumaczyć im rzeczowo, o co chodzi i czym jest szczepienie. Szczepienie jest formą zapobiegania chorobom zakaźnym. Jeżeli kosztuje powiedzmy 50, 70 czy 80 złotych (w zależności od rodzaju szczepionki) to leczenie konkretnych chorób jest wielokrotnością tej kwoty! To są sumy idące w setki, a czasami nawet w tysiące złotych, kiedy trzeba takiego psa ratować. A więc to rodzaj polisy ubezpieczeniowej – tak można by powiedzieć.

Mówi mi Pan o tym spokojnie, ale spodziewam się też, że to wszystko irytujące, zwłaszcza dla lekarza weterynarii, człowieka, który wie, czym to się może skończyć. Czasem, jak sądzę, emocje pewnie też się budzą w przypadku takich spraw?
Nie moją rolą jest tutaj reagować emocjonalnie. Ja staram się zawsze rzeczowo wytłumaczyć. Tylko zastanawia mnie, że często ludzie wykształceni, tacy, którzy mają przygotowanie nawet biologiczne, nie wierzą w skuteczność szczepionek. I wśród tych tak zwanych antyszczepionkowców pojawiają się też ludzie z tytułami naukowymi, choć wydawałoby się, że mają jakąś świadomość biologiczną. Na szczęście to są tylko pojedyncze przypadki. Jednak ciągle większość ludzi jest przekonanych i widzi efekty szczepienia. Widzę przecież, jak rzadko się teraz pojawia parwowiroza, a jeszcze 20-25 lat temu to był „chleb powszedni” lekarza weterynarii.

Uściślijmy jeszcze na koniec: choroby, o których Pan wspomniał, czyli te, przed którymi szczepionki zabezpieczają nasze zwierzaki, zwykle są śmiertelne?
Tak – nieleczone najczęściej prowadzą do śmierci. Mało tego, wścieklizna jest wielkim zagrożeniem również dla człowieka, bo to choroba wirusowa, która się szerzy nie tylko wśród psów czy kotów, ale wśród wszystkich stworzeń stałocieplnych.

O tym, co oznacza zetknięcie ze wścieklizną, Zwierz Dobry pytał niedawno innego eksperta, prof. Andrzeja Gładysza, znakomitego specjalistę chorób zakaźnych. Warto posłuchać albo poczytać (co kto woli…). Bo tu naprawdę nie ma żartów…

O szczepieniach kota psa było też na tym blogu sporo. Bo sprawa wydaje się prosta: mniej się denerwuję, mniej płacę i mniej płaczę, gdy psa i kota zaszczepię. Bilans wydaje się prosty…

A Ty co o tym sądzisz? Podziel się Twoją opinią w komentarzu.

Fot. Pixabay.com